Refleksja wyborcy po przejściach

Plan Rozwoju i Konsolidacji Finansów Publicznych został przedstawiony w piątek przez premiera i dwóch najważniejszych ministrów. Przyznam, że liczyłem na coś więcej. Kiedy dwa miesiące temu dowiadywałem się z ministerstwa finansów, że wiceminister Ludwik Kotecki pracuje nad programem konsolidacji finansów publicznych, to oczekiwałem dokumentu, który pokaże drogę zejścia z 6-7 proc. deficytu finansów publicznych do 3 proc.
Czyta się kilka minut

Dlaczego te 3-4 procent różnicy jest tak istotne? Dlatego że ciężar rosnącego długu coraz bardziej nas przygniata. Coraz więcej płacimy odsetek i co roku więcej musimy pożyczać, by starczyło na ich spłatę i na budżetowe wydatki. Na tej drodze możemy natrafić na ustawowe i konstytucyjne progi zakazujące zwiększania długu publicznego. Nie w tym roku, ale za rok czy dwa to realna groźba. Próba rozmontowania progów mogłaby z kolei wystraszyć pożyczkodawców i podnieść koszty obsługi zadłużenia - tak jak to ma dziś miejsce np. w Grecji. W każdym razie konieczne byłyby drakońskie cięcia ? zamrożenie płac w sektorze publicznym czy ograniczenie waloryzacji świadczeń.

Jak tego uniknąć? Teoretycznie najważniejszą propozycją ma być tzw. reguła wydatkowa, ograniczająca wzrost wydatków budżetowych. Przyznam jednak szczerze, że nie rozumiem, jakie może mieć ona praktyczne znaczenie, skoro nie może zahamować wzrostu niemal 90 proc. wydatków (wzrost rent i emerytur wynika z ustaw, a zahamowanie wydatków inwestycyjnych spowodowałoby utratę pieniędzy unijnych). Dodatkowe środki - zmiany w rozliczaniu VAT od samochodów służbowych czy wprowadzenie kas fiskalnych dla lekarzy i prawników oraz poprawa zarządzania publicznymi pieniędzmi - mogą przynieść kilkaset milionów złotych, podczas gdy nasz dług publiczny rośnie co roku o ok. 80 miliardów. Dlatego najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem jest wspomniana w dokumencie możliwość redefinicji środków zgromadzonych na funduszach emerytalnych, co jednym księgowym ruchem zmniejszy radykalnie nasze zadłużenie. Pozwoli to zyskać na czasie i - być może - gospodarcze przyspieszenie spowoduje, że w kilka lat "wyrośniemy" z zadłużenia.

Sam premier przedstawił dokument jako ekonomiczny, podczas gdy jest to faktycznie dokument programowy, który należy czytać, pamiętając o czekających nas w najbliższych 20 miesiącach wyborach prezydenckich, samorządowych i parlamentarnych. Do tej pory debata publiczna kręci się głównie wokół tematów narzuconych przez PiS - przede wszystkim wokół drugorzędnej, choć medialnie chwytliwej afery hazardowej. Na tym gruncie rządząca partia dobrze się nie czuje, proponuje więc przeniesienie pola konfliktu na temat reform emerytalnych, prywatyzacji, poprawy stanu edukacji - spraw z punktu widzenia interesu publicznego znacznie ważniejszych. A od nas - wyborców - zależy, czy tę propozycję programową przyjmiemy, przyjmując też wytłumaczenie, że na razie sami autorzy jej nie realizują z braku politycznych możliwości - niechęci koalicjanta i otwartej wrogości prezydenta.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 06/2010