Będę osądzony, ja, Grzegorz Ryś, za każdy z moich czynów, słów i zaniechań

Jak łatwo jest się zamknąć w radykalnie indywidualistycznym rozumieniu odpowiedzialności – w takoż pojętych wzorcach doskonałości i rachunkach sumienia.
Czyta się kilka minut
Abp Grzegorz Ryś w kościele Mariackim, Kraków, 2014 r. // Fot. Grażyna Makara
Abp Grzegorz Ryś w kościele Mariackim, Kraków, 2014 r. // Fot. Grażyna Makara

Słowo z proroka ­­Joela (Jl 4, 12-21), proklamowane nad nami niedawno przez liturgię, ma wszelkie prawo nami wstrząsnąć. Najpierw dlatego, że zwołuje nas na sąd. Stawia nas przed Sędzią, który – z sierpem w ręce – chce dokonać żniwa i ucieszyć się plonem. Ale, co więcej, wedle proroctwa Joela mamy stawić się na tym sądzie nie pojedynczo, ale każdy we wspólnocie swojego „narodu”: „Niech ockną się i przybędą narody, (...) tłumy, tłumy w Dolinie Wyroku”.

W pierwszym odruchu chcę zaprotestować, albo przynajmniej wykrzyczeć kilka pytań: Rozumiem, że będę osądzony – ja, Grzegorz Ryś – za każdy z moich czynów, słów i zaniechań. Za to, co osobiście zrobiłem lub nie. Ale jakże mogę być sądzony jako członek wielkiej społeczności? Czy to objawienie „zbiorowej odpowiedzialności”? Czy „winy narodu” są moimi osobistymi? Czy mam odpowiadać za to, za co nie jestem odpowiedzialny? Na co nie mam wpływu? Jakim prawem?

Słucham tych swoich wykrzykiwanych pytań (albo czytam je po raz czwarty i piąty) – i robi mi się wstyd. Jak łatwo jest się zamknąć w radykalnie indywidualistycznym rozumieniu odpowiedzialności – w takoż pojętych wzorcach doskonałości i rachunkach sumienia.

Nie podoba mi się wiele rzeczy wokół w naszym polskim domu: poziom agresji, niewyobrażalna polaryzacja; nie podoba mi się przemoc w języku i przemoc fizyczna, sposób, w jaki mówi się u nas o migrantach i uchodźcach, poniewierając ich ludzką godność i prawa, i wciskając w kliszę: „terroryści, zabójcy, gwałciciele kobiet”. Wymieniam tylko te „nie podoba mi się”, które w pierwszej chwili przychodzą mi na myśl. Nie chodzi jednak o to, by sporządzić tutaj kompletny katalog. Ważniejsze jest, by postawić sobie pytanie: czy naprawdę za to nie odpowiadam? I czy mogę uciec od osądu wspólnoty, do której należę? A może Pan Bóg chce nam powiedzieć przez Joela: nie odpowiadasz tylko za siebie! Stworzyłem cię do życia wspólnego – do relacji, do więzi – które tworzysz i które współtworzą ciebie.

Z drugiej strony ten tekst mówi także o ostatecznym zbawieniu. I znów opisane (czytaj: obiecane) jest ono nie w kategoriach indywidualistycznych, lecz wspólnotowych: „Pan jest ucieczką swego ludu i ostoją synów Izraela. Ziemia Judy na wieki będzie zamieszkana, a Jeruzalem z pokolenia na pokolenie”.

Będę zbawiony wewnątrz ludu Boga. Ludu, do którego tak łatwo jest mi się zdystansować: „bo już nie potrafię znieść wszystkiego, co się tu dzieje!”. Przypomina się tekst soborowy (KK 9): „Spodobało się Bogu zbawiać ludzi nie pojedynczo”, lecz tworząc z nich lud.

Nie chcę stawiać dzisiaj puenty, chcę raczej pozwolić do końca wybrzmieć pytaniom, które stawia tekst Joela. Najpierw we mnie. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 43/2023

W druku ukazał się pod tytułem: Wspólny sąd