Gdy w latach 70. skończyłam studia medyczne, trafiłam na staż do jednego z krakowskich szpitali. Podczas czteromiesięcznego pobytu na oddziale ginekologiczno-położniczym zbierałam m.in. wywiady od pacjentek. Codziennie wykonywano kilka-kilkanaście aborcji, a kobiety jeszcze tego samego dnia były wypisywane do domu. Na pytanie, ile razy miało już miejsce przerwanie ciąży, odpowiadały: trzy, cztery albo i więcej. Trzeba sobie uzmysłowić, jakie to były lata: nie było środków antykoncepcyjnych, świadomość, jak zapobiegać ciąży, była znikoma, dochodziło często do gwałtów małżeńskich, których sprawcami byli pijani mężowie.
Gdy dzisiaj słyszę, że Sejm zamierza wprowadzić aborcję na życzenie i bez podawania powodu do 12. tygodnia ciąży, mam poczucie, że coś jest nie tak. W dobie dostępności środków antykoncepcyjnych, tabletek „dzień po” bez recepty (wkrótce) aborcja na życzenie to zdjęcie z ludzi jakiejkolwiek odpowiedzialności. Dlatego w pełni popieram powrót do konsensusu aborcyjnego, który tak bezmyślnie i nieludzko został zniszczony przez PiS.
Barbara
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




