Siostra Izabela

13 miesięcy w izolatce więzienia o zaostrzonym reżimie w Inowrocławiu. Zimno, głód, czas stojący w miejscu. Tak od 1952 r. odsiadywały część wyroków kobiety uznane za "najbardziej zaciekłych wrogów władzy ludowej. Była wśród nich Zofia Łuszczkiewicz: siostra Izabela ze zgromadzenia szarytek.
Czyta się kilka minut

Wytrzymała izolatkę; nie popełniła w niej samobójstwa ani nie oszalała, jak niektóre ze współwięźniarek. Może zahartowały ją wcześniejsze więzienia: w Fordonie i na Mokotowie, a także brutalne śledztwo UB, nadzorowane osobiście przez Jacka Różańskiego.

Po trzech latach w Inowrocławiu, nazywanym przez więźniów "polskim Oświęcimiem", zamieniono jej dożywocie na 15 lat i przeniesiono do więzienia w Fordonie. W czerwcu 1956 r. zezwolono na półroczną przerwę w odbywaniu kary. Zamieszkała w domu szarytek w Krakowie. Było już jednak za późno: w więzieniu zachorowała na gruźlicę nogi, a po wybiciu zębów rozwinął się nowotwór szczęki.

Siostra Izabela - w czasie wojny łączniczka AK, później członkini antykomunistycznej organizacji Wolność i Niepodległość - wiedziała, że w czasie okupacji łatwo było opowiedzieć się po właściwej stronie. Po 1945 r. sprawy się komplikowały: siostra współpracowała z WiN-em, ale odmówiła, gdy dowódca organizacji w Rzeszowie, Aleksander Lazarowicz, poprosił ją o otrucie funkcjonariusza UB ppor. Ludwika Bojanowskiego.

Okryty złą sławą Bojanowski leżał wtedy w szpitalu, w którym siostra pracowała. Podziemie wykonało na nim w końcu wyrok śmierci, ale ona nie brała w tym udziału. Niemniej to za rzekomy udział w zabiciu Bojanowskiego zakonnicę skazano w 1950 r. na trzykrotną karę śmierci (potem zmienioną na dożywocie). Sąd nie chciał wysłuchać ani trojga Żydów, którym siostra uratowała życie w czasie wojny, ani też rodzonej siostry Bojanowskiego, która chciała zeznawać na jej korzyść.

Zanim trafiła do więzienia, udało się jej wyjechać na krótko za granicę. Był rok 1947. Nie wiadomo, dlaczego nie została w Rzymie, jak wielu polskich uchodźców. Wiadomo natomiast, co odpowiedziała, gdy zaproponowano jej wypuszczenie na wolność w zamian za podpisanie fałszywego protokołu przesłuchania, z przyznaniem się do winy: "Podsuniętego protokołu nie tylko nie podpisałam, ale zaznaczyłam, że gdyby sfałszowano mój podpis, to i tak na rozprawie głośno krzyczałabym, że takiego kłamstwa nigdy nie zeznałam i nie zeznam. (...) Kategorycznie odmówiłam, gdyż czyste sumienie droższe mi było i jest nad życie".

Za czyste sumienie rzeczywiście zapłaciła życiem: wycieńczona i chora, zmarła w 1957 r.

Patrycja Bukalska

Korzystałam z książki "Kościół w godzinie próby 1945--1989. Nieznane dokumenty i świadectwa", Dom Wydawniczy Rafael.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 04/2007