Reklama

A to Wajda właśnie

A to Wajda właśnie

17.05.2006
Czyta się kilka minut
Ta książka uzmysławia, jak niewiele w gruncie rzeczy o twórcy "Panien z Wilka wiedzieliśmy. Podtytuł - "Portret mistrza w kilku odsłonach - jest zbyt skromny. Bo udało się autorowi objąć całość wielkiego, interdyscyplinarnego dorobku Wajdy.
Zbigniew Cybulski, Andrzej Wajda i Janusz Morgenstern podczas realizacji filmu "Popiół i diament"
C

Czas jest weryfikatorem okrutnym. Wczorajsi mistrzowie bywają niemal zupełnie zapomniani, często niezasłużenie. Andrzej Wajda nie pozwala o sobie zapomnieć. Ciągle aktywny, twórczy, z dziesiątkami pomysłów i projektów, w niczym nie przypomina czcigodnego jubilata.

Wydana właśnie książka Tadeusza Lubelskiego uzmysławia, jak niewiele w gruncie rzeczy o twórcy "Panien z Wilka" wiedzieliśmy. Podtytuł książki jest skromny: "Portret mistrza w kilku odsłonach". Zbyt skromny. Bo udało się autorowi objąć całość wielkiego, interdyscyplinarnego dorobku Wajdy.

"Wajda" to kolejna pozycja wydana w cenionej serii Wydawnictwa Dolnośląskiego "A to Polska właśnie". Zajmuje w niej pozycję szczególną, zarówno za sprawą tytułowego motta (fragmentu słynnego dialogu Panny Młodej z Poetą z "Wesela" - dramatu, który poprzez filmową adap­tację Wajdy trafił do klasyki kina), jak i nieco innego profilu edytorskiego: większy format, ponad czterysta ilustracji!

Zdziwienie na życie

Książka Tadeusza Lubelskiego przynosi kilka odkryć. Dla mnie było to na przykład odkrycie Wajdy-malarza. Od wczesnych prac, choćby przeestetyzowanego autoportretu, po niezliczone projekty kostiumów i rysunki przyjaciół, jest on artystą samoświadomym, czerpiącym ze źródeł wielkiej tradycji. Przez chwilę nawet, wstyd przyznać, zacząłem żałować, że przyszły autor "Wielkiego Tygodnia" nie ukończył ASP i nie został malarzem. Inne odkrycia nie mają już takiego znaczenia, ale wiele wnoszą do prywatnego portretu mistrza. Zwróciłem na przykład uwagę na piękny charakter pisma Wajdy albo na jego świetny gust w doborze strojów, dodatków, apaszek, cygar i garniturów...

W tomie znajdziemy wszystko: portrety ukochanych aktorów, nagrody, ordery i odznaczenia, wreszcie - zarejestrowany na fotografii wyraz zdziwienia czy raczej Wajdowskiego zadziwienia światem. To ono pchało twórcę "Korczaka" w stronę odważnych wyzwań, nietypowych projektów, pozwalało mu się podnosić z klęsk i uniemożliwiało twórczą stagnację po sukcesach. Wajda ciągle jest zdziwiony: sobą, światem, ludźmi. To coś znacznie więcej niż artystyczny grymas. To postawa egzystencjalna. Zdziwienie na życie.

Książkę zatem wspaniale się ogląda, ale przecież, co o wiele ważniejsze, także i czyta z rosnącym podziwem. To nie tylko biografia wybitnego reżysera napisana przez jego utalentowanego literacko admiratora. Książka Lubelskiego jakby mimochodem stała się także opowieścią o losie Polaka, który, wplątany w tryby i powikłania historyczne, chciał pozostać artystą. I właśnie artystycznym, a nie obyczajowym czy politycznym stemplem dawał świadectwo prawdzie, która stawała się prawdą całego pokolenia. Pokolenia, któremu chciało się chcieć, choćby tylko dlatego, żeby Polska, wyśniona i odpominana w wielkiej literaturze i w marzeniach, stała się wreszcie kiedyś realnym świętem zapisanym przez Konwickiego w "Kompleksie polskim" - owym prawdziwym "matecznikiem tolerancji, oazą wolności". Żeby marzenie wyprzedziło rzeczywistość. A głos artysty w tych latach brzmiał donośnie. I był traktowany poważnie. Na pewno poważniej niż dzisiaj.

