Tradycyjni? Liberalni?

O Turcji trudno mówić w sposób kategoryczny. W paradoksy obfituje zwłaszcza życie codzienne.
Czyta się kilka minut

Choć istniejąca od 1923 r. Republika Turecka w 97 proc. leży w Azji, to przez ostatnie pięć wieków było inaczej: mimo że kraj rozciągał się na trzech kontynentach (Europa, Azja, Afryka), jego centrum polityczne i ekonomiczne leżało w Europie (stolica, a także Saloniki i Adrianopol). W XIX w., gdy Imperium Osmańskie chyliło się ku upadkowi, nazywano je “chorym człowiekiem Europy". Komplement to nie był, ale w kwestii przynależności do Starego Kontynentu nie było wątpliwości.

Po decyzji Unii o rozpoczęciu z Ankarą negocjacji w tym roku, w wielu krajach (głównie Francji i Niemczech, gdzie mieszka po kilka milionów muzułmanów) ożywa debata, czy Turcy są Europejczykami i jak ich obecność wpłynie na Unię. Tym bardziej, że Turcją rządzi Partia Sprawiedliwości i Rozwoju Recepa Tayyipa Erdogana, mająca opinię ugrupowania “umiarkowanych islamistów", co budzi złe skojarzenia po zamachach w USA, Madrycie czy zabójstwie holenderskiego reżysera Theo van Gogha (zabił go muzułmanin-fanatyk; van Gogh nakręcił film o sytuacji kobiet w islamie).

Jednak to, co komentatorzy (nawet tureccy z lewicy) w odniesieniu do Turcji nazywają “islamizmem", w krajach arabskich uchodzi za dziki liberalizm. W kraju, gdzie 98 proc. to muzułmanie, spożywa się rocznie 15 litrów spirytusu na głowę. Tylko co trzeci Turek praktykuje religię. Jak w mało którym kraju islamskim zaakceptowano (przynajmniej w miastach) w ostatnim pokoleniu wolne związki. W kioskach z prasą obok gazet rządowych i opozycyjnych można dziś kupić prasę drukowaną po kurdyjsku, komiksy szydzące z rządu, religii i obyczajów (a także pornografię). W stambulskiej dzielnicy Beyogle są dziesiątki klubów muzycznych: jazzowych, bluesowych, punkowych, metalowych i czego jeszcze dusza zapragnie. Wreszcie, 15-20 proc. ludności należy do liberalnego ugrupowania religijnego Alewitów, którzy nie dopuszczają do noszenia zasłon przez kobiety i są elektoratem partii lewicowych.

To jedna strona medalu. A druga: 66 proc. małżeństw w Turcji dalej jest aranżowanych przez rodziców, odsetek rozwodów wynosi 4,5 proc., dzieci ze związków pozamałżeńskich - poniżej 1 proc. Nadal silne jest oparte na szariacie tabu, zabraniające muzułmance małżeństwa z nie-muzułmaninem.

Ayse, która oprowadza po Turcji wycieczki zagraniczne i mieszka w wypoczynkowej miejscowości na południu Morza Egejskiego, wyszła za mąż kilka tygodni temu w tajemnicy przed rodzicami. Wprawdzie rodzice są na tyle tolerancyjni, że nie przeszkadzali jej spotykać się swobodnie z jej chłopakiem (i obecnym mężem) Hakanem, ale na męża dla córki przewidzieli od dawna kogoś innego.

Teraz Ayse zastanawia się, jak powiedzieć rodzicom prawdę. Właściwie matce, bo rodzice są rozwiedzeni i ojciec mieszka z nową partnerką w Bułgarii (Turcy ostatnio coraz częściej rozglądają się za cudzoziemskimi żonami, z którymi związek nie wymaga uciążliwych ustaleń i zabezpieczeń majątkowych, wymaganych tradycyjnie przy małżeństwie z Turczynką).

Ayse mówi, że ostatnio coraz częściej słychać też o związkach Turczynek z nie-muzułmanami. Ale potwierdza, że to wyjątki. I że kobiecie grozi to “śmiercią społeczną".

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 06/2005