Reklama

Śmierć na Lodowej

Śmierć na Lodowej

29.08.2015
Czyta się kilka minut
Wyjaśniamy tajemnicę słynnej tatrzańskiej tragedii sprzed 90 lat. Wiemy, dlaczego zmarli turyści wędrujący latem 1925 r. przez Lodową Przełęcz.
Ciała ofiar przewieziono do Zakopanego. I zapewne wtedy zrobiono zdjęcie. 6 sierpnia 1925 r. Fot. NAC
W

Wiele lat temu przeczytałem „Sygnały ze skalnych ścian” – kapitalną książkę Wawrzyńca Żuławskiego, która kształtowała pokolenia miłośników Tatr. Opisana w niej historia rodziny Kaszniców, z której mąż i syn zginęli w 1925 r., a żonę Zofię oskarżono o ich zabicie, poruszyła moją wyobraźnię. Żuławski uznaje to zdarzenie za niewyjaśnione, a oskarżenie Zofii traktuje jako jedną z hipotez dotyczących przyczyn tego niezwykłego wypadku.
Nurtowało mnie, co Zofia Kasznicowa robiła po tej tragedii, gdy tytuły gazet z całej Polski pytały: „Czy prokurator Kasznica padł ofiarą zbrodni?”. Jak radziła sobie z zarzutami? Obiecałem sobie, że kiedyś to wyjaśnię. Poszukiwania trwały trzy lata.
3 sierpnia 1925 r.
Godzina 5-6 rano. Ze Starego Smokowca (Czechosłowacja) wychodzi rodzina Kaszniców: 42-letni Kazimierz, jego żona Zofia i 12-letni syn Wacław. To ostatni dzień...

25276

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

na ten tekst czekałem ponad 30 lat, od czasu kiedy pierwszy raz przeczytałem książkę Wawrzyńca Żuławskiego. Mam ją zresztą przed sobą. Być może, jak podaje Żuławski, koniak dla wyzerpanego organizmu okazał się zabójczy. A najważniejsza nauka z tej historii to ta aby nie rozłaczać grupy podczas wędrówki. Jak pisał Żuławski, nie zostawia się przyjaciół w górach, nawet jeśli są tylko bryłą lodu. Pokazał to zresztą własnym przykładem. Pozdrawiam wszystkich miłośników Tatr.

Artykuł potwierdza dotychczas znane wyjaśnienie tragedii, ale jego autor zrobił to docierając do nieznanych źródeł, za co należy mu się uznanie. Pozostaje życzyć mu, żeby odnalazł grób jedynej ocalałej z tragedii osoby - odroczonej jej ofiary - i oddał hołd jej pamięci. Byłem w tym miejscu, ale przy doskonałej pogodzie, i trudno było mi uwierzyć w to, że w tak łatwym terenie doszło do śmierci tylu osób. Góry to inny świat, ich groza jest też tym, co w nie wciąga. Kiedy patrzyłem na miejsce, gdzie najprawdopodobniej rozegrała się tragedia, poczułem dreszcz i czym prędzej odwróciłem się i zszedłem w dół.

Demitologizacja to coś wspaniałego. Starannie i skrupulatnie.

Gratulacje dla autora. Doskonała robota już nie dziennikarska, a naukowa. Wydrukowałem sobie ten artykuł i dołączyłem do moich zbiorów literatury o Tatrach (jestem maniakiem Tatr od 50 lat).

Bardzo ciekawy tekst, kocham Tatry, kiedyś część tego szlaku przeszłam.

Doświadczyłem czegoś podobnego na Lodowej Przełęczy. 12 października 2013 r. (w tym dniu, w którym zginął Cywiński). Pogoda była raczej kiepska, chmury, zimno, silny wiatr. Rano widoczność była znośna, nie było opadów, wybraliśmy się z żoną na Lodowy Szczyt przez Lodową Przełęcz. Doszliśmy od przełęczy w pobliże grani szczytowej Lodowej Kopy, niestety warunki pogodowe uniemożliwiły dalszą wycieczkę. Postanowiliśmy zejść do schroniska przez przełęcz. Po ogrzaniu się i posiłku ruszyliśmy z powrotem przez Lodową Przełęcz do Jaworzyny. Pogoda nadal nie specjalna, silny wiatr, zimno, choć momentami prześwitywało słońce, to jednak od Lodowego Stawku definitywnie się schowało. I tam właśnie zaczęły się dziać ze mną dziwne rzeczy… Nagle poczułem, że zaczyna mi się kręcić w głowie, czarne plamy przed oczami, miękkie nogi, dezorientacja. Czułem, że zaczynam tracić przytomność, wkradła się panika. Usiedliśmy na chwilę, żona dała mi swoją kurtkę, żeby się dogrzać, zjadłem czekoladę, napiłem się ciepłej herbaty, jakoś doszedłem do siebie, choć do przełęczy żona niosła wszystkie nasze rzeczy, potem, w miarę schodzenia i osłonięcia się od wiatru poczułem się lepiej. Dodam, że był to mój ponad dwudziesty sezon w Tatrach, uprawiałem w nich turystykę letnią i zimową, jak również wspinałem się latem i zimą oraz jeździłem na turach. Kondycję miałem bardzo dobrą – uprawiam biegi górskie, sytuacja miała miejsce w tydzień po starcie w zawodach na Babiej Górze (memoriał Kozuba), gdzie nie miałem najmniejszych problemów zdrowotnych. Nigdy wcześniej ani później nie przydarzyło mi się coś takiego jak wtedy pod Lodową Przełęczą

Bardzo ciekawy tekst. Jeśli autor jeszcze nie znalazł miejsca pochówku Walerii Kasznicowej, to informuję, że jej grób znajduje się na Starych Powązkach w Warszawie, kwatera 207 - można znaleźć w wyszukiwarce cmentarze.um. Kasznicowa leży w grobie wraz ze swoim rodzeństwem Konstantym, Heleną, Wandą i Marią Dzierzbickimi. Obok jest grób jej rodziców Stanisława i Walerii z Bajkowskich Dzierzbickich i brata Adama.

Link do nekrologu http://www.sejm-wielki.pl/b/sw.113224

.. zatem Zofii udało się przeżyć, gdyż miała silniejsze serce niż jej mąż i syn? A czy wiadomo, jakie problemy zdrowotne miał przewodnik? Bardzo ciekawy, wnikliwy artykuł, dziękuję.

Cytując klasyka - A.C.Doyle'a - "Gdy odrzucisz to, co niemożliwe, wszystko pozostałe, choćby najbardziej nieprawdopodobne musi być prawdą". Świetnie przeprowadzona analiza i faktycznie wydaje się być bardzo prawdopodobna. Nawet jeżeli nie zaangażuje się w to zdarzenie powietrznej próżni (nie jest to niemożliwe, chociaż może zastanawiać dlaczego kobieta w zasadzie nie doświadczyła jej skutków) - to warunki pogodowe były na tyle trudne, że mogły doprowadzić do śmierci mężczyzn - głównie z powodu wychłodzenia organizmów. Wspomniane schorzenia układu krążenia mogły śmierć przyspieszyć. Najbardziej zastanawiająca pozostaje w tym przypadku, w sumie prawie jednoczesna śmierć 3 osób (kilku, może kilkunastominutowy odstęp czasowy) oraz niesamowita odporność kobiety, która tak długo przetrwała w skrajnie niesprzyjających warunkach. Niektórzy uważają, że zbiegi okoliczności nie istnieją, ale kto wie...

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]