Reklama

Pochwała gry zespołowej

Pochwała gry zespołowej

11.07.2016
Czyta się kilka minut
Tak podsumujemy to wszystko, z ulgą konstatując, że można mówić o piłce nożnej nie jako o dyscyplinie, w której wszystko zależy od tych największych i najsłynniejszych.
FOT. AFP PHOTO / FRANCK FIFE / EASTNEWS
P

Pochwała gry zespołowej – tak można by to wszystko podsumować, nie dając sobie narzucić narracji o nudnym finale godnym nudnego turnieju, w którym – w związku z powiększeniem liczby występujących zespołów z 16 do 24 rozegrano stanowczo zbyt wiele meczów (nieprawda: być może gdyby nie to powiększenie nie zobaczylibyśmy na turnieju tych, którzy zarówno na boisku, jak na trybunach dali mu tak wiele – Islandczyków albo np. Irlandczyków z Północy i południa). Nie ulegając opowieściom o zmęczeniu tych najlepszych zawodników zbyt długim sezonem, nie narzekając na zbyt defensywny styl gry i związaną z tym niewielką liczbę bramek. Nie marudząc, że Portugalczycy w ciągu całego turnieju wygrali zaledwie raz, a poza tym remisowali i – tak jak z Polską – rozstrzygali o ostatecznym sukcesie w dogrywce i w rzutach karnych. Zauważając przede wszystkim to, jaki wpływ na przebieg finału miało zdarzenie niemalże z porządku pozafutbolowego.

Cristiano Ronaldo, którego przyzwyczailiśmy się przez tyle lat traktować jak maszynę do strzelania bramek (zdobywał po pięćdziesiąt goli w trakcie sześciu ostatnich sezonów), i którego postawa w meczu półfinałowym z Walijczykami przesądziła o tym, że Portugalia zaszła aż tak daleko, w siedemnastej minucie meczu finałowego zderzył się z Dimitri Payetem i po kilkuminutowych próbach kontynuowania gry musiał się poddać. Ronaldo, nazywany – z racji obsesyjnego niemal dbania o swoje ciało, kondycję, dietę itd. – cyborgiem czy humanoidem; Ronaldo, dla którego to spotkanie miało być ostatnim etapem marszu po Złotą Piłkę, przyznawaną najlepszemu piłkarzowi świata, ze łzami w oczach opuścił boisko zanim mecz zdążył na dobre się rozkręcić. I, o paradoksie, bynajmniej nie podcięło to skrzydeł Portugalczykom, ba: można było odnieść wrażenie, że w momencie zejścia portugalskiej megagwiazdy to z Francuzów zeszło powietrze. Owszem: szarpał aktywny Moussa Sissoko, owszem: próbował uderzać głową wyjątkowo zresztą niski jak na piłkarza Griezmann, owszem: rezerwowy Gignac trafił w słupek już w 92. minucie, ale były to nieliczne momenty, w których Portugalczycy tracili kontrolę nad meczem.

FOT.  AFP PHOTO / MARTIN BUREAU / EASTNEWS
FOT. AFP PHOTO / MARTIN BUREAU / EASTNEWS

Pochwała gry zespołowej – tak więc podsumujemy to wszystko, z ulgą konstatując, że można mówić o piłce nożnej nie jako o dyscyplinie, w której wszystko zależy od tych największych i najsłynniejszych. Ronaldo? Przecież on również naharował się w drodze do finału, poświęcając dla zespołu nawet ulubioną pozycję na boisku, dużo biegając nie tylko po to, by zgubić krycie i znaleźć wolne pole, ale także, by przeszkodzić w rozgrywaniu akcji rywala. Francuz Paul Pogba, który za chwilę ma się stać najdroższym piłkarzem świata? Pozostawał w cieniu o wiele skromniejszego kolegi z reprezentacji, Antoine Griezmanna, i tylu innych: Moussy Sissoko w finale, tak jak w fazie grupowej Dimitri Payeta. Walijczyk Gareth Bale? Polak Robert Lewandowski? Ich również powinniśmy oceniać przez pryzmat tego, ile poświęcili dla drużyny.

Wygrywa zespół. Ciężko pracujący, świetnie zorganizowany, wyjątkowo trudny do ogrania – z pewnym bramkarzem, tyleż znakomitą, co irytującą (Pepe!) parą stoperów, trudnym do sforsowania środkiem pola. I z trenerem, który świetnie wie o tym, że niezbędną częścią zespołu są również rezerwowi.

Mistrzostwo Europy Portugalii dał wprowadzony w końcówce meczu Eder, ale nie zawiedli także inni zmiennicy – szarpiący na skrzydle Quaresma i wprowadzający wiele spokoju w drugiej linii Moutinho. W sumie: fajny morał, nieprawdaż?

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz, redaktor wydań specjalnych i publicysta działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w pisaniu o piłce nożnej i o stosunkach polsko-żydowskich. W redakcji od...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Portugalia w drodze do finału nie była drużyną, grała miejscami wręcz kompromitująco. Ronaldo musiał cofać się do obrony, bo bez jego pomocy ta formacja np. w meczu z Węgrami praktycznie nie istniała, mieli farta, trafili na łatwiejszą drabinkę, "ślizgali" się niemiłosiernie. Francuzi wyciągnęli niby właściwy wniosek, załatwić Ronaldo a będzie po Portugalii, ale nie wzięli pod uwagę ludzkiego instynktu wspólnoty. Portugalczycy wpadli w "sportowy gniew" i bez Ronaldo wspięli się na wyżyny, i dobrze! Polacy ulegli tylko Mistrzom Europy :)))
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]