Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Wolne wybory

Wolne wybory

02.08.2015
Czyta się kilka minut
Lęk przed gniewem księdza coraz rzadziej sprawia, że chodzimy do kościoła. I bardzo dobrze.
Banner na kościele w Lgocie Wielkiej Fot. Wojciech Bojdo / radiolodz.pl
O

O tym dyskutowała cała Polska. W połowie lipca ks. Tomasz Krawczyk, proboszcz z miejscowości Lgota Wielka (województwo łódzkie), w nietypowy sposób postanowił zachęcić parafian do uczestnictwa w niedzielnej mszy. Nad drzwiami drewnianego kościoła powiesił banner z napisem „Niedziela. Idź do kościoła. Nie czekaj, aż cię zaniosą” oraz zdjęciem trumny niesionej przez czterech grabarzy.
 

Chodzić, być przyzwoitym
Pomysł wywołał kontrowersje, ale pojawili się też naśladowcy: kilka dni później podobne hasło – tym razem towarzyszył mu rysunek grabarzy – umieszczono przy jednym z kościołów w Warszawie.

Sam lgocki proboszcz tak tłumaczył swoje intencje w rozmowie z dziennikarzem Radia Łódź: „Banner ma uświadomić tym, którzy są ochrzczeni i nazywają się katolikami, na czym polega istota wiary. Wiary, która ma wypływać z wnętrza, a nie ma być to przymus...

9562

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Personelowi KK myli się, niestety, wolność wiary z niewolą religijną, poszukiwanie i blądzenie ze ślepym posłuszeństwem, wiara i niepewność z pewnością i monopolem na prawdę, wreszcie służba z władzą. Ale pieniądze liczą wszyscy bardzo dobrze ...

taka argumentacja, ale mogło być gorzej, gdzieniegdzie to mają, że albo ich religia, albo ścięcie głowy, gwałt, sprzedaż w niewolę, albo nawet wszystko naraz. Jeszcze raz powtórzę, jaka religia takie argumenty.

W moim środowisku „przyzwoitość publiczna” nigdy nie była argumentem za wyjściem do kościoła – albo szłam tam z przekonania albo wcale. Niestety ostatnio coraz częściej wybór pada na wcale – nie czaruję się, winne jest moje własne lenistwo i zatracony zwyczaj regularnego uczęszczania na mszę (wiwat niedziele handlowe), ale w ostatnim czasie dominuje poczucie wstydu a raczej buntu wobec publicznych poczynań hierarchów Kościoła. Jest dużo prawdy w stwierdzeniu, że biskupi byli uważani za mądrych dopóki nie zaczęli wypowiadać się w mediach – to co teraz słychać z ich strony nie daje się przełknąć bez czkawki. Nie chcę być utożsamiana ze sposobem w jaki władze KK usiłują wprowadzać wartości chrześcijańskie i nie akceptuję tego, że zamiast podjąć rzetelną pracę we własnym ogródku tj. zadbać o sumienia, pchają się do narzucania rozwiązań prawnych, które dadzą nam co najwyżej bezwartościową iluzję. Po ostatnim wypadku bardziej się boję o młodych homoseksualistów niż ewentualnych roszczeń i dążeń tej grupy. Nie godzę się na taki kościół i nie potrafię go wspierać. Jednoczenie wiem, że mój kościół lokalny to mnóstwo inicjatyw „dla ludzi”, budowanych przez oddanych parafianom, gorliwych i życzliwych ludziom księży, którzy żyjąc bliżej nas sami mają problemy z własną „wierchuszką”. Wielu z nich cenię i szanuję. Nie potrafię jednak zapomnieć, że będą częścią kościoła lokalnego, wspieram i legitymizuję hierarchię. Dlatego coraz częściej się modlę i coraz rzadziej zaglądam do kościoła.

Taki pseudonim mogłaby mieć moja córka, która myśli podobnie jak Autor(ka) wpisu :) Nie można automatycznie wiązać obecności na mszy z popieraniem i legitymizowaniem hierarchii kościelnej. Msza to zdarzenie z zupełnie innego wymiaru. Myślę, że wiesz o tym doskonale i Twoja postawa bierze się raczej z przekory niż głębokiego przekonania. Poza tym zgadzam się z Twoimi opiniami. Niezależnie od, delikatnie mówiąc, chybionych wypowiedzi niektórych hierarchów, sugeruję uzbroić się w cierpliwość. Rozwijająca się cywilizacja ciągle stawia przed nami nowe, trudne problemy. Wiele z nich jest również przedmiotem badań Kościoła. Jednak bogobojne i rozumne rozstrzygnięcia wymagają czasu. Zatem, póki co, zostaje własny rozum i modlitwa. Jak w staropolskim przysłowiu: "Módl się, a ręki przykładaj".

Wydaje mi się, że źle zostało przetłumaczone hasło "Loved the wedding, invite me to the marriage". Intencja tego zdania jest taka: Bardzo mi się podobał Twój ślub, a teraz zaproś mnie do swojego małżeństwa.

Ja bym przetłumaczyła "Jeśli podobał Ci się ślub (kościelny), to zaproś mnie do swojego małżeństwa".

Właśnie na tym polega cały dramat, że rozumiem doskonale, iż te dwa wymiary są czy też powinny być od siebie niezależne a uczestnicząc we mszy spotykam się z Bogiem a nie z hierarchią. Tyle że ja nie umiem tego całkowicie oddzielić i nie umiem pominąć faktu, że uczestnicząc w praktykach religijnych, posyłając dziecko ma religię czy do kolejnych sakramentów, napędzam machinę, która to moje zaangażowanie wykorzystuje do postulatów: „skoro 90% społeczeństwa jest katolikami, to … to czy tamto” i publicznie narzuca co mam myśleć . Ktoś zawłaszczył moją religię i robi wiele żeby obrzydzić mi jej wartość. Owszem, jestem przekorna i zbuntowana i wcale nie mam głębokiego przekonania, że nie warto uczestniczyć we mszy, tyle że cierpię z powodu upadku dotychczasowych autorytetów- kiedyś wydawało mi się że można dać się poprowadzić mądrzejszym, teraz widzę że trzeba uważać, żeby nie dać się wywieźć na manowce - to całe zwątpienie podkopuje mi wiarę w wartość wspólnoty – wszak w grupie człowiek szybciej głupieje. Jest jeszcze kwestia dzieci chłonnych jak gąbki- czy związane z kościołem przyniosą prawdziwe wartości czy świętoszkowatość i nienawiść do myślących inaczej. Co do konieczności oczekiwania na wypracowanie nowych rozwiązań – zgoda, ale niech odbywa się to w duchu pokory z poszanowaniem odmiennych stanowisk bez arogancji i buty tak charakterystycznej dla osób niemających zakazu wypowiadania się w mediach.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]