Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Drewniany znak pokoju

Drewniany znak pokoju

23.10.2017
Czyta się kilka minut
Historia tej świątyni to wielka lekcja determinacji i wiary – mówią gospodarze świdnickiego kościoła Pokoju.
Ewangelicka świątynia Pokoju w Świdnicy, 2010 r. JANUSZ GNIADEK / ALAMY STOCK PHOTO / PAP
Z

Znaleźliśmy je podczas remontu, na strychu dawnej plebanii – Bożena Pytel ostrożnie podnosi stare, zaśniedziałe binokle. – Myślę o tym biedaku, który je zgubił. W tamtych czasach okulary były drogie, nie każdy mógł sobie na nie pozwolić. Ale z drugiej strony nie mogę się z tego nie cieszyć. Inaczej przecież nie trafiłyby w nasze ręce. To właśnie takie przedmioty sprawiają, że o historii myślimy nie jak o bezimiennych masach, ale jak o ludziach z krwi i kości. Takich jak my.

W świdnickim kościele Pokoju historia wyziera z każdego kąta. Przemawia z malowideł na ścianach i epitafiów na pobliskim cmentarzu. Przedziera się spod warstw farby, wychodzi ze zdobionych szaf, przelewa się z kielichów wraz z przeznaczonym do konsekracji winem.

– Dziś, patrząc na nasz kościół, cesarz Franciszek III Habsburg musi przewracać się w grobie – śmieje się ks. Waldemar Pytel, biskup diecezji wrocławskiej Kościoła ewangelicko-augsburskiego i proboszcz świdnickiej parafii. – Przecież w jego zamyśle miał stać góra 30 lat.

Rok 1648. Europa otrząsa się po wyniszczającej wojnie. Początkowo lokalny religijny spór między popierającą cesarstwo Ligą Katolicką a księstwami niemieckimi zjednoczonymi w Unii Protestanckiej przerodził się w globalny konflikt. Najmocniej ucierpiały tereny Rzeszy. Historycy szacują, że liczba ich mieszkańców spadła z 21 do 13 mln.

Pokój westfalski przywraca względny porządek. Konflikty religijne mają być rozstrzygane zgodnie z zasadą „cuius ­regio, eius religio”, jednak pod naciskiem króla Szwecji Franciszek III zgadza się na budowę ewangelickich kościołów w trzech dolnośląskich księstwach: Głogowskim, Jaworskim i Świdnickim. Na cześć postanowień z Westfalii świątynie zostaną nazwane kościołami Pokoju.

Zgoda na budowę obłożona jest surowymi obostrzeniami. Świątynia może powstać poza murami miasta, bryła budowli nie może przypominać kościoła, zakazana jest budowa wież i dzwonnicy, w pobliżu nie może powstać ewangelicka szkoła. Luteranie przy budowie mogą korzystać jedynie z nietrwałych materiałów, takich jak piasek, drewno, glina. Kościół musi stanąć w ciągu roku.

Głogowski kościół Pokoju spłonie w 1758 r., jaworski i świdnicki – postawione bez fundamentów, na drewnianej konstrukcji – stoją do dziś.

Otwarta brama

Do Świdnicy przyjechał w 1986 r. Młody ksiądz wysiadł z pociągu i zapytał pierwszego przechodnia o kościół pokoju.

Ja nie znaju... – usłyszał. Zaczepił kolejną osobę i znów to samo: „nie znaju”.

– Przez chwilę zastanawiałem się, czy nie pomyliłem pociągów i zamiast na zachód, nie pojechałem na wschód – opowiada bp Pytel. – Dopiero potem dowiedziałem się, że w Świdnicy był wielki garnizon wojsk radzieckich.

W końcu jego oczom ukazał się kościół. Dziś z charakterystyczną białą elewacją, wtedy pokryty grubym osadem – świadectwo bliskości Wałbrzycha. Wokół niego zmurszałe, porośnięte bluszczem nagrobki. Całość otoczona prymitywnym ogrodzeniem z siatki. W pozostałych budynkach na placu Pokoju – dawnym liceum ewangelickim i domu dzwonnika – mieszkali lokatorzy. Nieruchomości przejęło miasto i przeznaczyło na komunalne mieszkania.

– Wszystko tu było nowe i zaskakujące – wspomina bp Pytel. – Pochodzę z Bielska-Białej, gdzie funkcjonują trzy ewangelickie parafie, kościoły są zawsze pełne. Śląsk Cieszyński to matecznik luteranizmu, a tu – głęboka diaspora.

Na Dolnym Śląsku pokutowało przekonanie, że „ewangelickie” oznacza tyle, co „niemieckie”. A to, co niemieckie, można zabrać i zniszczyć.

– Na tym cmentarzu nie ma ani jednego grobu, który nie zostałby splądrowany – mówi Bożena Pytel, żona bp. Waldemara, która dołączyła do niego w kolejnym roku i została na wiele lat.

