Białoruś: prześladowania bez granic

Czyta się kilka minut

Tak jak co dzień wyszedł na ­poranną przebieżkę – tym razem jednak 26-letni Wital Szyszou, szef organizacji Białoruski Dom na Ukrainie, z niej nie wrócił. Ktoś dzwonił z jego telefonu do znajomych, ale gdy odbierali, komórka się rozłączała. Gdy oddzwaniali, był „poza zasięgiem”. ­Bliscy szukali go w okolicy, gdzie ­zazwyczaj biegał. Zgłosili sprawę policji. 3 sierpnia, niemal dobę po zaginięciu, znaleziono jego ciało wiszące w jednym z kijowskich parków. Miał otarcia na ciele. Na ­miejscu znaleziono jego telefon i osobiste rzeczy. ­Śledztwo rozpatruje dwie wersje: ­samobójstwo lub pozorujące je morderstwo.

Szyszou, informatyk, wyjechał do Kijowa jesienią ubiegłego roku. Powodem były masowe represje na Białorusi wymierzone w uczestników akcji protestów przeciwko sfałszowanym wyborom prezydenckim. Wkrótce po jego przyjeździe powstał Białoruski Dom na Ukrainie, który m.in. pomagał Białorusinom wyjechać z kraju i udzielał wsparcia na miejscu. Organizacja budziła kontrowersje wśród białoruskich aktywistów ze względu na powiązania ze skrajną prawicą.

Bliscy Szyszoua nie wierzą w samobójstwo. Część z nich twierdzi, że był śledzony i otrzymywał pogróżki. Podejrzewają o morderstwo białoruskie lub rosyjskie służby.

Choć wciąż niewyjaśniona, śmierć Szyszoua – po zmuszeniu samolotu linii ­Ryanair z blogerem Ramanem Pratasiewiczem na pokładzie do lądowania w Mińsku czy próbie wywiezienia z igrzysk biegaczki Krysciny Cimanouskiej – stała się kolejnym powodem do obaw białoruskich aktywistów ukrywających się za granicami kraju. „Biorąc pod uwagę wydarzenia w Kijowie, chcę oświadczyć, że nie mam żadnych myśli samobójczych”, napisał na Facebooku mieszkający w Wilnie aktywista Andrej Stryżak.

Polska, Litwa i Ukraina to państwa najczęściej wybierane przez krytyków prezydenta Aleksandra Łukaszenki. Szukają oni schronienia przed brutalnymi represjami, których mogą spodziewać się na Białorusi. Ale reżim Łukaszenki daje do zrozumienia swoim przeciwnikom, że nawet za granicą nie są bezpieczni. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 33/2021