USA: polityczne reality show

To była chyba najbrutalniejsza ze znanych nam debat, poprzedzających wybory prezydenckie w USA. W nocy z niedzieli na poniedziałek czasu polskiego, w drugim starciu na żywo Clinton–Trump, konwenans się skończył: chodzi albo o politykę, albo o rozrywkę.
Czyta się kilka minut
Donald Trump i Hillary Clinton podczas drugiej debaty prezydenckiej, 09.10.206 r. / / Fot. St Louis Post-Dispatch/TNS/ABACA/EAST NEWS
Donald Trump i Hillary Clinton podczas drugiej debaty prezydenckiej, 09.10.206 r. / / Fot. St Louis Post-Dispatch/TNS/ABACA/EAST NEWS

Od początku rozmawiano o pościeli. Donald Trump, pomny tego, że kilka dni wcześniej ujawniono nagranie, w którym o kobietach mówi w sposób niemieszczący się w cywilizowanym dyskursie, zaatakował Hillary Clinton: że to, co mówił, to takie standardowe „chłopięce gadki” ze sportowej szatni. Ona odparowała, że to nie jest rozgrywka między Demokratami i Republikanami, lecz że chodzi o elementarną przyzwoitość. Donald, jak to Donald, do afery z ubliżaniem kobietom się nie odniósł i wrócił do zgranej sprawy maili, które Clinton wysyłała z prywatnej skrzynki jako sekretarz stanu. Hillary dała się sprowokować i w porywie triumfu skarciła miliardera, że jest człowiekiem z przypadku, i że po mizoginicznych rewelacjach odwracają się od niego liderzy Partii Republikańskiej. Trump jej na to: „I co z tego?”. I przedstawił się znów Amerykanom jako odnowiciel, a Hillary nazwał diabłem w ludzkiej skórze. Zdeterminowani moderatorzy zaproponowali powrót do „debaty” o sprawach merytorycznych. Przyciśnięty do muru Trump, najwyraźniej niewiele wiedząc o syryjskim Aleppo, zmienił temat na iracki Mosul.

Trudno ocenić to, na co patrzył niemal cały świat, jako racjonalną propozycję na uporządkowanie rzeczywistości w dobie kryzysu. Chodziło raczej o reality show. I tu samozwańczy obrońca upokorzonych wygrał. A Hillary dostarczyła mu broni, wypowiadając się w imieniu szefostwa Partii Republikańskiej. Wyszło na to, że broni status quo Waszyngtonu, co w języku Trumpa znaczy: „tych bezwzględnych złodziei”. Amerykański Nikodem Dyzma zyskał oręż, aby mimo kompromitujących taśm – przełomowych, gdy idzie o skalę wulgaryzmów w przypadku polityka – i nie mniej żenujących wypowiedzi odpowiedzieć na potrzebę wyborców i ruszyć na Biały Dom jako odnowiciel. I może wygrać. 

Być może Trump uświadamia nam jedno: że polityka sprowadza się dziś do obsceny i komiksu, a on, jako gwiazda telewizyjnych programów rozrywkowych, opanował sztukę uwodzenia ludzi, bijąc potencjalnych mężów stanu.©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”