Ostatnie słowo historii

Wielkie nieszczęścia dotykające ludzkość mają zdolność pobudzić wierzących w Boga do puszczania wodzów apokaliptycznej wyobraźni. Tak stało się po wydarzeniach 11 września oraz tsunami, jakie nawiedziło Tajlandię w 2004 r. Kaznodzieja ze słynnego Bible Belt - biblijnego pasa fundamentalistów chrześcijańskich amerykańskiego Południa, wygłosił kazanie radiowe, wykazując wszystkie ewidentne znaki czasów ostatecznych. Globalne ocieplenie, terror, polaryzacja rasowa, emancypacja kobiet, nadużywanie alkoholu i narkotyków, Unia Europejska z centralnym komputerem rządzącym światem zainstalowanym w Brukseli, wyuzdanie seksualne, aborcja i rozwody. Po nagraniu kazania odjechał sportowym audi na swoją hacjendę, by tam rozkoszować się widokiem Zatoki Meksykańskiej. Siedząc na werandzie, nalał sobie duży kieliszek wina Château Margaux rocznik 1970 i westchnął: "Życie jest piękne!".
Czyta się kilka minut

To historyjka zmyślona, ale mogę się założyć, że jest bardzo prawdopodobna. W Ewangeliach znajdujemy całkiem sporo materiału apokaliptycznego, zdolnego pobudzić wodze ludzkiej fantazji wokół kwestii ostatecznych. Chętnie więc wypatrujemy owych znaków, szukając "wielkiego ucisku, zaćmień słońca i księżyca, spadających gwiazd i wstrząśniętych mocy ziemskich władców". Czy jednak sednem przesłania Mistrza z Nazaretu było roztoczenie przed nami obrazu czasów ostatecznych i zaproszenie do prób rozszyfrowania znaków zapowiadających nadejście Sądu Ostatecznego? Powiem prościej. Czy intencją Jezusa było straszenie ludzi Sądem Ostatecznym i gniewem Boga, czy raczej obudzenie w nas pragnienia zbawienia?

U św. Marka czytamy: "Wtedy pośle On aniołów i zbierze swoich wybranych z czterech stron świata, od krańca ziemi aż do szczytu nieba". Bóg rzeczywiście jest kresem wszystkiego. Końcem naszej przyszłości, początkiem i końcem tego świata. Nie trzeba jednak z tego wyciągać wniosku, jakoby Bogu zależało na unicestwieniu kogokolwiek. Bóg, który jest przyjacielem człowieka, Bóg święty i sprawiedliwy, Bóg życia a nie śmierci, nie objawia się, aby unicestwić człowieka. Dzień sądu nad ludzką historią, będzie dniem konfrontacji historii ludzkiej i historii Boga. Będzie to dzień zebrania wszystkich uczniów Jezusa, a przecież to my mamy czynić Jego uczniami wszystkich ludzi. Będzie to więc dzień zebrania wszystkich, którzy dzisiaj są podzieleni. Dzień ostatecznego zjednoczenia wszystkich ludzi, przychodzących pod krzyż Jezusa z północy i południa, ze wschodu i zachodu, z lewicy i prawicy, z chrześcijaństwa i innych dróg człowieczych.

Nie powinniśmy popełniać błędu niektórych fundamentalistów chrześcijańskich, czytając apokaliptyczne teksty dosłownie. Ale nie powinniśmy też tych mów traktować jedynie jako poezji o Armagedonie. Ostatnie Słowa Biblii to "Marana Tha" i "Amen: Przyjdź Panie Jezu!". Niech się stanie. Jest to słowo miłości, słowo tęsknoty. To słowo pożądania zbawienia, a nie słowo lęku wobec świata i Boga. Tym żyjmy, ciesząc się również tym, co niesie życie doczesne.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru TP 46/2009