Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Danse macabre na piątym biegu

Danse macabre na piątym biegu

16.09.2013
Czyta się kilka minut
Cierpliwie czekaliśmy. Pilch powrócił, i to w świetnej formie. Nie zwalnia tempa nawet jego język, mieszający ludowe przyśpiewki z najlepszą frazą opowieści łotrzykowskich.
P

Pilch powrócił do Sigły. Budzi demony. Każdy ma takiego, jakiego się boi. A wybór wielki. Ma swojego demona Fryc Moitschek, co trumnę za dużą przez drzwi przeprowadzi i przyszłość przepowie, ale do swojego domu wpuszcza tylko zagubione, niedoszłe samobójczynie. Ma organista Somnambulmeister, klątwą pięknej matki w muzykę Bacha zaklęty. Ma na pewno niejednego demona gorąca Madame Wzmożek, która tropi mężowską śmierć, a później sama odmawia życia, zakręca kaloryfery i przestaje się myć. W białym płaszczu prowadza się jej syn Juliusz, niespełniony literat. Snuje się jak cień namiętny Kornel, którego rozbudziła gwałtowna, niepohamowana miłość – rozbudziła i porzuciła. Starka Zuza znika i się pojawia. I nikt nie wie, gdzie była. Wszyscy tu znikają i pojawiają się, i nikt nie wie czemu, nawet pastor Mrak, ojciec i autorytet religijnej wspólnoty, który rozdaje dobre rady wśród niemożności rozwiązania własnych utrapień.
Utrapienia są dwa: Ola i Jula Mrakówny. Dla nich wymyślono świat zakazów, żeby mogły je łamać. Zbierają lewoskrętne śruby, uciekają z domu, kochają się w niezwykłych strojach, czytają książki o tytułach jeżących włos na głowie, grają w piłkę, farę ojca przekształcają w fantastyczny teatr przebieranek, rozmów o śmierci i namiętnościach. Dwie kolorowe wiedźmy, które nie uznają połowiczności. Wszystko na piątym biegu. Wszystko na śmierć i życie. Cała wieś słyszy spazmy ich rozkoszy, ale o ich tajemnicach nikt się nie dowie. Nikt siostrom Mrakównym nie dorówna, nikt ich nie dogoni. Jak znajdują narzeczonego, to, niestety, katolik. Jak się gubią – to na zawsze.
Karnawał przed postem. Wieczny, wspaniały jarmark. Siostry Mrakówny czerpią życie tak, jakby za 5 minut miało go zabraknąć, gonią swoje memento mori w obłędnym pośpiechu młodości, witalności, chcą spróbować wszystkiego jak najszybciej – bo demon czuwa. Ola znika w tajemniczych okolicznościach. W tym świecie, gdzie umarli rozmawiają z żywymi, a żywi liczą się ze zdaniem umarłych, jej jednej – ani żywej, ani umarłej, znaleźć nie można. W karnawałowym pochodzie za postaciami dziewcząt, księdza, króla i organisty idzie śmierć, zło i wina. Demon czuwa. Ktoś pisze listy przesycone obsesją, bólem, potrzebą zadawania bólu. Pojawia się tajemnicza postać w czarnym owerolu. Spełniają się przepowiednie i zabobony. „Umrą. Umrą” – powtarza narrator. Nie wiemy, czy straszy, czy zaklina, czy ot tak. Czy po prostu przypomina, że ta postać z kosą, która tańczy tuż za nami, znajduje się tak blisko życia, że nie można zapomnieć.
Cierpliwie czekaliśmy. Pilch powrócił. I powrócił, jak Ola i Jula, na piątym biegu. Nie zwalnia tempa nawet jego język, mieszający ludowe przyśpiewki z najlepszą frazą opowieści łotrzykowskich. Język guślarza, który zaklina przez powtarzanie, przez wyliczanki, język biblijnych przypomnień, język cudownej obsesji. Język, który reprezentuje – jak siglanie – wielość i jedność. Codzienność i gusła. Pilch gra naszymi pojęciami sacrum i profanum, których nie stapia w jedno, ale związuje tak ciasno, żebyśmy znali granicę, ale wiedzieli, że rozwiązać się nie da.
Tak lubię. Szybko, dużo, we wszystkich odcieniach, do urzygu, do zatańczenia, do trumny. Słowami, które to tempo nadają. Ze śmiechem aż pod sufit, który nagle zastyga goryczą trudną do przełknięcia. I z tajemnicą, która pozostanie.
Tak lubię. Lubię ten wielki garnek świata, do którego można wrzucić wszystko, co ma się w kuchni, a i tak ugotować można tylko dwie rzeczy – tę pierwszą i tę ostatnią.

ZOŚKA PAPUŻANKA (ur. 1978) jest pisarką, absolwentką teatrologii na Uniwersytecie Jagiellońskim, nauczycielką, autorką doskonale przyjętego debiutu – powieści „Szopka”.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]