Akurat prawnik

W porannym programie Radia Zet, 9 października 2008 r., Monika Olejnik zapytała Przemysława Gosiewskiego, co sądzi o kolejnym sporze premiera z prezydentem. Przewodniczący parlamentarnego klubu PiS odpowiedział (cytuję z pamięci): "Prawnicy są całkowicie zgodni, że najwyższym reprezentantem Rzeczypospolitej jest prezydent". I dodał skromnie: "Ja jestem akurat prawnikiem".
Czyta się kilka minut

"Ja jestem akurat prawnikiem": to samookreślenie jest nie tylko precyzyjne, ale też pełne klasycznej harmonii. Poseł Gosiewski określił samego siebie przy pomocy trzech amfibrachów! (W pierwszym jest wprawdzie dodatkowy akcent na początkowej sylabie, ale nie wymagajmy zbyt wiele.)

Ważniejsze jest jednak co innego: fraza wygłoszona przez pana posła zawiera ciekawe, choć sformułowane przypadkowo, rozróżnienie nazewnicze. Dzieli ona osoby z wykształceniem prawnym na "prawników" i "akurat prawników". (Drugi termin można też pisać z dywizem: "akurat-prawnik" lub z przecinkiem: "akurat, prawnik"; można też zastosować szyk odwrócony: "prawnik, akurat".)

Prawnicy wiedzą, że akty prawne pełne są luk i wieloznaczności; wiedzą także, iż ten stan rzeczy może być wykorzystany w konkretnej sprawie - jako argument za nią albo przeciw niej. Akurat-prawnicy są przeciwnego zdania; w ich ujęciu przepisy są, po pierwsze, całkowicie jednoznaczne, a po drugie - zawsze zgodne z ich własnym interesem (interesem ich partii).

Prawnicy mieliby, zapewne, trochę wątpliwości, czy z konstytucyjnej zasady powiadającej, iż prezydent jest najwyższym reprezentantem RP, wynika w sposób konieczny przewodniczenie każdej delegacji na szczyt Unii Europejskiej. Akurat-prawnicy z PiS-u albo z kancelarii prezydenta byliby (jak dowodzi przywołany przykład) zupełnie pewni, że racja jest po ich stronie.

Nie chciałbym tej sprawy demonizować. Nie wątpię, iż akurat-prawnikowi ­z PiS-u­­  odpowie akurat-prawnik z PO. Rzecz jasna: wolałbym, żeby prawo było lepsze i żeby posłowie nie manipulowali przepisami - to jednak należy do sfery marzeń.

Wracając do punktu wyjścia: cytowanie konstytucji nie rozstrzygnie sporu między premierem i prezydentem. Nie rozstrzygnie, bo w tym sporze nie chodzi o zakreślone przez prawo kompetencje, lecz o racje polityczne i o ambicje osobiste.

Profesor Bronisław Łagowski napisał w poprzednim numerze "TP", iż bracia Kaczyńscy "to ludzie złośliwej zabawy, którzy trafem dostali władzę nad realnym krajem". Co można dodać do tego przenikliwego sądu? Może to: takiego akurat mamy prezydenta i takiego akurat mamy premiera; my, na dole, możemy się przypatrywać, jak oni, na górze, bawią się w państwo i w prawo.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru TP 42/2008