Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Zanurzenie w Ukrainie

Zanurzenie w Ukrainie

25.06.2013
Czyta się kilka minut
Serhij Żadan, Woroszyłowgrad | To książka o najprawdziwszej Ukrainie, tak rzadko opisywanej w Polsce. I właściwie nieznanej, wolimy bowiem lukrowane opowieści.
Serhij Żadan, Kraków 2010 r. Fot. Grażyna Makara
W

Woroszyłowgrad to radziecka nazwa Łuhańska – jednego z ważniejszych miast wschodniej Ukrainy. To właśnie na wschodzie bije przemysłowe serce kraju, tam mieszkają oligarchowie, często decydujący o przyszłości państwa, porachunki załatwia się z bronią w ręku, a chłopaki z podwórka zawierają przyjaźnie na całe życie. Stąd też pochodzi polityczna elita kraju.

Hermana, głównego bohatera powieści Żadana, telefon z Woroszyłowgradu – miasta dzieciństwa, które opuścił jako młody chłopak wraz z rodzicami – zmusza do wyjazdu z Charkowa. Dzwoni Kocza z informacją, że brat Hermana nagle zapadł się pod ziemię. Kocza ma prośbę: niech Herman przyjedzie na kilka dni, bo interesy trzeba prowadzić. Dodajmy, że Herman pozwolił, by brat zarejestrował na niego biznes (na Ukrainie takie rzeczy są powszechne).
Herman, choć niechętnie, decyduje się wyjechać na jeden dzień. Podróż potrwa jednak dłużej i będzie mieć wiele etapów. Dzięki niej czytelnik pozna specyfikę wschodniej Ukrainy, gdzie dziś dokonują się niezwykle ciekawe procesy społeczne, gdzie jak w soczewce skupiają się wszystkie problemy naszego wschodniego sąsiada: przestępczość, powiązanie polityki i interesów (najczęściej brudnych), korupcja, brak perspektyw dla młodych ludzi, bieda, ciężkie choroby. Ale jest też życie intelektualne.
Do odbycia podróży na wschód Ukrainy potrzeba odwagi – a Herman prowadzi życie spokojne. Wynajmuje mieszkanie na spółkę z kolegami – Bolkiem i Lolkiem, chodzi na imprezy. Są kobiety, trawka, alkohol, a przede wszystkim praca. Herman, jak głosi napis na jego wizytówce, jest „niezależnym ekspertem”, czyli – wyjaśnijmy ukraińskie realia – zajmuje się praniem pieniędzy. W „Woroszyłowgradzie” Żadan demaskuje wiele patologii współczesnej Ukrainy, często przemilczanych. W jego powieści są łapówki, nieuczciwi politycy, przeżyć można jedynie dzięki znajomościom. Ma prawo tak pisać – świetnie zna swój kraj, nie należy do twórców, którzy większość czasu spędzają na zachodnich stypendiach, sam mieszka na wschodniej Ukrainie, w Charkowie. I pokazuje znaczenie tego regionu.  
Jedną ze wspomnianych patologii jest „grantożerstwo” – czyli przejadanie zachodnich dotacji przez ukraińskie organizacje pozarządowe. W Kijowie i innych dużych miastach NGO-sy wyrosły jak grzyby po deszczu. Wiele z nich wykonuje niezwykle pożyteczną pracę: walczą z cenzurą czy o prawa człowieka, ale niektóre to jedynie przykrywka do wyciągania funduszy – jak ta, w której zatrudniony jest Herman.
Herman wyznaje: „Jego [tj. przyjaciela] ojciec zarejestrował na niego kilka organizacji młodzieżowych, przez które przechodziły różne granty i które prały niewielkie, ale regularne sumy pieniędzy. (...) Redagowaliśmy czyjeś przemówienia, prowadziliśmy seminaria dla młodych liderów i treningi dla obserwatorów wyborczych, układaliśmy programy polityczne dla nowych partii, rąbaliśmy drewno na daczy taty Bolka, w telewizyjnych talk-shows broniliśmy demokracji i praliśmy, praliśmy kasę, która przechodziła przez nasze konta”. Nikt chyba odważniej i bardziej szczerze nie opisał tej smutnej i niezwykle ciążącej Ukrainie prawdy.
W Woroszyłowgradzie Herman przeżywa podróż do czasów dzieciństwa: o to zresztą nietrudno, bo na wschodzie zakonserwowała się radziecka siermiężność i można znaleźć miejsca wyglądające dokładnie tak samo, jak trzy dekady temu. Na wyblakłych fotografiach, które bohater Żadana ogląda w albumie jednej ze swoich kochanek, są pionierzy, szkolne oficjałki, zmęczone i zaniedbane kobiety. Wokoło – blokowiska, mieszkania wołające o remont, dziurawe drogi i wszechogarniający bałagan, w instytucjach i w ludzkim życiu (każdy rozwiódł się już kilka razy, ma kilka kochanek lub kochanków, były nieślubne dzieci, odsiadki, alkoholizm). Herman odkrywa Woroszyłowgrad na nowo. Szuka w nim piękna, seksu, miłości, porządkuje wspomnienia.
