Reklama

Dylemat powiernika

Dylemat powiernika

10.07.2017
Czyta się kilka minut
O. Adam Żak SJ, koordynator Episkopatu ds. ochrony dzieci i młodzieży: Obowiązek przekazywania prokuraturze informacji od ofiar może je zniechęcić do Kościoła, w dłuższej perspektywie jednak przyniesie większą transparentność.
Przed poznańską katedrą podczas nabożeństwa pokutnego za grzechy księży pedofili, 3 marca 2017 r. PIOTR SKÓRNICKI / AGENCJA GAZETA
A

Artur Sporniak: 13 lipca wchodzi w życie obowiązek „niezwłocznego zawiadamiania” organów ścigania o każdej „wiarygodnej wiadomości” dotyczącej nadużyć seksualnych wobec małoletnich. Co to zmienia w Kościele?

O. Adam Żak SJ: Biskupi i wyżsi przełożeni zakonni będą musieli się przyzwyczaić, że są zobowiązani powiadomić prokuraturę o każdej wiarygodnej informacji na temat podejrzanego przypadku. Oczywiście nie muszą robić tego sami. Mogą to uczynić przez delegata lub pełnomocnika. Taka informacja według kodeksu karnego ma być wiarygodna, a więc nie może być anonimowa, musi być możliwa do sprawdzenia. Trzeba będzie informować osoby zgłaszające takie informacje o obowiązku przekazania przez Kościół tej sprawy do prokuratury. Zapewne sporo osób będzie tym zaskoczonych. Z mojego doświadczenia wynika, że wiele osób pokrzywdzonych zwracających się do Kościoła nie chciało przekazywać sprawy prokuraturze. W innych krajach, gdzie od dłuższego czasu istnieje obowiązek zgłaszania do świeckich organów ścigania, poinformowanie o tym następuje, gdy tylko ktoś w kurialnym biurze powie, że przychodzi zgłosić przypadek wykorzystania seksualnego. Z taką praktyką spotkałem się w Stanach Zjednoczonych, tak też pewnie będzie i u nas – nie przewiduję z tym większych kłopotów.

Czy to jest dobra zmiana?

Na dłuższą metę – tak. Na krótką – dla wielu osób poszkodowanych może to być trudne, bo z jakichś powodów obawiają się postępowania prokuratorskiego i procesu. To mogą być powody związane ze środowiskiem – mogą się bać ostracyzmu ludzi, napiętnowania. Informacja, że są ofiarami wykorzystania seksualnego przez księdza, prędzej czy później stanie się znana w ich środowisku: będzie postępowanie sądowe, ludzie będą wzywani na świadków itd. Często decyzja zgłoszenia przestępstwa jest dramatyczna – takie osoby muszą się bardzo zmobilizować, żeby podjąć decyzję.To czasem trwa latami.

Ale mimo stresu przychodzą z tą informacją do Kościoła…

…bo im naprawdę zależy, aby ksiądz, który ich wykorzystał, nikogo więcej nie skrzywdził.

Czy nie jest to właśnie to dobro długofalowe – prokuratura gwarantuje większą nieuchronność kary dla sprawców?

Myślę po prostu, że na krótką metę obowiązek zawiadamiania prokuratury może zmniejszyć liczbę osób zgłaszających ten problem do Kościoła. Ale nie mam pewności. To może być trudne zwłaszcza w małych miejscowościach, gdzie o zachowanie anonimowości ofiary jest trudniej.

Mówiąc natomiast, że na dłuższą metę obowiązek zgłaszania będzie miał pozytywne skutki, mam na myśli głównie to, że będzie uczył przejrzystości. Taka jest wola Stolicy Apostolskiej, by Kościoły lokalne uwzględniały miejscowe ustawodawstwo. List okólny Kongregacji Nauki Wiary z maja 2011 r., który nakazywał opracowanie wytycznych dotyczących sposobów postępowania w przypadku nadużyć seksualnych popełnionych przez duchownych, mówi wyraźnie o tym, jak ważna jest współpraca z władzami cywilnymi, „gdy chodzi o przepisy prawodawstwa cywilnego dotyczące zgłoszenia danych przestępstwa organowi władzy do tego powołanemu”.

