W związku z chronometrem

Prawda tu będzie. Żadnego zmyślenia. O cierpieniach pewnego umysłu. Duszy też. W związku z chronometrem. Chronometr drogi, jak pół dobrego samochodu albo może trzy czwarte. A dusza zbolała. Gniewnie spogląda na umysł. Szydzi z jego bezradności. Jakże to - pyta - tyle wiesz, a jakbyś nic nie wiedział?.
Czyta się kilka minut

W istocie umysł bogaty. Ścisły. Matematyczny. Inżynierski. Wynalazkami nas, ludzi, obdarował. Błyskotliwymi patentami. Uznaniem cieszy się. Szacunkiem. Wokół niego porządek. Skłonność do pedanterii. Niekiedy porywy fantazji. Pomysły - zdawałoby się - szalone. Zawsze jednak dają się przełożyć na język liczb i przestrzeni. Życie z chronometrem w ręku.

I nagle przypadek. W czasie golenia. Nieostrożny ruch dłoni. Chronometr pada na podłogę. Dobra robota, więc żadnego uszczerbku na kopercie, żadnej też rysy na szkle. Chodzi. Z dokładnością chronometru. Tyle że do tyłu. Nie do przodu, zgodnie z porządkiem tego świata, ale do tyłu. Uparcie. I tak przez tydzień. Ciekawe. Dlaczego?

Więc do zegarmistrza. Ten ręce rozkłada, bezradnie. Mechanizm bez zarzutu. Powinien do przodu. No to spróbujmy go nastawić. Nastawia. A ten do tyłu.

W jakich okolicznościach do tego doszło? - pyta następny zegarmistrz. W łazience. W czasie golenia. I co jeszcze? Spadł. I co wtedy? Podniosłem. Patrzę: chodzi do tyłu. To wie pan, mówi zegarmistrz, ja nic nie poradzę. Jak do tyłu, to nie do przodu! Lepiej się przyzwyczaić, bo chronometr piękny.

Ale do czego się przyzwyczaić? Że wskazówki do tyłu. Na przekór rozsądkowi. Wbrew prawdzie. I co jest prawda: do przodu czy do tyłu?

Takie to cierpienia umysłu i duszy. Od miesiąca.

Ja go pocieszam. Zapraszam na herbatę. Mówię, że to tylko przypadek. Statystycznie nieistotny. No, stało się, jak się stało. Przykrość, owszem, nie ma jednak co rozpaczać. Zamożny jesteś. Kupisz sobie nowy. Lepszy. Tak mówię.

Ale widzę te wskazówki. Jak pędzą. Do tyłu. I czuję, że ogarnia mnie lęk.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 38/2004