Podzielona Europa

Czyta się kilka minut

Co to jest: Europa? Czy Europa to przywódcy Francji i Niemiec? Im nie przyszło nawet do głowy skonsultować swego „nie” dla polityki prezydenta Stanów Zjednoczonych Busha z innymi Europejczykami. Jacques Chirac obwieścił nawet, że „tak wygląda wspólna polityka zagraniczna”, a niemieccy komentatorzy ogłosili, że oto „Europa zaczyna emancypować się od mocarstwa, które ją chroniło, a dziś zachowuje się coraz bardziej arogancko” (tygodnik „Spiegel”).

Europa? Jaka Europa? Jeśli jest coś na rzeczy w słowach sekretarza obrony USA, Donalda Rumsfelda o „starej” i „nowej” Europie, to chyba właśnie to, że wielu Francuzów i Niemców tkwi w „starym” myśleniu, nieadekwatnym do sytuacji, nie zauważając, że Europa powiększa się nie tylko formalnie i jest już czymś więcej niż osią Paryż-Bonn/Berlin. Czy Rumsfeld nie miał racji? Czy jedenaście to nie więcej niż dwa? Czy więc może Europą są raczej przywódcy tych siedmiu (do których dołączyło potem kilka następnych) państw - obecnych i przyszłych członków Unii - nie konsultujący ani z Paryżem i Berlinem, ani z Brukselą swego listu z poparciem dla Busha? Może to brytyjski premier Blair, inicjator „listu jedenastu”, jako pierwszy dostrzegł nowy rozkład punktów ciężkości w poszerzającej się Unii Europejskiej?

Nie, nie ma sensu zastanawiać się, kto jest lepszym czy gorszym Europejczykiem. Wspólnoty europejskie i relacje między Stanami Zjednoczonymi a zachodem Europy przechodziły już po 1945 r. wiele kryzysów i również obecne spory o politykę wobec Iraku - przebiegające, jak widać, nie po mitycznej linii Europa-Ameryka, lecz wewnątrz samej Europy - nie powinny doprowadzić do trwałego kryzysu między sojusznikami. Choć intensywność i różnobarwność tych wewnątrzeuropejsko-transatlantyckich sporów (zapoczątkowana, o czym też warto pamiętać, nie przez Rumsfelda, ale Gerharda Schrodera jeszcze latem ub. r.) może budzić obawy, to wolno sądzić, że w interesie wszystkich (poza Husajnem) będzie teraz wyciszanie emocji.

A skutki tej awantury? Umacnia ona pozycję Stanów Zjednoczonych: w końcu „list siedmiu i następnych” pokazuje, że Bush ze swą polityką wobec Husajna, potwierdzoną w ub. tygodniu w orędziu do narodu amerykańskiego, nie jest wcale w Europie izolowany. Także taktyk Chirac już rozmiękcza stanowisko. Jeśli ktoś jest w (samo-)izolacji, to Schroder, dla którego wycofanie się z jego fundamentalnego „nie” dla interwencji w Iraku byłoby osobistym blamażem.

Skutek drugi: może zaistniała sytuacja - niezręczna w sumie dla wszystkich (obecnych i przyszłych) krajów UE, które opowiedziały się po którejkolwiek stronie - będzie jednak impulsem do myślenia nad faktycznie wspólną europejską polityką zagraniczną. Że na razie ona nie istnieje, i że także w przyszłości nie może być budowana w opozycji wobec USA, pokazują wydarzenia ostatnich dni. Teraz przynajmniej nikt już nie powie, że to Polska jest koniem trojańskim Amerykanów w Unii...

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru TP 6/2003