Ale zjazd

"To smutne", zwykł z niejakim roztargnieniem mawiać Stanisław Lem, kiedy ktoś mu opowiadał coś, co miało go - zdaniem rozmówcy Lema - zbulwersować, a nie zbulwersowało. Chciałoby się podobnie skomentować gdyńskie obchody 30. rocznicy Sierpnia ‘80, powstania Solidarności i podpisania historycznego dokumentu.
Czyta się kilka minut

Współorganizator uroczystości, związek zawodowy "Solidarność", znajdował się w niezręcznej sytuacji, zmuszony do konfrontacji z Solidarnością lat osiemdziesiątych. Z racji całkiem oczywistych nie jest on dziś wielkim ruchem narodowym, a dużym związkiem zawodowym tout court. Będąc spadkobiercą nazwy i tradycji, jest w takiej sytuacji, jak syn geniusza, który geniuszem nie jest. Ale ponieważ jest prawym potomkiem, nie ma żadnych racji, by odmawiać mu prawa do dziedzictwa ani by czynić mu zarzuty z tego, że nosząc to samo nazwisko, nie jest tym, który to nazwisko wsławił.

Można jednak odnieść wrażenie, że związek zawodowy "Solidarność" sam chciał się w takiej sytuacji znaleźć. Udając głos z przeszłości, zabrał się do rozliczania teraźniejszości i wynikła z tego zwykła, polityczna awantura. Jak napisał w "Rzeczpospolitej" Bogdan Lis, "miała być radość, a wyszła kompromitacja". W obchodach pomyślanych jako związkowy zjazd wszystko było przewidywalne i nikt nie musiał - jak sugeruje na tych samych łamach Krzysztof Świątek - niczego reżyserować. Jedno wystąpienie prowokowało następne, pierwsza awantura - drugą. Każdy odegrał swoją rolę i każdy pozostał sobą.

Dawni nasi bohaterowie przyjechali więc do Gdyni, żeby sobie nawzajem naubliżać. Tak bywa. Czy ten dzień odegra jakąkolwiek rolę historyczną, nie sądzę. Radzę natomiast: dopóki żyją bohaterowie naszych "Miesięcy", nie róbmy rocznicowych spędów. Czyż nie lepiej wychodzą nam akademie ku czci umarłych? Ustalać kto, gdzie i kiedy był, znacznie wygodniej można w klubie seniora. Słuchanie na przemian zużytych banałów, a potem inwektyw - to strata czasu. A że tysiące Polaków przed telewizorami oczekiwało odtworzenia tamtego klimatu, przywrócenia dawnej wiary? Nic z tego nie wyszło i pozostał niesmak oraz poczucie dobrze znanego absurdu.

Na zjazd kombatantów radzę się więc umówić na 60. rocznicę. W 2040 r. będziecie mogli spokojnie czcić i wspominać. A że większości z nas już wtedy nie będzie? "To smutne", mógłby powiedzieć Stanisław Lem.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 37/2010