Czego sobie i wam życzę

Chciałbym, żeby wszyscy żyli długo i odchodzili spokojnie. Kiedy proszą mnie o złożenie noworocznych życzeń, mam ochotę powiedzieć tylko tyle: żebyście żyli długo i spokojnie odeszli.

02.01.2024

Czyta się kilka minut

Wojciech Bonowicz / Fot. Grażyna Makara /
Wojciech Bonowicz / Fot. Grażyna Makara

Księżyc jest dziś wielkim, włączonym całą noc reflektorem. Nie trzeba go obsługiwać, co najwyżej lekko przesuwać w górę. Światło jest mocne, scena tak czy owak będzie dobrze oświetlona, ci, którzy po północy będą wracać do domów, nie muszą mieć ze sobą latarek.

Podobno przez taki księżyc się nie śpi, ale ja usnąłem zaraz kiedy wzeszedł. Nie mogłem się potem dobudzić, jechałem ostrożnie, bo wydawało mi się, że ciągle jeszcze śpię, a to, co dzieje się na drodze, jest jawą tylko poniekąd, być może pomieszaniem jawy i resztek sennego marzenia. Dojechałem jednak do miejsca, w którym z powodu wypadku utworzył się korek, i to mnie trochę otrzeźwiło. Migało mnóstwo świateł, zjawiła się policja, straż i pogotowie, widocznie byli ranni, stałem jednak zbyt daleko, by czegoś się dowiedzieć. Światła karetki były rzeczywiste, podwajały się i potrajały, odbijając w szybach zamkniętego salonu meblowego. Z samochodu za mną wysiadł mężczyzna w kontuszu; wśród niebieskich rozbłysków wyglądał niczym zjawa, uciekinier z teatru lub planu filmowego. W kieszeni wibrowała mi komórka, ale nawet na nią nie spojrzałem.

Sprawdzałem potem w sieci, co się stało, ale nie znalazłem żadnej informacji. Nie jestem dobry w te rzeczy; wpisuję do wyszukiwarki datę, miejsce i słowo „wypadek”, ale to oczywiście za mało, wyskakuje całe mnóstwo wypadków z różnych lat i różnych miejsc. Dwa dni wcześniej rozpędzone auto wjechało w Międzyzdrojach w spacerującą rodzinę. Długo w noc leżałem potem i myślałem o tych, którzy zginęli, i o dziewczynie, która jako jedyna przeżyła. Nagle, z ciemności, wyskakuje na nas potwór, a my nie zdążymy się uchylić ani osłonić najbliższych. Jest bezlitosny – zjada wszystkich, a nas zostawia.

Za to księżyc jest mocny i okrągły. Ma dość energii, żeby na każdym aucie zostawić jasną smugę, jakby przejechał po nim złotym palcem. Robimy pierwsze poświąteczne zakupy, spontaniczne i niepotrzebne, może po to, żeby przegnać coś, co nie daje się przegnać. Bywają święta naznaczone śmiercią; ciała zmarłych leżą w chłodniach, czekając, aż skończy się świętowanie. Tego przedpołudnia był pogrzeb cioci Teresy, na który nie mogłem pojechać. Mam nadzieję, że w Lublinie świeciło słońce i było ciepło. Chciałbym, żeby wszyscy żyli długo i odchodzili spokojnie. Kiedy proszą mnie o złożenie noworocznych życzeń, mam ochotę powiedzieć tylko tyle: żebyście żyli długo i spokojnie odeszli. Zamiast tego mówię o zdrowiu i szczęściu, co ostatecznie wychodzi na to samo. Odejść tak, żeby nikogo nie zranić, nie zostawiając żadnych bolesnych wspomnień, niczego, czego nie dałoby się usunąć z pamięci.

Siedzę za kierownicą, jakbym leżał w łóżku. Leżę w łóżku, jakbym siedział za kierownicą. Pochyla się nade mną księżyc, a także jego pomniejszona, domowa wersja, która świeci mi na ręce. Kiedy byliśmy u Joli i Artura, po obiedzie musiałem na chwilę położyć się na kanapie. Wskoczyła na mnie kilkuletnia Ewa i przytuliła się do mnie. Jej tata w tych dniach jest na froncie. Może nie w centrum walk, może tylko w służbach pomocniczych, nie pytam… Z wysokości wzgórza, którym jestem, Ewa śmiała się, oglądając bajkę o wielkim niedźwiedziu i małej, nieposłusznej Maszy. Głaskałem ją po rozpuszczonych włosach i prosiłem, żeby żaden potwór nigdy na nią nie wyskoczył.

Staliśmy w korku i było jasne, że akcja ratunkowa, spisywanie i fotografowanie potrwa jeszcze długo. W końcu udało mi się wycofać i wjechać w objazd. Kiedy wyjechałem z powrotem na główną drogę, zobaczyłem, że w drugą stronę stoi podobny sznur samochodów, które szukają ucieczki przed nieoczekiwaną przeszkodą. W świetle księżyca nawierzchnia wydawała się sucha i bezpieczna. W wieczornych wiadomościach pokazywano sprawcę wypadku w Międzyzdrojach. Kiedy go złapano, był w samych slipach i tak prowadzono go na posterunek.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
89,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Poeta, publicysta, stały felietonista „Tygodnika Powszechnego”. Jako poeta debiutował w 1995 tomem „Wybór większości”. Laureat m.in. nagrody głównej w konkursach poetyckich „Nowego Nurtu” (1995) oraz im. Krzysztofa Kamila Baczyńskiego (1995), a także Nagrody… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 1/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Wypadek