Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

To nie jest kraj na solidarność

To nie jest kraj na solidarność

27.08.2018
Czyta się kilka minut
Kilkanaście procent polskich pracowników należy do związków zawodowych. Warunki nie sprzyjają ich zakładaniu, wiele przedsiębiorstw z nimi walczy. A przecież związki odnoszą sukcesy.
Pikieta działaczy Małopolskiej Solidarności przy sklepie Lidla. Kraków, luty 2014 r. M.LASYK / REPORTER
D

Do zakładanego 38 lat temu NSZZ „Solidarność” należało 10 mln polskich obywateli, czyli ok. 80 proc. pracowników firm państwowych. Był to ewenement w skali świata. Członkostwo w Solidarności było doświadczeniem pokoleniowym dla całej generacji. „S” przyczyniła się do zmiany systemu, a w III RP założona przez nią partia wygrała wybory i rządziła całą kadencję. Dziś jednak aktywność związkowa wydaje się dziwnym archaizmem. W zdecydowanej większości firm nie działa żaden związek. Jak to się stało?

Związkowa posucha

Według danych GUS do trzech największych organizacji – NSZZ „Solidarność”, Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych i Forum Związków Zawodowych – należy ok. 1,6 mln osób, czyli 11 proc. wszystkich pracujących. Oczywiście to nie wszystkie organizacje związkowe działające nad Wisłą – jest jeszcze choćby lewicowa Inicjatywa Pracownicza, branżowy Związek...

8676

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Wypisałam się z "Solidarnosci" (którą we wrześniu 1980 organizowałam w swoim miejscu pracy) w 1990 roku, kiedy imć Wałęsa lansowany przez panów Kaczyńskich postanowił zostać prezydentem, a "Solidarność" go poparła. I nie załuję, dalszy rozwój wypadków potwierdził moje przypuszczenia, ze kolejna sitwa postanowila urzadzic się kosztem Ludu Pracujacego Miast i Wsi.

"To nie jest kraj na solidarność" Oczywiście że nie. Po 1989 roku budując gospodarkę wolnorynkową związkom zawodowym znacznie ograniczono prawem możliwości działania i stały się one tylko przysłowiowym "kwiatkiem do kożucha". W wielu firmach kierownictwo (czytaj: "nowi biznesmeni") to byli kumple działaczy związkowych (a nawet sami dawni działacze). Zapisywanie się do związku nie miało żadnego sensu (może w wielkich zakładach reliktach socjalizmu jeszcze miało to sens). Dopiero w 2015 roku po rewolucji PiS pojawiły się przesłanki, że "Solidarność" coś więcej zdziała. Poczekamy, zobaczymy...

Czy byłby pan uprzejmy podać , jakież to możliwości działania ograniczono prawem związkom zawodowym po 1989 roku? Sam pan pisze w następnym zdaniu po tym okryciu, że wiele stanowisk obsadzane było przez kolesi z ZZ przy błogosławieństwie tychże. faktycznie tak było w przypadku wielu firm ( sam się o taką sytuację otarłem), mianowicie stanowiska dające kasę w firmach, nawet prezesowskie, o radach nadzorczych nie wspomnę obsadzane były z klucza związkowego ( w przypadku firmy o której piszę doprowadziło to do bankructwa). Za PZPR nazywało się to nomenklatura. Dzisiaj jest to dobra zmiana. Solidarność skupiła się na zaspokajaniu potrzeb swoich zaufanych aparatczyków, potem weszła w politykę. Tutaj tkwi problem i powód odwrotu od tej organizacji jej członków. Żeby przelicytować Panią kalinę dodam, że sam odszedłem z S w 1988 roku, kiedy to jej prominentny działacz zaczął na naszym zebraniu wygadywać antysemickie głupoty.

kto [jak ja] ma okazję z bliska przyglądać się związkom, w skali zakładu pracy, ten z pewnością szybko zauważy, że czy są to popłuczyny po 'solidarności', czy te z OPZZ, jakiekolwiek - ich aktywność koncentruje się przede wszystkim na zapewnieniu zarządowi wygodnej posadki i nietykalności, politykierstwo uprawiane na rozkaz z centrali jest jednym z narzędzi temu służących - naiwni są ci, którzy w związkach zawodowych upatrują aniołów stróżów i dobroczyńców ludu pracującego

Nie wiem jakie dokładnie przepisy dot. ustawy związkowej zmieniły się w początkach transformacji ustrojowej. Klimat wówczas nie sprzyjał wybitnie pracownikom najemnym, budowaliśmy wszak kapitalizm (XIX w.). Związki zawodowe były tylko przeszkodą - w tworzeniu biznesów. To, że wielu działaczy związkowych przeistoczyło się w pracodawców mnie aż tak nie dziwi. W zasadzie było to normalne, bo skąd mieli się wziąć prywatni właściciele? Oczywiście nie była to sytuacja normalna. Często kumpel z „Solidarności” zostawał prezesem, dyrektorem, wojewodą, ministrem… Sprzeczność interesów wiadoma. Sam byłem działaczem „S” niskiego szczebla. Na własnym grzbiecie odczułem „dobrodziejstwa” transformacji i życia w latach 90. w Polsce.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]