Kościół ma świadomość, że nie ma wystarczających instrumentów potrzebnych przy prowadzeniu dochodzenia. Dlatego w wytycznych przed obecną nowelizacją był punkt stwierdzający, że nawet gdyby osoba zgłaszająca się do Kościoła nie miała zamiaru informować prokuratury, przełożony kościelny miał taki krok rozważyć. Powinien tak uczynić np. ze względu na poważne podejrzenie istnienia innych, w momencie dochodzenia wstępnego jeszcze nieznanych, ofiar albo z powodu przewidywalnej trudności w zdobyciu dowodów przestępstwa. Obecnie ma taki obowiązek.

Kościół ma w dużej mierze związane ręce, np. przełożony nie ma prawa sprawdzić, co ma na komputerze ksiądz, wobec którego stawiane są zarzuty.

Jeśli się on na to nie zgodzi. Kościół nie ma też różnych narzędzi zapobiegawczych. Nie może stosować przymusu. W niektórych przypadkach istnieje możliwość mataczenia, Kościół nie ma wtedy prawa ani możliwości przymusowo księdza odizolować. Sąd może natomiast zarządzić tymczasowe aresztowanie. Niemożliwe może być także zrealizowanie celów samego dochodzenia, czyli zdobycie niektórych koniecznych dowodów, np. pozyskanie billingów rozmów telefonicznych danego księdza czy jego SMS-ów.


Po stronie ofiar: o wykorzystywaniu seksualnym nieletnich, zmowie milczenia i innych grzechach polskiego Kościoła piszemy konsekwentnie od lat. Wybór najważniejszych tekstów „TP” z ostatniego dwudziestolecia na temat, który wstrząsa dziś Polską, w bezpłatnym i aktualizowanym, internetowym wydaniu specjalnym.


Te trudności nadal pozostają, bo jeśli zgodnie z prawem państwowym sprawa się przedawniła, postępowanie kościelne pozostaje jedyną szansą na dochodzenie sprawiedliwości.

Wydawało się oczywiste, że przełożony kościelny od razu powinien kierować sprawę do prokuratury. Zapytałem jednego z biskupów, dlaczego się tego nie robi. Odpowiedział, że nigdy nie doniósłby na swojego księdza, gdyż straciłby wtedy u innych autorytet. Księża, czyli najbliżsi współpracownicy, okazali się ważniejsi od ofiar.

Od strony psychologicznej coś w tym może być, ale to raczej wyjątkowe stanowisko. Biskup nie musi sam zgłaszać sprawy do prokuratury, może to zrobić dyskretnie, np. przez prawnika.

Przekazanie informacji do kurii jest czymś innym niż zwierzenie się księdzu podczas duchowej rozmowy. Prawo jednak tego nie rozróżnia.

Samo zwierzenie się księdzu podczas duchowej rozmowy nie jest jeszcze kierownictwem duchowym, które jest posługą stałą i regularną, porównywalną do psychoterapii. Problem mogą mieć teraz duszpasterze w sytuacjach, gdy w grę wchodzi tzw. niesakramentalne forum internum, czyli kierownictwo duchowe – ze względów oczywistych obowiązuje ich wówczas zachowanie sekretu, które jednak przez prawo nie jest chronione tak, jak chroniona jest tajemnica spowiedzi.

W tym miejscu nie będę pouczał księży pełniących posługę kierownictwa duchowego, jak takie konflikty mają rozstrzygać w swoim sumieniu. Ale to nie jest problem tylko kierowników duchowych. W analogicznej sytuacji znajdują się psychoterapeuci, psychiatrzy, lekarze, których obowiązuje tajemnica zawodowa, a jednocześnie prawny obowiązek zgłaszania do prokuratury.

Na czym dokładnie polega w takiej sytuacji konflikt sumienia?

Jeżeli np. w towarzyszeniu duchowym dowiaduję się, że ta osoba jest ofiarą, a ona w żaden sposób nie upoważnia mnie do tego, żeby zgłosić to do prokuratury. Wówczas muszę rozstrzygnąć, czy uszanować wolę tej osoby, która obdarzyła mnie zaufaniem, czy uznać, że sytuacja podpada pod obowiązek powiadomienia prokuratury.