12 marca w trakcie promocji książki w warszawskim Empiku Andrzej Wajda mówił, że następna pozycja z serii "A to Polska właśnie" powinna być poświęcona innym: bezimiennym, cichym bohaterom tamtych czasów, dzięki którym udało się zaszczepić w wielkiej grupie Polaków ten rodzaj patriotyzmu, który w efekcie pozwolił nam zwycięsko zmierzyć się - jako pierwszym we wschodnioeuropejskiej rodzinie - z komunistycznym kneblem. "Myślę głównie o nauczycielach. Pedagogach, którzy, niczym najlepsi artyści, zaszczepiali w młodych ludziach wartości, opowiadali prawdziwą, a zatem nieprawomyślną wersję historii. Oni zrobili najwięcej, my tylko kręciliśmy filmy".

Nienasycenie

Dla Wajdy sztuka nigdy nie była tylko profesją. Jak w pięknym wierszu Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej: owszem, czasami udawało się Wajdzie żyć "bez powietrza", bez filmów i teatru, ale co to było za życie. Na każdy sfinalizowany projekt przypadało kilka pomysłów niezrealizowanych. Reżyser jest ciągle w ruchu, ciągle z notesem, w którym zapisuje nowe koncepty albo szkicuje projekty scenografii i pomysły obsadowe.

Firma "Andrzej Wajda" niejedno zresztą ma imię. Reżyser łączy w sobie osobowość społecznika, który - wspólnie z Krystyną Zachwatowicz - podarował Krakowowi Centrum Sztuki i Techniki Japońskiej "Manggha", i duszę pedagoga, spiritus movens Mistrzowskiej Szkoły Andrzeja Wajdy. To osobowość po witkacowsku nienasycona. Wajda jest niesyty nowych książek i autorów (scenariusze pisali mu najciekawsi pisarze pokolenia), niesyty nowych pomysłów. I, co wielu reżyserowi zarzucało, umie twórczo cudze pomysły wykorzystywać, czerpać z energii innych i na jej bazie budować świat własny i oryginalny.

Książka Lubelskiego ma układ chronologiczny: poznajemy cały życiorys Wajdy. To zarazem biografia emblematyczna dla pokolenia, którego dzieciństwo upłynęło w cieniu wojny. Wojna stanie się momentem zwrotnym, od którego Wajda najpierw musiał się odbić jako człowiek, a następnie jako artysta. Dwa nurty: artystyczny i prywatny, będą się odtąd w jego życiu stale przenikały. Wajda-reżyser w kolejnych pracach mierzy się z mitem ojca, który zginął w Katyniu. Planowany przezeń film katyński ma być rozliczeniem z historią prywatną i historią społeczeństwa, które, żyjąc w cieniu historycznych tragedii, prywatności zawsze się bało. Obejrzana w dzieciństwie "Panorama Racławicka", prace Matejki, Grottgera i Kossaka, lektura Żeromskiego i Mickiewicza stanowiły dla Wajdy impuls, dzięki któremu jego dzieło stało się kwintesencją polskości szczerej, niezakłamanej i niezakneblowanej plastrem konfabulacji i hipokryzji. Dzięki Wajdzie rozpoznajemy siebie w adaptacjach Reymonta, Iwaszkiewicza, Fredry i Wyspiańskiego. A to Polska właśnie.

Artystyczny dorobek wielkiego reżysera jest tak różnorodny i bogaty, że prawie każdy odnajdzie swojego Wajdę. Bywało, że jako artysta się mylił, ale potrafił wyciągać z niepowodzeń wnioski. Jako reżyser jest zapewne największym odkrywcą filmowych talentów aktorskich w Polsce: od Zbigniewa Cybulskiego, poprzez Tadeusza Janczara, Daniela Olbrychskiego, Krystynę Jandę, Stanisławę Celińską, Marka Kondrata, Jerzego Radziwiłowicza, Wojciecha Pszoniaka, po Beatę Fudalej.

To w dużej mierze dzięki Wajdzie polskie kino ma swoją twarz. Twarz odbijającą się w ciemnych okularach Maćka Chełmickiego, w zarumienionym i spoconym obliczu Panny Młodej (Ewa Ziętek) na bronowickim weselu albo w egzaltowanej i jednocześnie bardzo smutnej Telimenie (Grażyna Szapołowska). Pojedyncze twarze nakładają się na fizys zbiorową: na kompozycje, kadry i sceny z "Człowieka z marmuru", z "Panien z Wilka", z "Dyrygenta", które - raz zobaczone - nie dają się zapomnieć. Wreszcie na twarz samego Andrzeja Wajdy. Bo polskie kino to także Wajda. Czy może przede wszystkim on.

Tadeusz Lubelski, "Wajda. Portret mistrza w kilku odsłonach", Wrocław 2006, Wydawnictwo Dolnośląskie, seria: A to Polska właśnie

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]