– Czasem spotykałem się z pytaniem: „A gdzie się ksiądz nauczył tak dobrze mówić po polsku?”. Nikomu nie przychodziło do głowy, że luterański duchowny może być Polakiem – wspomina bp Pytel. – Najlepszym rozwiązaniem wydawało się więc zamknąć bramę. Nie wychodzić poza mury, bo na zewnątrz nie jesteśmy mile widziani. Ale my zrobiliśmy coś zupełnie odwrotnego: postanowiliśmy te drzwi szeroko otworzyć.

Przystanek przed Krzyżową

„Muszę przyznać, że nie traktowałem tego tak symbolicznie. Przecież podczas każdej mszy przekazujemy sobie znak pokoju – wspominał spotkanie z kanclerzem Helmutem Kohlem Tadeusz Mazowiecki. – Dopiero w momencie, kiedy przekazywałem sobie z Kohlem znak pokoju, gdy rozbłysły tysiące fleszy, uświadomiłem sobie tę ogromną symbolikę. Ta wizyta rzeczywiście otworzyła nowy rozdział w stosunkach polsko-niemieckich”.

12 listopada 1989 r. Trzy dni wcześniej runął mur berliński. Stosunki polsko-niemieckie są napięte. Przed szefami rządów rozmowy m.in. na temat granicy. Tuż przed Mszą Pojednania w Krzyżowej odwiedzają świdnicki kościół pokoju.

– Po modlitwie z premierem podszedł do mnie Kohl i poprosił, bym pojechał z jego delegacją do Krzyżowej – opowiada bp Pytel. – Kiedy wysiedliśmy z busa, przywitał nas tłum z transparentami „Du bist unser Kanzler” (Jesteś naszym kanclerzem). Przyglądałem się temu z niepokojem. Ale potem ten niesamowity gest pojednania, którego nigdy nie zapomnę.

Kiedy 25 lat później Ewa Kopacz i Angela Merkel przed otwarciem wystawy upamiętniającej Mszę Pojednania także wspólnie modliły się w kościele Pokoju, można było docenić, jak wiele w polsko-niemieckich relacjach się zmieniło.

Ktoś zawsze dbał

Pod koniec lat 50. XX w. niemiecko­języczna parafia przeszła pod polską administrację. Przed wojną była to duża, bogata wspólnota: 17 tys. wiernych, pięciu duchownych, trzech ogrodników. Dziś liczy zaledwie 150 osób. Funkcjonuje jednak nieprzerwanie od ponad 360 lat. W czasie wojny kościół szczęśliwie ominęły bombardowania. Kiedy wkroczyli radzieccy żołnierze, grupa wiernych nocowała w kościele z psami, by uchronić go przed splądrowaniem.

– Do parafii należało wielu wykształconych ludzi. Zwłaszcza inżynierowie byli w pierwszych latach po wojnie szczególnie potrzebni, dlatego nie zostali od razu przesiedleni w głąb Niemiec – wyjaśnia bp Pytel. – Z czasem wspólnotę zasilili polscy osadnicy.

W 1952 r. parafia świętowała 300-lecie istnienia. Podobno zjeżdżający na uroczystość niemieccy goście wywołali w mieście popłoch. „Niemcy wracają po swoje” – szeptali świdniczanie.

– W latach 90. często pod kościół podjeżdżały taksówki na niemieckich numerach – opowiada biskup. – Wysiadali z nich starsi panowie i płakali ze wzruszenia, bo np. byli tu chrzczeni. Po raz pierwszy ośmielili się odwiedzić to miejsce po 40 latach. Wcześniej się bali.

– W 2012 r., kiedy robiliśmy konserwację bramy, pod wieńczącą ją tablicą z łacińską inskrypcją znaleźliśmy zniszczoną karteczkę – dodaje Bożena Pytel. – Na jednej stronie ktoś zapisał, że w 1947 r. tablica została oderwana. W łacińskich napisach ktoś dopatrzył się znienawidzonego języka niemieckiego. Po drugiej stronie był zapis, że tablicę zamontowano ponownie w 1952 r. Ktoś ją przechował i zadbał, by wróciła. Zawsze byli tu ludzie, którzy starali się, by to miejsce przetrwało.

Ze skarboną

„Znowum burmistrza nawiedził. Nie zastałem go w domu, gdyż u kogoś był w gościnnie. Czekać musiałem na niego przez trzy godziny na tęgim mrozie, a że chciał on nazajutrz około godziny czwartej wyjechać z miasta, dlatego nieźle się wymarzłem” – pisze Christian Czepko w styczniu 1655 r. ze Sztokholmu.

Pamiętnik świdniczanina, który wyruszył w podróż po europejskich dworach zbierać datki na budowę kościoła Pokoju, odnalazł w Dziale Rękopisów Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu Sobiesław Nowotny. Opowieść o podróżniku, który z ciężką skarboną przebył przez prawie rok 3679 kilometrów, ukazała się w tłumaczeniu na polski i angielski. Na jej podstawie powstała sztuka z aktorami Starego Teatru „Mądry tak nie podróżuje”.