W Woroszyłowgradzie czas się zatrzymał. Bohater mówi: „Odnalazłem wszystkich dawnych znajomych, wszystkie swoje stare miłości, wszystkich nauczycieli i wrogów. Dawni znajomi szczerze cieszyli się z mojego powrotu i na tym się kończyło. Stare miłości poznawały mnie ze swoimi dziećmi i przypominały o niewidzialnym upływie czasu, który czyni nas mądrzejszymi, choć do mądrości musi koniecznie dodać cellulitu. Nauczyciele prosili o życiowe rady, a wrogowie o pożyczenie jakiejkolwiek sumy”.
I najważniejsze: Herman decyduje się na walkę o „sprawę”. Tą „sprawą” jest ocalenie stacji benzynowej brata. Konflikt o stację i lotnisko kolegi Hermana są osią powieści, chce je bowiem przejąć lokalna mafia. Herman mógłby się poddać, sprzedać interes, zainkasować pieniądze i wrócić do Charkowa, ale nagle okazuje się, że nie o to chodzi. Chodzi o sprawiedliwość, o jakieś ideały.
Opisując konflikt o stację Żadan mistrzowsko przedstawia kolejną ukraińską patologię: przestępczość. Przed mafiosami drży całe miasto, są bezkarni, bo powiązani z miejscową władzą. Interesami rządzi łapownictwo, układy, dobre wejścia do świata polityki. Więc jeśli chce się zwalczyć konkurencję czy dokonać wrogiego przejęcia, wystarczy kogoś nasłać – obojętne, czy będzie to sanepid, kontrola podatkowa, czy wspomniani pionierzy i komsomolcy (to już ironia i poczucie humoru Żadana). W każdym razie zrobią swoje. U Żadana w roli „złych” są gazownicy, bogacze, właściciele pól kukurydzy, a przeciwko nim – przyjaciele Hermana z dzieciństwa: Kocza, Szura Traumowany, Sasza Pyton, Semen Czarny Chuj.
Wschodnia Ukraina to miejsce zapomniane w dyskursie o ukraińskiej tożsamości – bo jeśli mówi się o kulturze, literaturze czy przemianach społecznych, to raczej w kontekście Kijowa i Lwowa. Wschód przedstawia się jako czarną dziurę, miejsce bez perspektyw – młodzi marzą, by z niego uciec. A Herman na odwrót – nagle poczuje jego przyciąganie. Żadan udowadnia, że wschód też jest Ukrainą, a przypomnijmy, że kiedyś – w ramach intelektualnej prowokacji – jeden ze znanych pisarzy postulował, by... oddać go Rosji.
Dowodem na panującą powszechnie opinię o „beznadziei” wschodniej części kraju jest to, co Herman słyszy od przypadkiem spotkanego mężczyzny: „Wiesz, co ci, Herman, powiem? Wydaje mi się, że wasze problemy są z tego, że za bardzo trzymacie się tych miejsc. Wbiliście sobie do głowy, że najważniejsze to tu zostać, najważniejsze i ani kroku do tyłu, i łapiecie się tej swojej pustki. A tu ni chuja nie ma. Po prostu ni chuja. Tu nie ma się czego trzymać”. I jeszcze jeden fragment, rozmowa Hermana z Olgą – jego przyjaciółką i księgową:
„– Chyba chciałaś wyjechać? Co może cię tu trzymać?
– No, jak to co – odpowiedziała po zastanowieniu. – Zawsze są rzeczy, które nas trzymają.
– Zwykle trzyma pewność jutra. Masz pewność jutra?
– Nie – przyznała – nie mam. Ale mam pewność wczoraj. Czasami ona też trzyma”.
Żadan mistrzowsko bawi się słowem i dzięki temu udaje mu się pokazać Ukrainę i jej problemy przez pryzmat młodszego pokolenia. Prezentuje czytelnikowi myślenie o historii i tożsamości kraju ludzi po trzydziestce. Jest tu slang, klimat ukraińskich podwórek, imprez i pubów, a zarazem liczne nawiązania do historii i sporów tożsamościowych, ukraińskie „wariactwo”, którego każdy lubiący ten kraj szuka w ukraińskiej kulturze i literaturze. Na wielką pochwałę zasługuje także przekład dokonany przez Michała Petryka. Książkę czyta się błyskawicznie i ma się przy tym poczucie nie tylko podróży na wschodnią Ukrainę, ale wręcz zanurzenia się w tym kraju. Nic dziwnego, że „Woroszyłowgrad” otrzymał nagrodę książki roku BBC.

Serhij Żadan, Woroszyłowgrad tłum. Michał Petryk, Wołowiec 2013, Czarne

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarka, reporterka, ekspertka w tematyce wschodniej, zastępczyni redaktora naczelnego „Nowej Europy Wschodniej”. Przez wiele lat korespondentka „Tygodnika Powszechnego”, dla którego...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]