Stawiszyński: Nie cenzurujmy Agathy Christie czy Roalda Dahla. Dyskutujmy

W kulturze fundamentalna jest zasada zmiany, kumulowania doświadczeń, nauki na błędach, ale i elementarnego poszanowania dla integralności dorobku poprzednich pokoleń.
Czyta się kilka minut
Fot. Karol Paciorek /
Fot. Karol Paciorek /

Harper Collins, jedno z największych i najpoważniejszych wydawnictw na świecie, postanowiło jakiś czas temu wznowić dzieła wszystkie Agathy Christie. Wydawałoby się – nic prostszego, wystarczy nabyć prawa autorskie do książek, które napisała Agatha Christie (podkreślam: które napisała Agatha Christie), a następnie dopełnić koniecznych czynności edytorskich. To znaczy m.in. przygotować oprawę graficzną, przeczytać uważnie tekst pod kątem literówek, zrobić skład i łamanie, a na końcu rzecz wysłać do druku.

Okazuje się jednak, że w tym przypadku procedura wyglądała nieco inaczej. Oprócz wyżej wymienionych działań, do pracy nad wydaniem dzieł wszystkich królowej kryminału zatrudniono bowiem również grupę tzw. ­czytelników wrażliwościowych (ang. sensivity ­readers). Ich zadaniem było wychwycenie wszystkich sformułowań, które mogą dziś brzmieć obraźliwie i/lub kontrowersyjnie, w szczególności dotyczących koloru skóry, orientacji seksualnej, płci czy wyglądu. Takie usługi, nawiasem mówiąc, realizują często wyspecjalizowane firmy, np. brytyjska Inclusive Minds.

Wskutek tej „wrażliwościowej” kwerendy, wytypowano w twórczości Christie liczne potencjalnie zapalne fragmenty, a następnie, zgodnie z aktualnie obowiązującymi wymogami komunikacyjnej poprawności, dokonano ich dezaktywacji. Listę najważniejszych ingerencji można znaleźć w tekście autorstwa Rachel Hall opublikowanym 26 marca przez „The Guardian”, w polskiej prasie natomiast, dzień później, przedstawiła ją na łamach „Gazety Wyborczej” Anna S. Dębowska. Są to – generalnie rzecz biorąc – kwestie drobne i dla ogólnej wymowy dzieła, na pierwszy rzut oka, mało znaczące. No bo czy jakkolwiek istotna może być wymiana zbitki „jego hinduskie usposobienie” (ang.his Indian temper) na „jego usposobienie”, a „tubylców” (ang. natives) na „miejscowych” (ang. ­locals), którzy się nie uśmiechają „białymi zębami”, lecz „kiwają głowami” (ang. nodding)? Bądź też eliminacja frazy „To oczywiście Żyd” wypowiadanej przez Herkulesa Poirot w „Tajemniczej historii w Styles”?

Abstrahując już od pytań o zasadność poszczególnych interwencji – np. o to, czy wszelkie, także nieobraźliwe w intencji i wymowie, określenia akcentujące kolor skóry albo różnice kulturowe należy traktować zawsze jako ekspresję uprzedzeń i krzywdzących stereotypów (wydaje mi się to sporą przesadą, a osobliwą fiksację na tych kwestiach w niektórych deklaratywnie emancypacyjnych dyskursach mam za zjawisko niepokojące) – coś innego przykuwa tutaj uwagę. A mianowicie, specyficzny stosunek do przeszłości, a konkretnie do dzieła sztuki.

Wyraża go fundamentalne pytanie: czy uznajemy dzieło sztuki za autonomiczny, skończony, zaistniały byt o kształcie nadanym mu przez twórcę, który żył w takim a nie innym świecie, takiej a nie innej kulturze, mówił takim a nie innym językiem, siłą rzeczy zakorzeniony był więc w swojej epoce? Czy też dzieło sztuki jest czymś procesualnym, co, niczym systemy operacyjne w naszych smartfonach, podlegać ma permanentnej aktualizacji? A skoro tak (w tym duchu sprawę postrzega dziś chyba coraz więcej wydawców, podobnych manewrom semantycznym poddano bowiem wcześniej także dzieła m.in. ­Roalda Dahla i Iana Fleminga, następni czekają w kolejce), to gdzie leżą granice tej aktualizacji? I w jaki sposób się ją definiuje? Czy obejmować ma ona wyłącznie literaturę, czy również film i malarstwo? Czy zatem wkrótce – co technologicznie jest już w zasadzie możliwe – oglądać będziemy dawne filmy zmodyfikowane stosownie do współczesnych standardów różnorodności i inkluzywności? Czy takie lub inne transformacje, z pomocą „wrażliwościowego” pędzla, wprowadzone zostaną do klasyki światowego malarstwa? I czego powinny dotyczyć? Czy tylko kwestii genderowo-rasowych, czy też np. ubioru lub technologii? Skoro zgodnie ze współczesnymi standardami poruszanie się pojazdami z silnikiem spalinowym jest wyrazem ekologicznej abnegacji, to czy należałoby je wszystkie zamienić na rowery albo przynajmniej samochody elektryczne?

Wbrew pozorom nie ironizuję. Są to pytania jak najbardziej zasadne, ściśle wynikające z przyjętych przez ­HarperCollins (oraz wielu innych zwolenników pewnego popularnego dziś konglomeratu idei) kryteriów, wedle których obchodzić się mamy z przeszłością. Przyznam, że sam na wszystkie z tych pytań odpowiadam przecząco. ­Zostawiając na boku okoliczność, że podobne manipulacje kojarzą się wyraźnie z praktykami rodem ze szczęśliwie minionych projektów ideologicznych, to – przede wszystkim – paraliżują coś, co wydaje się w kulturze sprawą fundamentalną. A mianowicie: zasadę zmiany, kumulowania doświadczeń, nauki na błędach, ale i elementarnego ­poszanowania dla integralności dorobku poprzednich ­pokoleń.

Zamiast więc wstecznie cenzurować dzieła literackie – lub wszelkie inne – opatrujmy je przedmowami, piszmy krytyczne teksty, dyskutujmy o nich w mediach, na uniwersytetach i w szkołach. A nade wszystko twórzmy własne dzieła – choćby i najbardziej polemiczne wobec tych, które zastaliśmy, ostatecznie istotą sztuki jest agon – zamiast nadpisywać albo domalowywać tam, gdzie coś już napisane lub namalowane zostało.©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 15/2023

W druku ukazał się pod tytułem: Dzieło sztuki. Aktualizacja