Tusk na Kreml

Przyszły premier ogłosił listę stolic, które chce odwiedzić wpierwszej kolejności: Bruksela, Waszyngton iMoskwa. Wtej ostatniej Tusk nie powinien się spodziewać wielu toastów powitalnych na swoją cześć.
Czyta się kilka minut

Polityka zagraniczna poprzedniej ekipy była krytykowana. Wszystkich przebił prof. Władysław Bartoszewski, mówiąc o "dyplomatołkach". Teraz Donald Tusk musi pokazać, że jest dyplomagikiem.

Niektórzy z niepokojem odnotowali brak Berlina na liście stolic, które Tusk odwiedzi, inni chcieliby na niej zobaczyć Kijów. Z kolei partia Jarosława Kaczyńskiego widzi w woli podróży do Moskwy uległość.

Relacje Warszawa-Moskwa są lodowate. Kością niezgody jest rosyjskie embargo na polskie mięso. Dołożyła się do tego antyrosyjska retoryka PiS, ale też Władimir Putin nie sprawiał wrażenia zainteresowanego ociepleniem stosunków z Warszawą. Co najmniej od czasów Pomarańczowej Rewolucji między Polską a Rosją zgrzyta, a kolejne incydenty, jak choćby pobicie rosyjskich obywateli w Polsce i polskich w Rosji rozbudzały negatywne emocje. Polityka historyczna obu krajów, która w przypadku Rosji oznacza niechęć do jakiejkolwiek rozmowy o zbrodniach ZSRR, sprawiła, że robiło się jeszcze chłodniej. A że Rosja to nasz główny dostawca energii, pesymiści kreślili scenariusze, w których chłód przestawał być metaforą.

Zawiodły też nadzieje pokładane w UE. Co prawda Bruksela w coraz mniejszym stopniu ma nas za histerycznych rusofobów, jednak też unijni partnerzy nie mieli zbyt wielu powodów, by odczuwać empatię z krajem, którego przywódcy z obcych języków najlepiej przyswoili sobie łacińskie słowo: veto. Mimo to kanclerz Angela Merkel na szczycie w Samarze upomniała się o polskie mięso.

Niedawno na łamach "Tygodnika" wiceminister spraw zagranicznych Paweł Kowal przekonywał, że Rosja wcale nie musi być dla Polski krajem o strategicznym znaczeniu. Być może maskował brak pomysłu na politykę wobec Rosji. Z pewnością, jeśli Tusk nie przywiezie z Kremla - a raczej nie przywiezie - świetnych wiadomości, PiS urządzi mu "ścieżkę zdrowia".

Wizyty w Moskwie zawsze wywoływały emocje. Przywódcy PRL nie musieli, co prawda, zastanawiać się nad wyborem kraju, który pierwszy odwiedzą. W tyle głowy pewnie mieli za to świadomość, że podróż do Moskwy bywała czasem tą ostatnią. Obyczaj przerwał dopiero Tadeusz Mazowiecki, który najpierw udał się do Watykanu. Jego podróż do Moskwy - choć w programie były tak drażliwe kwestie jak Katyń - o mało nie rozbiłaby się o sprawę złożenia kwiatów w mauzoleum Lenina, czego domagała się radziecka strona.

Potem było równie ciekawie. Najciekawiej zapewne, gdy Lech Wałęsa od podpitego Borysa Jelcyna wydębił pogodzenie się z rozszerzaniem NATO. Po dojściu do władzy mniej spontanicznego Putina takie rzeczy były już nie do pomyślenia. I Tusk nie powinien się spodziewać wielu toastów powitalnych. Akurat w czasie jego pobytu w kinach szedł będzie film o tym, jak Rosjanie przegnali w XVII w. Polaków z Kremla.

- Po tych długich miesiącach wizyta w Moskwie pomogłaby w sformułowaniu katalogu niezgodności. Już samo to pozwoliłoby myśleć, jak zrobić krok do przodu - mówi Stefan Meller, były szef MSZ.

Co jednak zrobić z argumentami, że polski premier nie powinien jechać, póki trwa embargo na polskie mięso? Takie było stanowisko minister Anny Fotygi. Prof. Roman Kuźniar pisał niedawno w "Gazecie Wyborczej": "Sikorski miał więcej powodów, aby z Sowietami nie rozmawiać, a mimo to rozmawiał i doszło do podpisania umowy Sikorski-Majski. Dzięki niej wyszło na wolność z łagrów wiele dziesiątków tysięcy Polaków i powstała armia Andersa".

Ostatni szczyt Rosja-Unia pokazał, jak trudne stoi przed Tuskiem zadanie. Putin chce poróżnić UE z USA, a także wprowadzić podziały w samej Europie. Chodzi o tarczę antyrakietową. Polska jest tu głównym zainteresowanym.

PO, która obiecywała, że przywróci wcześniejszą pozycję Polski w UE i oskarżała Kaczyńskich o nadgorliwość w stosunkach z Waszyngtonem, będzie teraz musiała pokazać, że ma talent w rozwiązywaniu łamigłówek. Stefan Meller zachęcałby nowy rząd do wykorzystania UE w normalizacji naszych stosunków z Rosją. - Byłoby idealnie, gdyby to, o co zabiegamy, było zgodne z działaniami UE. Nasza polityka wschodnia powinna być częścią polityki zagranicznej Unii - mówi. Dlatego, jego zdaniem, wizyta w Moskwie to okazja, by pokazać, że choć mamy rację w sporach z Rosją, to nie reagujemy na zaczepki, bo wymiar wschodni to wspólna sprawa unijna. Wzrost znaczenia Polski w UE to polepszenie naszej pozycji w rozmowach z Rosją.

Wtedy można by się wreszcie skupić na bardziej przyziemnych problemach. Swego czasu zgryźliwe komentarze wywołały odwiedziny prezydenta Kwaśniewskiego w położonej pod Moskwą polskiej fabryce podpasek (a była to największa polska inwestycja w Rosji). Niewątpliwie Tuska czeka wiele pracy, by jego wizyty w Rosji wywoływały tylko takie komentarze.

Rosja wkrótce otrzyma nowego prezydenta. Jeśli nawet będzie to zmiana kosmetyczna, to i tak lepiej, by następca Putina zaczynał urzędowanie z pozytywnym kapitałem w relacjach z Polską.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 44/2007