Reklama

Faceci z Florydy

Faceci z Florydy

22.05.2007
Czyta się kilka minut
Podobno zbyt często rekomenduję autorów obcych, pomijając rodzimych. Racja. Ale faktem jest, że książki obce docierają do nas uhonorowane literackimi nagrodami, przesiane na gęstym sicie różnych fachowych gremiów. Są tak dobre, że nie sposób ich pominąć. Przypomina mi to Konfrontacje Filmowe w Peerelu - raz w roku oglądaliśmy samą śmietankę, najlepsze z najlepszych filmy światowe i żyliśmy w przekonaniu, że poza naszą Kartoflandią nie istnieje kicz filmowy.
N

No więc, chcąc nie chcąc, znowu będę chwalić amerykańskich prymusów, których czyta się łapczywie, ciurkiem do rana, po czym chce się dokładki. Dziś jeden debiutant i jeden zawodowiec. Obaj "południowcy" - z Florydy.

John Green jest bezwstydnie młody, ostentacyjnie utalentowany i błyskotliwy. Dziś dwudziestosiedmioletni, zadebiutował przed dwoma laty powieścią dla młodych "Szukając Alaski". Natychmiast został okrzyknięty "drugim Salingerem", a fala nagród i zaszczytów błyskawicznie uczyniła go literacką gwiazdą. Książkę galopem przetłumaczono na dziewięć języków, Green sprzedał prawa do ekranizacji i ostatecznie zarzucił zamiar zostania pastorem Kościoła episkopalnego. Nie darmo nosi imię po swoim wuju - Johnie Thomasie Goodrichu, pisarzu i historyku.

"Szukając Alaski" to historia siedemnastolatka, który rozpaczliwie łaknie odmiany. Introwertyczny, patykowaty i małomówny Miles postanawia uciec od szkoły (której nie znosi) i opiekuńczych rodziców, w poszukiwaniu "Wielkiego Być Może". Liceum z internatem Culver Creek w odległej Alabamie ma być nowym rozdziałem w jego życiu - Miles ma nadzieję, że po drodze opadnie z niego etykieta nudziarza, którą sam sobie nadał. Jedyne, co wyróżnia chłopca, to hobby - kolekcjonuje i zna na pamięć ostatnie słowa, wypowiedziane na łożu śmierci przez sławnych ludzi.

Przypadek sprawia, że w szkolnym campusie Miles dzieli pokój z Pułkownikiem - facetem, który lubi ściągać na siebie kłopoty. Pułkownik - matematyczny geniusz - wychował się w przyczepie kempingowej i szczerze nie znosi pustogłowych dzieciaków z bogatych domów, których w elitarnej szkole jest pod dostatkiem. Czy tego chce, czy nie, Miles przystąpi do wojny wypowiedzianej przez Pułkownika. Zrobi to tym chętniej, że przyjaciółmi Pułkownika są intrygująca, wyszczekana Alaska i rapujący Japończyk Takumi. Razem stanowią egzotyczną paczkę - bystrzy, ekscentryczni; tego trzeba Milesowi.

Przyjaciele z upodobaniem łamią surowy szkolny regulamin, wprowadzając nowego kumpla w świat zabronionych rozrywek. Dotąd zbyt niezgrabny, zbyt grzeczny, zbyt skryty - Miles po raz pierwszy w życiu czuje się zaakceptowany, chociaż jest to akceptacja szorstka, podlana sarkazmem i pozbawiona czułostkowości. Bez szans na wzajemność, Miles kocha się w Alasce. Jej desperacja, tupet, niezależność, wreszcie - tajemnica mają dla niego nieodparty urok.

Dramatyczne wydarzenie zakłóci szkolną rutynę. Autor zdradza swój zamysł numerując rozdziały wstecz: "136 dni PRZED", "126 dni PRZED", "dzień PRZED"... Wiemy zatem, że nastąpi kulminacja, ale nie znamy jej natury. A poza tym jest jeszcze - nie mniej ważne - "PO".

Dla bohatera książki przedmaturalny rok w Culver Creek stanie się terapią wstrząsową: uformuje go, pozwoli dorosnąć. Ucieczka do Alabamy to inicjacyjna podróż, która "uratuje mu życie" - tak jak decyzja o wyjeździe do odległego liceum okazała się zbawienna dla autora książki, Johna Greena. Młody autor powtarza w wywiadach, że szkoła z internatem dała impuls wszystkim wyborom i aktywnościom, które są dla niego ważne.

