Romska wina

Roman Chojnacki: W ostatnim numerze "Tygodnika" przeczytałem o sprawie Claudiu Crulica i postanowiłem do Pani zatelefonować. Rozmawiała Małgorzata Nocuń
Czyta się kilka minut

Małgorzata Nocuń: Dlaczego?

Wielu Romów i Rumunów jest niesłusznie zatrzymywanych i trafia do aresztu. Używanie przez policję tablic poglądowych - wśród czterech fotografii jest jedna podejrzanego o popełnienie przestępstwa - w taki sposób, w jaki robi się to dziś, jest dla nas nieszczęściem. Wie pani dlaczego?

Chyba tak. Załóżmy, że zostałam okradziona i pamiętam, że zrobił to człowiek o ciemnej karnacji, choć widziałam go zaledwie przez chwilę. Po dwóch miesiącach policja pokazuje mi tablice, na których będzie trzech Polaków i jeden Rom.

Wskaże Pani prawdopodobnie na Roma, bo dla Polaków wszyscy Romowie i Rumuni są do siebie podobni i na tym polega nasza tragedia.

Mam wiele sygnałów z całego kraju o ludziach niewinnie trafiających do aresztu. Na przykład: podczas konfrontacji postawiono obok siebie trzy Polki i jedną Romkę - brudną i wyczerpaną dobowym pobytem w areszcie. Poszkodowany wskazał na Romkę. Ludzie okradzeni są zdenerwowani, szukają winnych, chcą jak najszybciej odzyskać własność. Wskazują osobę, która jedynie kolorem skóry przypomina sprawcę. Chcemy ten problem nagłośnić. Policja powinna koniecznie przejść jakieś przeszkolenia i zostać uczulona w tej kwestii.

Ale wina leży też po stronie Romów, ponieważ oni nie chcą tych przypadków upubliczniać. Boją się. Opowiadają mi swoje historie i proszą, abym zatrzymał je dla siebie.

Czego się boją?

Że będą mieli problemy z policją. Latem 2007 r. policja w Siemiatyczach pobiła Romów, których zamierzała zatrzymać za przekraczanie ulicy w niedozwolonym miejscu.

Zainteresowałem tą sprawą Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich. Otrzymałem od Romów pismo, w którym przedstawili swój problem. Jednak po jakimś czasie zadzwonili i zaczęli się wycofywać - argumentowali, że nie chcą mieć na pieńku z policją.

Moim zdaniem, na dziesięciu oskarżonych Romów ośmiu jest niewinnych zarzucanych im przestępstw. Ten problem dotyczy całej Polski.

W jakich celach Rumuni, Romowie przyjeżdżają do Polski? Jak opisałby Pan to środowisko?

Kiedy Unia Europejska otwarła przed nimi granice, zaczęli szukać chleba w innych krajach. Jak w każdej społeczności, tak i tu znajdują się źli i dobrzy. Jednak w większości rumuńscy Romowie podróżują w poszukiwaniu pracy. Zajmują się przeważnie handlem, czasem żebractwem.

Młode pokolenie Romów zaczyna inaczej patrzeć na świat. Wie, że edukacja daje im szansę lepszego życia. Chce studiować. Polska - tu należą się pochwały - uruchomiła program rządowy dla społeczności romskiej.

Jak zatrzymani są traktowani przez polską policję?

Są dyskryminowani - źle traktowani, obrażani. Gdy zostanie popełnione jakieś przestępstwo, często ściąga się Romów prosto z ulicy i bierze na komisariat. Policja zawsze daje wiarę Polakom, a nie Romom. Ci z kolei wolą czasem zapłacić karę i mieć spokój, niż się bronić. Boją się policji. Bywa też tak, że ktoś w przeszłości nie był święty i jest notowany. Z tej grupy najłatwiej robi się kozły ofiarne.

Problem nie dotyczy tylko Polski. Na spotkania Romskiego Parlamentu w Słowenii takie historie przywożą delegaci także z innych krajów.

Czy w Polsce czują się Państwo społeczeństwem drugiej kategorii?

Na pewno jesteśmy tak postrzegani i niektóre osoby polskiego pochodzenia dają nam to odczuć. Sam miałem problemy w szkole podstawowej właśnie ze względu na narodowość, z tego powodu dalej kształciłem się już jako osoba dorosła. Wielu z nas ukrywa swoją narodowość, by uniknąć problemów.

ROMAN CHOJNACKI jest prezesem Związku Romów Polskich z siedzibą w Szczecinku, członkiem Komisji Wspólnej Rządu do spraw Mniejszości Narodowych i Etnicznych oraz przedstawicielem Romów przy Radzie uropy w Strasburgu.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 15/2008