Zauważmy, że prawodawca nie zmusza ofiary, żeby sama zgłaszała sprawę. W związku z tym ktoś, kto jest jej powiernikiem, ujawniając informacje wbrew jej woli, godzi w nią.

Sprawa w tej chwili jest niejasna i powinna zostać dopracowana. Rozmawiałem z psychiatrami, którzy uważają, że w takich sytuacjach nadal obowiązuje tajemnica zawodowa. Inną sprawą jest to, że roztropny kierownik duchowy będzie wzmacniał osobę pokrzywdzoną, aby mogła dojrzeć do zgody na zgłoszenie.

Może w tej sprawie biskupi powinni skierować zapytanie do Ministerstwa Sprawiedliwości lub do Sądu Najwyższego. W znowelizowanych wytycznych, w 17. punkcie utrzymany jest zapis, że wiedzę uzyskaną w ramach kierownictwa duchowego należy traktować analogicznie do spowiedzi. Ale nie jest ona teraz chroniona przez prawo państwowe.

Podobnie zresztą jak wiedza uzyskana przez was, dziennikarzy. Jaka będzie praktyka sądów, zobaczymy.

Dopowiedzmy, że niedopełnienie obowiązku poinformowania prokuratury zagrożone jest karą do trzech lat więzienia.

Osobiście uważam, że w rozstrzyganiu sytuacji konfliktu obowiązków obowiązuje prymat sumienia – łącznie z tego ewentualnymi prawnymi konsekwencjami.

Co się w tej chwili dzieje w sprawie ochrony dzieci?

Rozbudowujemy system prewencji. W tej chwili na Akademii Ignatianum mamy nabór nowego rocznika na studia podyplomowe dotyczące profilaktyki przemocy seksualnej wobec dzieci i młodzieży. Kontynuujemy szkolenia dla delegatów przełożonych kościelnych. Rozpoczęliśmy także przygotowania do szkoleń dla kuratorów.

Natomiast po wejściu w życie obowiązku informowania prokuratury o zgłoszonych przypadkach pod znakiem zapytania stanął sens zakładania punktów kontaktowych. Miały być to miejsca zorganizowane niejako na styku ze strukturami diecezjalnymi i zakonnymi, by ułatwić osobom poszkodowanym kontakt z Kościołem i jego wymiarem sprawiedliwości. Odpowiednio przeszkolone i profesjonalnie przygotowane osoby miały ułatwiać zgłaszanie przestępstw i służyć wsparciem w dalszym postępowaniu w Kościele. W tej chwili to państwowy wymiar sprawiedliwości przejmowałby od razu taką osobę. Zatem muszę się naradzić ze specjalistami, co będzie bardziej korzystne dla osób pokrzywdzonych.

Wspomniał Ojciec o kuratorach – to nowa funkcja.

W pewnym sensie analogiczna do funkcji kuratorów przy sądach państwowych. Kurator przydzielany będzie oskarżonemu, by ułatwić mu osobiste zmierzenie się z odpowiedzialnością oraz współpracę z prowadzącymi dochodzenie, a zarazem weryfikować, czy oskarżony zachowuje nałożone na niego ograniczenia, np. w posłudze kapłańskiej. Będzie też uczestniczył w tworzeniu planu bezpieczeństwa dla osób skazanych. Kara służy zapobieżeniu recydywie i poprawie, zatem kurator musi mieć narzędzia do tego, żeby móc weryfikować zarówno zagrożenia recydywą, jak i postęp na drodze poprawy.

Kto wyznaczałby kuratora?

Biskup lub wyższy przełożony zakonny. Choć ta funkcja nie jest przewidziana przez wytyczne, kurator miałby być wyznaczany w każdej sprawie. Uzasadnia to roztropna troska o poprawę sprawcy, który nie zostałby w wyniku kościelnego wyroku wydalony ze stanu duchownego, oraz o zabezpieczenie przed ewentualną recydywą. Zatem byłby to swoisty dozór po wyroku. Praktyka ta wzięła się z dobrych doświadczeń różnych Kościołów, które przed nami tę lekcję przerobiły.