Książka ma wdzięk i sens. Poza tym zawiera hormonalną prawdę o pokoleniu niepełnoletnich. Bohaterowie Greena są impulsywni, zachłanni, nieznośnie egocentryczni... A przy tym niewinni, bezbronni, podatni na zranienia. Zajęci szczeniackim paleniem szlugów w krzakach i piciem taniego wina - mają w sobie zarazem powagę figur z antycznej tragedii. Cierpienie nastolatków jest niejako częścią ich generacyjnego ekwipunku - nie przychodzi z zewnątrz, tylko wykwita, jak pryszcze, na nastoletnich gładkich twarzach. Ich dramaty wydają się błahe, ale ból prawdziwy.

W warstwie fabularnej książka jest skromna - rutyna szkolnego życia i belferski regulamin kontrastują z totalnym zamętem, jaki bohaterowie noszą w sobie. Autor wyrzekł się pokusy moralizowania - konsekwentnie stroni od ocen, interpretacji. Portretuje swoje pokolenie bez retuszu - niektóre ustępy zbulwersują rodziców.

Nigdy nie byłam w Alabamie. Od matury dzielą mnie trzy dekady. Ale czytam i wiem - to wszystko prawda. Czy nie na tym polega fenomen dobrej literatury?

Czytana z polskiej perspektywy książka prowokuje zaledwie dotknięty przez autora wątek - kontrasty kulturowe, różnice statusu i wynikające stąd frustracje młodych. Wspomnienie niedawnej strzelaniny w Virginia Tech przywołuje takie asocjacje.

***

I kolejna książka - "Plusk", drugi po "Sówkach" tytuł Carla Hiaasena (niegdyś wścibskiego dziennikarza śledczego), który swojej wiedzy o przekrętach i łapówkach użył, pisząc książki dla młodzieży. Odsłania w nich mechanizmy korupcyjne, które pozwalają ludziom interesu omijać prawo ustanowione w interesie środowiska naturalnego. Sensacyjne fabuły to kapitalny głos w obronie rozjeżdżanej buldożerami przyrody. Ekologia nie miała dotąd szczęścia do obrońców - mało kto umie agitować na rzecz przyrody, nie trącając struny demagogii i patosu. Hiaasen to potrafi!

Kilkunastoletni Noah odwiedza ojca w pudle. Nie pierwszy raz porywczy tata, przewodnik rybackich wycieczek, napytał sobie kłopotów, wdając się w awantury z bezmyślnymi niszczycielami zatoki. Tym razem zatopił na płyciźnie jacht-kasyno, którego właściciel bezkarnie zrzuca ścieki do oceanu. Matka chłopca grozi rozwodem - ma dość ekscesów męża, który w następstwie swojej ekologicznej partyzantki traci pracę i uchodzi za szaleńca. Ale Noah czuje, że to ojciec ma rację.

Jedynym sposobem na wydobycie taty z tarapatów jest zdobycie dowodów przestępczej działalności właściciela kasyna. A to niełatwe, bo Dusty Muleman ma w kieszeni straż przybrzeżną i kilku prokuratorów. Na dodatek syn Mulemana - rówieśnik Noaha - pastwi się nad chłopcem. Noah i jego siostra podejmują jednak niebagatelne ryzyko i przystępują do działania. Pomoc nadchodzi nieoczekiwanie ze strony starego "pirata" - kim jest tajemniczy sprzymierzeniec?

Fabuła sensacyjna, splątana jak spaghetti. W tle dobrze zakamuflowana lekcja odpowiedzialności obywatelskiej - bez recytacji i morałów. Hiaasen stawia kilka ważnych pytań: czy mamy prawo do obywatelskiej niesubordynacji? Jakie są granice kompromisu pomiędzy dobrem domowym a powszechnym? I czy wolno nam wymierzać sprawiedliwość, kiedy egzekucja prawa zawodzi? Świetna książka - jej autor po mistrzowsku łączy rozrywkę z mądrym przesłaniem. Pomimo obezwładniającego upału Florydy obaj "południowcy" potrafią pisać...

  • John Green, "Szukając Alaski", przeł. Anna Sak, Kraków 2007, Wydawnictwo Znak;
  • Carl Hiaasen, "Plusk", przeł. Monika Walendowska, Warszawa 2007, Wydawnictwo W.A.B.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]