Reklama

Chaos w Berlinie

Chaos w Berlinie

18.02.2020
Czyta się kilka minut
Gdy wkoło coraz głośniej mówi się o demontażu zachodniej wspólnoty ideowej, najważniejsza formacja polityczna w Niemczech staje w obliczu kryzysu przywództwa.
Kanclerz Angela Merkel i minister obrony Annegret Kramp-Karrenbauer, Bundestag, Berlin, luty 2020 r. HAYOUNG JEON / EPA / PAP
T

To nie paradoks, lecz skutek tendencji z ostatnich kilku lat w wewnątrz- niemieckiej polityce – w tym decyzji podjętych pięć lat temu w czasie kryzysu migracyjnego, które spolaryzowały Niemcy – z ich apogeum w ostatnich tygodniach. Oto okazuje się, że w niemieckiej polityce zagranicznej, w jej zasadniczych i zgodnych z interesem Polski segmentach – takich jak utrzymanie jedności Unii w kwestii sankcji wobec Rosji, podtrzymanie więzi atlantyckich czy reakcja na ambicje Macrona „suwerenności obronnej” Europy w opozycji do USA – wszędzie tam to ona, Angela Merkel, jest gwarancją stabilności Berlina. Mimo rozbieżności (Nord Stream 2) i zaniedbań (kiepski stan Bundeswehry, obok Amerykanów naszej głównej armii sojuszniczej), głos Merkel, jej autorytet wciąż są kluczowe.

Równocześnie ta sama Merkel staje się coraz bardziej czynnikiem destabilizującym, gdy idzie o kondycję jej własnej formacji, chadeckiej CDU, i kwestię następstwa. Choć, przypomnijmy, sama postawiła ją na porządku dziennym 14 miesięcy temu, kiedy ogłosiła, że jesienią 2021 r. nie będzie ubiegać się o reelekcję, zrezygnowała z przewodzenia CDU i namaściła Annegret Kramp-Karrenbauer na następczynię. Jednak w minionym tygodniu ten eksperyment – rozdział ról szefowej rządu i głównej partii rządzącej – się zakończył: AKK, jak się ją popularnie nazywa, zapowiedziała rezygnację z przewodzenia CDU oraz z roli kandydatki chadecji na kanclerza w 2021 r. Kroplą, która przelała czarę, była sytuacja w Turyngii: lokalna CDU podjęła tam współpracę z AfD, mimo zakazu partyjnej centrali. Ale tylko kroplą. Trudno oprzeć się wrażeniu, że przez tych 14 miesięcy kanclerz nie włożyła tyle energii, ile by mogła, we wspieranie AKK, w budowanie jej pozycji.

Tymczasem nie chodzi tu o życie wewnętrzne jednej partii: hierarchia na ringu partyjnym wygląda tak, że jest tam jeden gracz wagi ciężkiej (chadecja), jeden średniej (Zieloni) i kilku lekkiej (SPD, AfD, Lewica, FDP). Kto przewodzi CDU, ten otrzyma w 2021 r. misję tworzenia rządu. Teraz, po decyzji AKK, w chadecji zapanował chaos: nie wiadomo, jak ma wyglądać kwestia następstwa i czy nowy lider CDU nie zużyje się równie szybko w cieniu Merkel. Przypomina to kazus Helmuta Kohla, który rządził równie długo i na finiszu nie uniknął dysonansu (docenienie za granicą versus obciążenie dla partii). Na koniec następczyni, tj. Angela Merkel, musiała się wtedy od Kohla ostro odciąć. Czy dziś chadecję czekają podobne wstrząsy? Czy następca Merkel musi dokonać „matkobójstwa”?

Miejmy natomiast nadzieję, że Annegret Kramp-Karrenbauer pozostanie w rządzie jako szefowa resortu obrony. Przemówienie, które wygłosiła w minioną sobotę na Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium, potwierdza obserwację, że jak mało kto w niemieckiej klasie politycznej rozumie ona i podziela poglądy Warszawy – rządzącej i opozycyjnej, tu różnicy nie ma – w sprawach polityki światowej i obronnej.

Tym bardziej żal, że AKK nie będzie kanclerzem. Zwłaszcza że politycy mający największe szanse, by zostać przewodniczącym CDU, a więc i kandydatem na kanclerza – jak premier Nadrenii Północnej-Westfalii Armin Laschet, były szef frakcji chadeckiej Friedrich Merz i obecny minister zdrowia Jens Spahn – to wprawdzie fachowcy w swojej dziedzinie, tj. w zarządzaniu administracją lub wielkim biznesem (jak Merz, do niedawna członek rady nadzorczej koncernu inwestycyjnego Blackrock), jednak w sprawach światowych to nowicjusze, niezapisane karty, bez doświadczenia i tak przydatnego „networku”. Nie będą partnerami dla Putina. Tymczasem wkoło coraz głośniej mówi się o demontażu Zachodu… Dyskusje prowadzone w miniony weekend na konferencji w Monachium pokazały, że choć struktury się trzymają, coraz trudniej jest mówić o wspólnej kulturze strategicznej Zachodu, o wspólnych wyobrażeniach o świecie, ideach i wartościach.

Stary bon mot powiadał, że gdy gospodarka Niemiec łapie katar, gospodarki reszty krajów Europy szybko zapadają na grypę. Oby nie sprawdził się on wkrótce w sprawach polityki światowej i obronnej. ©℗

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz, kierownik działów Świat i Historia. Ur. 1967 r. W „Tygodniku” zaczął pisać jesienią 1989 r. (o rewolucji w NRD; początkowo pod pseudonimem), w redakcji od 1991 r. Specjalizuje...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Ten stary bon mot wymyślił Metternich i była w nim mowa o Francji. Może niemieckim kichaniem też kiedyś będą się tak przejmować, jak dzisiaj francuskim, ale na razie... Szkoda, że Annegret nie zastąpi Angeli.

...obserwować kłopoty niemieckich polityków z naszej spisiałej, polskiej perspektywy - jakie one eleganckie i wręcz baśniowe na tle kaczystowskiej rzezi państwa
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]