Reklama

Birma: zaczęło się od mnichów

Birma: zaczęło się od mnichów

01.10.2007
Czyta się kilka minut
Rządząca Birmą junta ma naprzeciw siebie armię bosych, odzianych w czerwone habity buddyjskich mnichów, którzy mimo zakazu wychodzą na ulice, by protestować przeciw autorytarnym rządom i gospodarczej zapaści. Jest z nimi coraz więcej zwykłych obywateli. Generałowie, z respektu przed duchowieństwem, zachowywali wpierw powściągliwość; później w ruch poszły pałki, w miniony czwartek padły strzały: zginęło kilka osób, są ranni, tysiąc mnichów aresztowano. To największe demonstracje w Birmie od 1988 r. Wtedy protesty skończyły się masakrą: wojsko zabiło trzy tysiące ludzi. Jak będzie teraz? Wprawdzie władze zgodziły się wpuścić wysłannika ONZ, ale pokojowe rozwiązanie - że np. międzynarodowa mediacja skłoni generałów do rozmów z demokratyczną opozycją - jest mało prawdopodobne. Junta boi się udzielić jakichkolwiek koncesji, tym bardziej nie zgodzi się na wolne wybory, które by przegrała. A Rosja i Chiny, które mogłyby wywrzeć nacisk na Birmę, prowadzą z juntą interesy i dotąd sprzeciwiały się sankcjom i rezolucjom potępiającym łamanie praw człowieka.
Z

Zdecydować może postawa duchowieństwa, które cieszy się powszechnym szacunkiem. Buddyzm w Birmie, poza wymiarem duchowym, stanowi od czasów kolonialnych istotny element narodowej tożsamości. Birmański nacjonalizm rodził się w symbiozie z buddyzmem, co wykorzystywali kolejni dyktatorzy, zjednując sobie lojalność buddyjskich dostojników w zamian za profity. Jednak większość z 400 tys. mnichów żyje bardzo skromnie - i to oni demonstrują. Władze mogą chcieć zaprowadzić porządek, licząc na podzielenie duchowieństwa. Możliwe są prowokacje: podobno armia zamówiła trzy tysiące czerwonych habitów i wyznaczyła żołnierzy, którym kazano zgolić włosy, by wyglądali jak mnisi.

Jeśli jednak ze strony duchowieństwa poszedłby silny patriotyczny przekaz, że władza zdradziła naród, protesty zyskają dodatkowy moralny impuls. Możliwy jest bunt w armii, a wtedy dojdzie do...

1061

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Masz już konto? Zaloguj się 

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Jeśli założysz bezpłatne konto, możesz za darmo czytać 3 płatne teksty miesięcznie. Wykup dostęp, by czytać bez limitu najnowsze wydanie i numery archiwalne od 2003 roku! 

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]