Czy kuratorem będzie ksiądz?

Zależeć to będzie od decyzji przełożonego kościelnego. Ale zwykle będzie to ksiądz, np. odpowiedzialny w diecezji za formację stałą księży. W każdym razie osoba o odpowiednich kwalifikacjach, wiarygodności, autorytecie, umocowana w woli przełożonego, bo to ostatnie jest najbardziej istotne.

Czy jest jakiś sposób, by Kościół zabezpieczał społeczeństwo przed sprawcami wydalonymi ze stanu duchownego?

Na to nie ma sposobu. Spotkałem się z takimi orzeczeniami – nie w Polsce – że wyrok kościelny usunął zakonnika ze stanu duchownego, ale nie usunął z zakonu i zgromadzenie zakonne ma obowiązek nadzorować takiego sprawcę do końca jego życia, by nigdy już nie popełnił podobnego przestępstwa. Przy pewnym typie przestępstw to może być bardzo wskazane, ale w gruncie rzeczy takie rozwiązanie może dotyczyć tylko zakonników.

Czy w tym przypadku Kościół nie powinien współpracować ściślej z państwem?

To byłoby trudne. Jeśli np. ksiądz zostanie wydalony ze stanu duchownego, ale w świetle prawa państwowego jego czyny się przedawniły, wobec państwa jest osobą niekaraną.

Taka potencjalna współpraca to pole jeszcze nieodkryte. Z tego, co słyszę, sprawcy wydaleni ze stanu duchownego zwykle znikają – korzystają z tego, że np. mogą zmienić tożsamość i nikt tego nie jest w stanie kontrolować. Z drugiej strony państwo powinno bardzo poważnie przemyśleć, czy nie przedłużyć okresu przedawnienia oraz wieku osoby podlegającej ochronie przed wykorzystaniem seksualnym. Ratyfikowana przez Polskę konwencja Rady Europy z Lanzarote, dotycząca ochrony dzieci i młodzieży, przewiduje 18. rok życia jako wiek ochrony. Natomiast w polskim prawie ciągle funkcjonuje granica 15. roku życia.

Jaka jest różnica w długości okresu przedawnienia w prawie państwowym i kanonicznym?

Aktualnie w prawie państwowym sprawy przedawniają się po 12 latach od osiągnięcia przez ofiarę pełnoletności. W Kościele – po 20 latach, z tym że Kongregacja Nauki Wiary ma uprawnienia do zniesienia przedawnienia w szczególnych przypadkach, gdy czyny były bardzo drastyczne albo było wiele ofiar. W instytucji przedawnienia chodzi też o to, że po wielu latach coraz trudniej udowodnić przestępstwo, bo zacierają się dowody, np. po jakimś okresie wymazywane są internetowe bazy danych. Więc jeżeli istnieją dowody winy, Kościół może ukarać sprawcę nawet po wielu latach, polskie państwo – nie.

W niektórych państwach zniesiono przedawnienie przestępstw seksualnych wobec dzieci. W wielu przypadkach, nawet wobec sprawców będących już w podeszłym wieku, Kościół wydawał wyroki skazujące, zakazywał wszelkiej publicznej działalności i zobowiązywał do życia w pokucie. Oczywiście nie jest to dla wielu kara satysfakcjonująca, ale ważny jest dla poszkodowanych fakt oficjalnego, prawnego uznania ich krzywdy i skazanie sprawcy.

W naszej rozmowie sprzed ponad dwóch lat przyznawał Ojciec, że w polskim Kościele ciągle jest problem z prowadzeniem statystyk przypadków nadużyć seksualnych wobec nieletnich, co utrudnia choćby szacowanie skali zjawiska. Czy coś się od tego czasu zmieniło?

