Cnoty prywatne: dobroć

Nikt nie ma wątpliwości, że należy być dobrym. Wątpliwości się pojawiają, kiedy próbujemy określić, co to znaczy? Bo chociaż pewne odmiany dobroci wydają się oczywiste, np. kupienie prezentu dziecku lub żonie (mężowi), to nie jesteśmy pewni do końca, czy ten akt popełniamy dlatego, że jesteśmy dobrzy, czy też z powodów interesownych, a wtedy to już nie jest dobroć, ale handel lub przekupstwo. Chcemy przy pomocy prezentu spacyfikować dziecko lub zyskać przychylność żony (męża), na zasadzie "Jak mi kupisz futro, to.... Dobroć zatem, podobnie jak wiele innych cnót, wymaga całkowitej bezinteresowności.
Czyta się kilka minut

Nie jest z tym tak łatwo, gdyż często nie wnikamy w motywację naszych odruchowych zachowań, które uważamy za dobre. Pieniądze dawane proszącym na ulicy to często wyraz potrzeby świętego spokoju czy też akt sprawiający satysfakcję przede wszystkim nam samym. Pieniądze dawane na szczytne cele, na rozmaite pozarządowe organizacje, to wynik perswazji i reklamy raczej niż samodzielny akt dobroci. Ale oczywiście lepsze to od niczego.

Bardziej skomplikowana jest sytuacja, kiedy dobroć nie polega na dawaniu pieniędzy czy innych dóbr, ale na uczuciach. Czy np. cnota dobroci nakazuje mi wysłuchać długiej i nieco nudnej historii przyjaciela, któremu się w domu nie układa? Ponieważ wszystkim w jakimś stopniu coś się nie układa, więc gdybyśmy chcieli być dobrzy i pomagali wszystkim w ich sprawach uczuciowych, to i rady byśmy nie dali, i łatwo moglibyśmy bliźniemu krzywdę uczynić. Jakże blisko bowiem od takiej dobroci jest do wtrącania się w cudze sprawy i narzucania innym naszego poglądu na to, jak powinna wyglądać dobra rodzina. A zatem nawet kiedy ktoś nas prosi o ingerencję w jego sprawy, powinniśmy się solidnie zastanowić, czy to czynić. A ponadto - jak wiadomo - można zagłaskać na śmierć.

Często bowiem nie zdajemy sobie sprawy, że bliscy nam ludzie, ci, których kochamy, oczekują od nas nie tyle dobroci, ile właśnie miłości, a ponieważ nie jesteśmy zdolni do odczuwania czy okazywania miłości, więc próbujemy zastąpić ją dobrocią. Kiedy indziej z kolei okazujemy dobroć dlatego, że postępujemy zgodnie z powszechnymi obyczajami, które w określonych sytuacjach wymagają okazywania dobroci. Tak bywa z ludźmi, którzy poświęcają swoje życie dla zniedołężniałych rodziców, a czynią to kosztem dobroci dla innych bliskich. Sądzą, że dokonują wyrzeczenia wymagającego niezwyczajnej dobroci, a w istocie uciekają od odpowiedzialności za tych, którymi może bardziej powinni się zająć.

Inaczej jeszcze jest z cnotą dobroci, kiedy postępujemy wzorem takich ludzi jak Albert Schweizer, czyli poświęcamy całe życie czynieniu dobra zupełnie nam nieznanym ludziom z całkowicie bezinteresownych pobudek. W zasadzie trudno o piękniejszy wzór, ale przecież nie nadaje się on do powszechnego naśladowania. Co więcej, z takimi zachowaniami z reguły związana jest pewna forma ucieczki od świata, jakiś mankament psychiczny, który nie pozwala być dobrym po prostu, w naszym świecie i dla tych, którzy nas w nim otaczają.

I wreszcie dobroć dla innych oznacza bardzo często wzięcie za nich odpowiedzialności. Prosty odruch dobroci skłania nas do przygarnięcia bezdomnego psa, a potem nagle okazuje się, że trzeba go nie tylko żywić, ale i kochać, podobnie jest w bardzo wielu sytuacjach międzyludzkich. Cnota dobroci wymaga więc nie tylko bezinteresowności, ale i odpowiedzialności. Możemy bowiem łatwo sami się uzależnić od tych, dla których w wyniku odruchu byliśmy dobrzy, jak i uzależnić ich od siebie. Musimy więc być nie tylko dobrzy, ale rozsądni i dobrocią obdarowywać wtedy, kiedy wiemy, że nas uczuciowo naprawdę na to stać.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 19/2006