– I my jesteśmy trochę jak Christian Czepko – śmieje się Bożena Pytel. – Pukamy do różnych drzwi w poszukiwaniu funduszy.

Niedawno zakończył się projekt renowacji kościoła i otoczenia, realizowany ze środków Europejskiego Obszaru Gospodarczego i funduszy norweskich. Wyremontowano dawną plebanię, gdzie powstało archiwum mieszczące zbiory pochodzących z kościoła rękopisów i staro­druków. Są tu księgi parafialne od początków istnienia świątyni, dawne biblie, w których na wewnętrznych stronach okładek właściciele zapisywali ważne wydarzenia z życia rodziny.

– Kiedy rozeszła się informacja, że mamy profesjonalne archiwum, zaczęły do nas wracać rozproszone zbiory – mówi bp Pytel. – Któregoś dnia otrzymałem wiadomość z diecezji katolickiej w Kopenhadze. Okazało się, że mieli księgę pochodzącą z naszej świątyni i chcieli ją oddać. Po kilku dniach przychodzi niewielka paczka z Danii. Myślałem, że dostanę zawału! Książkę z pierwszej połowy XVII w. wysłali zwykłą pocztą!

Dzięki renowacji do gry wróciły potężne stuletnie organy. Rozbrzmiewają podczas lipcowego Festiwalu Bachowskiego, nabożeństw i comiesięcznych, otwartych koncertów. Remont objął też dobudowaną w XVIII w. dzwonnicę i cmentarz.

Organy dołączyły do odnowionych wcześniej ołtarza, ambony i bogato zdobionej loży Hochbergów, których rodzina ufundowała większość drewna wykorzystanego przy budowie kościoła.

– Najbardziej zaskoczyło nas bogactwo kolorów, które ujawniło się po konserwacji – mówi Bożena Pytel. – Odnowione fragmenty stały się wyspami światła i barw w pociemniałym wnętrzu.

Apel o pokój

Poza odnalezionym pamiętnikiem Christian Czepko ginie w mrokach historii. Więcej wiadomo o jego bracie – Danielu Czepko von Reigersfeldzie, mistyku, przyjacielu Anioła Ślązaka, autorze wierszy, w tym cyklu „Semita amoris ­divini: Das Heilige Drey Eck”, przygotowanego jako utwór chóralny na otwarcie kościoła Pokoju. W swoim najbardziej znanym poemacie „Coridon und Phyllis” rysuje wizję, zrodzoną prawdopodobnie po traumie wojny trzydziestoletniej, świata pokoju, pojednania i wolności sumienia.

W 2016 r. w murach świątyni apel o pokój podpisali przedstawiciele Kościołów chrześcijańskich, Żydów i muzułmanów. Podpis złożył także wyjątkowy gość – Dalajlama XIV. „Jutro wyjeżdżam – mówił – wy zostajecie i musicie sami rozwiązać swoje problemy, oby w duchu dialogu i zrozumienia”.

W kościele Pokoju odbywają się modlitwy o jedność chrześcijan. Parafia włączyła się też w inicjatywę pomocy pogrążonej w wojnie Syrii, „Dar dla Aleppo”.

– Zaprosiliśmy do współpracy różne instytucje – opowiada bp Pytel. – Chcieliśmy dać sygnał, że pomimo różnic na elementarnym poziomie potrafimy się dogadać. W akcję włączyli się marszałek i wojewoda z różnych opcji politycznych. To nasz wielki sukces.

Ale dialog w kościele Pokoju to nie tylko wielkie akcje. To również otwarta na co dzień brama.

– Kiedy w latach 90. przyjeżdżały autokary z Zachodu, problemem były żebrzące dzieci, wybiegające z sąsiednich domów i ulic. To właśnie je jako pierwsze zaprosiliśmy na nasz plac – opowiada Bożena Pytel. – Dziś czasy się zmieniły, ale nadal prowadzimy wiele otwartych zajęć: warsztaty fotograficzne, zajęcia rękodzieła, lekcje dla szkół. Chcemy, by jak najwięcej osób oswajało się z miejscem i z żyjącą, modlącą się tu wspólnotą.

– Nie chodzi, broń Boże, o to, żeby łowić ryby w cudzym stawie. Każdy może posłuchać, zobaczyć i nie musi od razu stawać się ewangelikiem – dopowiada bp Waldemar. – Myślę, że kościół powinien być otwarty dla każdego. Dziś ludzie szukają: pytają o Boga, o sens, o etykę. Trzeba dawać im odpowiedzi, a niekoniecznie wpisywać ich w metryki.

Bożena Pytel omiata wzrokiem stare wnętrze: – Tak, to miejsce inspiruje, ale też obarcza odpowiedzialnością. Naszym zadaniem jest nie tylko dbać o jego przeszłość, ale nadal tworzyć jego historię. ©

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]