Autorzy świeżo opublikowanego przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę raportu „Dzieci się liczą 2017. Raport o zagrożeniach bezpieczeństwa i rozwoju dzieci w Polsce” – bardzo solidna rzecz! – mówili przy okazji jego prezentacji, że gromadzenie jakichkolwiek danych jest u nas niesystematyczne i niespójne, co utrudnia wyciąganie uogólniających wniosków. Wewnątrzkościelny problem z przejrzystością i systematycznym gromadzeniem danych polega mniej więcej na tym samym, co obserwujemy w społeczeństwie i państwie. Proszę spróbować mimo ustawy o dostępie do danych jawnych uzyskać w sądach rejonowych anonimowe informacje o liczbie skazanych duchownych czy lekarzy albo nauczycieli, lub dane o wielkości kary! Np. w Stanach Zjednoczonych prowadzone są takie badania, ale tam jest zupełnie inna kultura administracyjna.

W Kościele Stolica Apostolska dysponuje takimi informacjami, bo istnieje obowiązek zgłaszania każdego prawdopodobnego zdarzenia i całe postępowanie aż do wyroku toczy się pod nadzorem Kongregacji Nauki Wiary. Kongregacja raz już udostępniła ogólne dane z lat 2004-14 (ogólna i roczna liczba zgłoszeń i nałożone kary). Mam nadzieję, że kiedyś zdecyduje się je opracować w bardziej szczegółowej formie statystycznej i podać do publicznej wiadomości. Byłoby to korzystne dla umacniania w Kościele kultury przejrzystości i stanowiłoby dowód na to, że nasza wspólnota rzeczywiście się oczyszcza.

Czy przełomem w Kościele jest fakt, że papież zawiesił kard. George’a Pella – w tej chwili najwyższego rangą duchownego oskarżonego o ukrywanie przypadków pedofilii?

Obecnie jesteśmy świadkami zmiany paradygmatu z kultury dyskrecji – na kulturę przejrzystości. To się dokonuje dzięki mediom. Nie ma co się na to w Kościele zżymać, trzeba uznać przejrzystość za wartość. Bo to jest wartość! I to wartość ewangeliczna. Nie ma oczyszczenia i jego błogosławionych skutków bez przejrzystości.

Wartością jest fakt, że nikt – bez względu na zajmowane stanowisko – nie może się czuć wyjęty spod prawa odpowiedzialności za to, co robi. Z drugiej strony wartością jest także to, że kard. Pell sam poddał się procedurom prześwietlenia. Dla mnie ważnym sygnałem, że ktoś może być niewinny, jest to, że współpracuje z wymiarem sprawiedliwości. Zachowanie kard. Pella przyjąłem zatem z ulgą. ©℗

O. ADAM ŻAK jest jezuitą, znawcą filozofii dialogu, w latach 1996–2002 był prowincjałem Prowincji Polski Południowej Towarzystwa Jezusowego, od 2003 do 2012 r. doradzał generałowi jezuitów w sprawach Europy Środkowej i Wschodniej. Od czerwca 2013 r. jest koordynatorem Episkopatu ds. ochrony dzieci i młodzieży.


ogłoszenie społeczne

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Kierownik działu Wiara w „Tygodniku Powszechnym”. Ur. 1966 r., absolwent Wydziału Mechanicznego AGH, studiował filozofię na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie i teologię w Kolegium...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zastanawiam się, czy wszystkie poczynania KK w kwestii pedofilii wśród osób konsekrowanych to tylko półśrodki? Z moich obserwacji wynika, że w szeregach kapłanów jest wielu socjopatów - efekt chybionej formacji duchowej w zakonach i seminariach, wcześniej - wychowania w bigoteryjnym środowisku parafialnym. Pozwalam sobie zacytować informację nt. tychże znalezioną w internecie: "Zachowania, które przejawia socjopata są to nabyte umiejętności, więc skoro się ich nauczył, mógłby również się oduczyć. Problemem jednak jest to, że socjopatom jest w życiu wygodniej, dlatego nie widzą sensu korygowania swojego zachowania czy osobowości. Zdolności manipulacyjne, niemożność zaangażowania się w bliższe relacje z ludźmi, traktowanie ich w sposób przedmiotowy oraz skłonności narcystyczne to cechy, które najczęściej znajdziemy w zachowaniu socjopaty." W moim prowincjonalnym podkrakowskim kościele już drugi z kolei proboszcz to socjopata.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]