Drugi dzień Konkursu Wieniawskiego: W prostocie problem

Narzucenie uczestnikom konieczności wykonania tej samej części sonaty Beethovena jest – jak można powiedzieć już w tej chwili – nadzwyczaj trafnym pomysłem repertuarowym Konkursu.
Czyta się kilka minut
Podczas przesłuchań XVI Konkursu im. H. Wieniawskiego. Poznań, 9 października 2022 r. / FOT. Fresh Frame /
Podczas przesłuchań XVI Konkursu im. H. Wieniawskiego. Poznań, 9 października 2022 r. / FOT. Fresh Frame /

Prosty, zdawałoby się, finał Sonaty G-dur op. 96, niewymagający wirtuozerii ani potęgi klasyczny temat z wariacjami niesie w sobie jednak mnóstwo wyzwań czysto muzycznych – i okazuje się chyba najtrudniejszym testem I etapu.

Rzecz jasna bowiem, uczestnicy Konkursu Wieniawskiego to już w komplecie fachowi skrzypkowie, a w związku z tym mają mniej lub bardziej (zazwyczaj bardziej) opanowane obowiązkowe dla skrzypków pozycje: solowe utwory Bacha, techniczne, choć wymagające też i wyobraźni Kaprysy Paganiniego i Wieniawskiego, wreszcie doskonale czują się w romantycznej wirtuozerii spod znaku patrona konkursu, stworzonej właśnie do tego, by wioliniści mieli w czym błyszczeć.

Z Beethovenem natomiast jest inaczej. To kameralistyka, dialog z fortepianem, spotkanie, w którym skrzypek nie ma olśniewać, lecz uczestniczyć w interpretacji. Musi wnieść do niej balans i harmonię, pozwalające cieszyć się prostotą tematu, także kontrasty dynamiczne i precyzyjną artykulację, którymi żyją drobne niekiedy frazy, często też musi stanąć z boku, grając myśli poboczne. Nad wszystkim unosi się wreszcie konieczność zbudowania formy, która powinna zostać dopełniona i zamknięta, w przeciwnym bowiem razie finał sonaty zamienia się w ciąg może i atrakcyjnych, ale niespójnych pomysłów.


KONKURS WIENIAWSKIEGO: ŚLEDŹ NA BIEŻĄCO RAZEM Z NAMI >>>


Cały ten kompleks okazuje się nie lada problemem. O ile mieliśmy dotąd, w tym zwłaszcza wczoraj, kilka naprawdę ogólnie dobrze zagranych Bachów, o tyle nie doczekałem się na razie ani jednej satysfakcjonującej Sonaty Beethovena.

W muzyce Bacha skrzypkowie potrafią pokazywać, co w niej najlepsze: Hawijch Anna Elia Elders z Niderlandów (stylowo podobna jej była bardzo zdenerwowana Klara Gronet, Polka ucząca się w Maastricht) starannie konstruowała kulminacje w Chaconnie, przygotowując je długimi podejściami crescendo – ale jednak pozostając w stylu barokowym, nie wpadając w romantyzm, który zabrzmiał w tym samym utworze w ujęciu 18-letniej Chinki, Yiyang Hou, zapewne przez jej rzadką wrażliwość na zróżnicowany charakter muzyki, dzięki której w jej grze nastroje zmieniały się jak w kalejdoskopie.

Meruert Karmenova z Kazachstanu, z dojrzałości swych 29 lat, pokazała z kolei Bacha subtelnego i deklamacyjnego, przede wszystkim jednak zrównoważonego – nawet jednak u tej bardzo równej i świetnie przygotowanej skrzypaczki cech tych zabrakło w Beethovenie. Podobnie u wykonującej niemal roztańczoną, ale bardzo klarowną przy tym Bachowską fugę Polki Judyty Kluzy-Sporniak, która uchwyciła Beethovenowską formę, jednak przebiegając nad wieloma szczegółami jej zawartości.

Naturalnie wszyscy skrzypkowie mogą sobie stawiać pytanie – podobnie jak słuchacze – co też będzie wyżej punktowane przez jurorów: czy umiejętność ciągłego przykuwania uwagi, czy przeciwnie, skromność pozwalająca nie tylko wysunąć się na pierwszy plan fortepianowi, tam gdzie to on właśnie prowadzi narrację? Czy w takim momencie wystarczy usunąć się na bok czy należy oddać partnerowi całą scenę dźwiękową? Pytań nie brakuje, ale dlaczego niemal nikt z kandydatów nie zdecyduje się zagrać dwudźwięków otwierających tę część Sonaty z odczuwalnym pulsem rytmicznym, by nadać muzyce ruch i energię?

Określenie „dolce”, które stoi w partyturze, oznacza „słodko”, „łagodnie” – a nie smętnie i bez życia! Jeżeli już potrafili znaleźć na to sposób Japonka Natsuko Gunji albo Koreańczyk Alexander Won-Ho Kim, to gubili się w dalszej narracji, w późniejszych wariacjach raczej sklejając ze sobą dźwięki, niż łącząc je ze sobą.

Oboje utknęli na wariacji w Adagio, z powolnymi i długimi, trwającymi nawet trzy takty nutami, które co najwyżej odmieniane były jakimś wibrato lub drżącym (utrzymanie równo smyczka jest tu zadaniem na wytrzymałość!) lekkim crescendo – zgłośnieniem, dopiero na końcu dźwięku prowadzącym do jakiegoś skutku... Yiyang Hou wprawdzie miała celny początek i podobnie udane długie tercje w Adagio, gdzie świetnie ożywiła przebieg bogato zaakcentowaną figurą szesnastkową – ale już wariacji fugowanej, wraz z następującymi po niej radośnie biegnącymi frazami, zabrakło wyrazistości. Test radzenia sobie z materią muzyczną okazuje się najtrudniejszym momentem I etapu.

Wszystkich konkursowych produkcji posłuchać można w tym miejscu. Sonata Beethovena rozpoczyna się mniej więcej w połowie programu każdego uczestnika.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”