Umowa dla górnictwa zła, ale konieczna

Rząd uzgodnił ze związkami zawodowymi ostatnie szczegóły tzw. umowy społecznej dla górnictwa.
Czyta się kilka minut

W tym tygodniu zostanie ona parafowana, potem zatwierdzą ją organy statutowe związków i zostanie zgłoszona do Komisji Europejskiej. Ta zaś może mieć liczne powody, by ją w takim kształcie odrzucić. Nie chodzi nawet o fakt, że w umowie przewidziano znaczną pomoc państwa dla branży, tylko że zakłada ona zbyt powolne wygaszanie wydobycia, jak na znacznie ambitniejsze założenia „dekarbonizacji” gospodarki europejskiej.

We wrześniu ub.r. rząd umówił się ramowo ze związkami, że wydobycie węgla ustanie do 2049 r., co i tak postrzegano wówczas jako śmiały krok – w porównaniu ze wcześniejszymi deklaracjami niektórych przedstawicieli władzy. 29 lat to nie jest dużo, jak na skalę obecnego wydobycia ponad 50 mln ton rocznie i liczbę osób zatrudnionych w górnictwie. Jest to ok. 130 tys. osób, średnia wieku pracowników dołowych wynosi 36 lat. Do tego jeszcze trzeba doliczyć co najmniej drugie tyle pracowników sieci podmiotów zależnych od górnictwa. Dopięta obecnie umowa zawiera ustalenia co do różnych mechanizmów „transformacji”, czyli wsparcie dla branż mogących zastąpić górnictwo, ale sedno sporów tkwiło w gwarancjach pracy i płacy dla górników. Związkom udało się m.in. uzyskać kontrowersyjną prawnie ustawową gwarancję zatrudnienia każdego górnika aż do emerytury.

Środowiska ekologów mówią o „zmowie węglowej na koszt podatników” i wskazują, że jakkolwiek opłacalne wydobycie może się na Śląsku skończyć grubo przed 2049 r., a gwarancje pracy i płacy to krótkowzroczne korumpowanie górników. Mają częściowo rację, ale nie można obiecać setkom tysięcy ludzi szybkiego „zielonego” przebranżowienia. Być może uczciwszym wyjściem byłaby gwarancja nie zatrudnienia, lecz tylko wynagrodzenia (czyli de facto zapewnienie górnikom bezwarunkowego dochodu podstawowego) przy szybkim zamknięciu kopalń. Ale takie rozwiązanie byłoby trudno „sprzedać” nie tylko w Brukseli, ale i wyborcom poza Śląskiem. Nie unikniemy jednak prawdy, że szybkie działania na rzecz klimatu wymagają ogromnych kosztów i szokujących rozwiązań, które mogą się wydać niesprawiedliwe, lecz w szerszej perspektywie zachowują spokój społeczny. Czy bowiem sprawiedliwe jest przerzucanie ciężaru na ludzi, którzy urodzili się w niewłaściwym regionie? ©℗


Rafał Woś: Łatwo jest potraktować obrońców polskiego węgla jak ekonomicznych głupców albo klimatycznych denialistów. Ale to krzywdzące.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 18/2021