Reklama

Dusza Iwana Denisowicza

Dusza Iwana Denisowicza

04.08.2008
Czyta się kilka minut
Zmarł Aleksander Isajewicz Sołżenicyn, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury, człowiek - epoka literacka, więzień GUŁagu, niepokorny antysowiecki dysydent, wygnaniec, filozof, prorok, sumienie Rosji. Miał 89 lat.
J

Jego "Jeden dzień Iwana Denisowicza" - wydrukowany w 1962 r. w czasopiśmie literackim "Nowyj Mir" - wstrząsnął fundamentami myślenia ludzi, z mozołem wydobywających się z czasów stalinowskiego totalitaryzmu.

Jego genialny "Archipelag GUŁag" zmusił Zachód do weryfikacji sądów o ZSRR. Na tej książce wychowało się też pokolenie "antyradzieckich ludzi radzieckich". Jak powiedział jeden z rosyjskich pisarzy, "Związek Radziecki zaczął się od jednej książki - "Kapitału" Marksa, a zakończył dzięki innej - dzięki "Archipelagowi GUŁag").

Jego Nagroda Nobla (w 1970 r.), za utwory poświęcone ofiarom stalinizmu, zburzyła fałszywą idyllę breżniewowskiego porządku.

Jego listy kierowane z obczyzny do władz ZSRR piętnowały oportunizm i kłamstwa. Prawowierni koledzy-literaci ze Związku Pisarzy ZSRR nazwali go za to "literackim własowcem".

Jego historyczne powieści poszukiwały odpowiedzi na dramatyczne pytanie, kto był sprawcą zagłady starej Rosji i co wyniosło do władzy znienawidzonych bolszewików-bezbożników.

Jego pobyt w Stanach Zjednoczonych skłonił go do stwierdzenia, że "demokracja to kult przeciętności", a Zachód to cywilizacja tchórzy; przeciwstawiał mu wyidealizowaną Rosję - pognębioną i zniewoloną przez komunizm, ale w istocie swej dobrą, chrześcijańską, antykomunistyczną.

Jego powrót w 1994 roku do Rosji był początkiem rozczarowania - przede wszystkim Sołżenicyna wobec Rosji (która po obaleniu komunizmu nie okazała się uosobieniem czystości), ale także wielu Rosjan wobec Sołżenicyna. On nie rozumiał tego, co zastał w ojczyźnie, a Rosjanie nie rozumieli tego, co on mówi o ojczyźnie - wyimaginowanej krainie duchowej wyższości i szczęśliwości. Stare mity upadły, a nowe ciągle są płynne jak lawa.

Czy Rosjanie go słuchali?

Wtedy zaszył się w Troice-Łukowie. Z rzadka odzywał się i pokazywał publicznie. Przyjął Nagrodę Państwową od Władimira Putina. Prezydent odwiedził go w Troice-Łukowie, spacerował z nim po parku, omawiał ważne sprawy państwowe. Książki Sołżenicyna - za których czytanie w ZSRR można było dostać kilkuletni wyrok więzienia - dziś są w Rosji drukowane bez przeszkód. Wydawnictwo "Wriemia" niebawem zakończy trzydziestotomowe wydanie dzieł wszystkich pisarza.

Czy jednak współcześni Rosjanie czytali ostatnio Sołżenicyna, czy słuchali tego, co patriarcha mówił do nich? Nie ma jednej odpowiedzi.

Rosjanie czytają przede wszystkim jego "stare" książki, traktowane jednak jako pomnik literacki minionej epoki bez odniesienia do tego, co za oknem. Jedni cenią więc literaturę, ale z dystansem odnoszą się do archaicznego nacjonalizmu Sołżenicyna i jego "staroobrzędowej" ideologii, inni odrzucają i pisarstwo, i poglądy.

Dyskusję wywołała jego ostatnia książka "Dwieście lat razem" o stosunkach Żydów i Rosjan. I znowu nie było jednoznacznego przyjęcia - jedni posądzali go o gorliwy semityzm, inni o równie gorliwy antysemityzm. W ubiegłym roku rosyjska telewizja nadała serial oparty na motywach znakomitej książki Sołżenicyna "W kręgu pierwszym". Pisarz brał udział w pracy nad serialem, który jest staranną ekranizacją literackiego dzieła, stawia te same trudne pytania o istotę wolności, o serwilizm wobec państwa i ideologii. Zebrał sporą widownię, przychylne recenzje w prasie, ale ogólnonarodowej dyskusji nad "kręgiem rosyjskich piekieł" nie wywołał.

"Nie o takiej Rosji marzyłem"

W oficjalnej ideologii władz - w której próbuje się zlepić w jedno zarówno sowieckie mity wielkości, jak i carskie mity wielkości, i jeszcze marzenia o zachodnim dostatku - męki i rozterki Sołżenicyna, załamującego ręce nad hańbą Ojczyzny (to słowo zawsze pisane przez niego wielką literą), się nie mieściły.

"Jakież to męczące uczucie odczuwać hańbę za swoją Ojczyznę. W czyich spoczywa Ona obojętnych lub śliskich rękach? Przez kogo jest bezmyślnie lub z pobudek materialnych kierowana?". Takie słowa nie pasują do wczesnokapitalistycznego optymizmu uczty za petrodolary, jaka odbywa się dziś w Moskwie i kilku bogatszych rosyjskich miastach.

Sołżenicyn stał z boku. "Nie o takiej Rosji marzyłem" - powiedział w ostatnim wywiadzie dla telewizji państwowej.

Zmarł patriarcha, który w dzisiejszym rozpędzonym świecie nie ulegał koniunkturalnym prądom i do końca wierzył w swoją misję - misję uleczenia chorej duszy Rosji i świata.

Był wizjonerem, wielkim pisarzem, obywatelem starej przedrewolucyjnej Rosji, której odrodzenia pragnął - nie tylko na poziomie makro (ustroju państwa), ale i mikro - w duszach Rosjan, w duszy każdego Iwana Denisowicza.

Blog autorki: labuszewska.blog.onet.pl

Autor artykułu

W latach 1992-2019 związana z Ośrodkiem Studiów Wschodnich, specjalizuje się w tematyce rosyjskiej, publicystka, tłumaczka, blogerka („17 mgnień Rosji”). Od 1999 r. stale współpracuje z „...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]