Birma: zaczęło się od mnichów

Rządząca Birmą junta ma naprzeciw siebie armię bosych, odzianych w czerwone habity buddyjskich mnichów, którzy mimo zakazu wychodzą na ulice, by protestować przeciw autorytarnym rządom i gospodarczej zapaści. Jest z nimi coraz więcej zwykłych obywateli. Generałowie, z respektu przed duchowieństwem, zachowywali wpierw powściągliwość; później w ruch poszły pałki, w miniony czwartek padły strzały: zginęło kilka osób, są ranni, tysiąc mnichów aresztowano. To największe demonstracje w Birmie od 1988 r. Wtedy protesty skończyły się masakrą: wojsko zabiło trzy tysiące ludzi. Jak będzie teraz? Wprawdzie władze zgodziły się wpuścić wysłannika ONZ, ale pokojowe rozwiązanie - że np. międzynarodowa mediacja skłoni generałów do rozmów z demokratyczną opozycją - jest mało prawdopodobne. Junta boi się udzielić jakichkolwiek koncesji, tym bardziej nie zgodzi się na wolne wybory, które by przegrała. A Rosja i Chiny, które mogłyby wywrzeć nacisk na Birmę, prowadzą z juntą interesy i dotąd sprzeciwiały się sankcjom i rezolucjom potępiającym łamanie praw człowieka.
Czyta się kilka minut

Zdecydować może postawa duchowieństwa, które cieszy się powszechnym szacunkiem. Buddyzm w Birmie, poza wymiarem duchowym, stanowi od czasów kolonialnych istotny element narodowej tożsamości. Birmański nacjonalizm rodził się w symbiozie z buddyzmem, co wykorzystywali kolejni dyktatorzy, zjednując sobie lojalność buddyjskich dostojników w zamian za profity. Jednak większość z 400 tys. mnichów żyje bardzo skromnie - i to oni demonstrują. Władze mogą chcieć zaprowadzić porządek, licząc na podzielenie duchowieństwa. Możliwe są prowokacje: podobno armia zamówiła trzy tysiące czerwonych habitów i wyznaczyła żołnierzy, którym kazano zgolić włosy, by wyglądali jak mnisi.

Jeśli jednak ze strony duchowieństwa poszedłby silny patriotyczny przekaz, że władza zdradziła naród, protesty zyskają dodatkowy moralny impuls. Możliwy jest bunt w armii, a wtedy dojdzie do przesilenia i albo reżim padnie, albo zapanuje jeszcze większy terror. Można mieć tylko nadzieję, że Budda będzie dla Birmańczyków łaskawy.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 40/2007