Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Nowe oblicze strachu

Nowe oblicze strachu

18.02.2016
Czyta się kilka minut
Odwracacie oczy od krwawej jatki w Syrii? Może więc spójrzcie na jej przyczyny i skutki? I zacznijcie się bać.
Fot: Rohan Kelly, Australia, 2015/Daily Telegraph
T

Tylko dwa nagrodzone fotoreportaże i jedno zdjęcie pojedyncze dotyczą bezpośrednio wojny – to rzecz, która na World Press Photo właściwie się nie zdarzała. Przywykliśmy już do tego, że konkurs ten karmi nas krwawymi obrazami z konfliktów rozgrywających się na ziemi. Złośliwi nazywali go nawet War Press Photo i zarzucali mu, że kreuje obraz świata wypaczony, pełen przemocy i zła. W tym roku jurorzy zmienili strategię. Jakby nauczeni ogólną obojętnością na syryjską hekatombę zaproponowali nam wybór, którym zdają się mówić: nie chcecie patrzeć na wojnę? To popatrzcie na jej przyczyny i skutki. I zacznijcie się bać, bo to dotyczy nas wszystkich.

Wojenne fotoreportaże nagrodzone w tym roku dotyczą Syrii. A właściwie jednego syryjskiego miasta – Doumy. Dwóch pracujących tam fotografów opowiedziało uzupełniające się historie. Jeden z nich, Sameer Al-Doumy relacjonuje ataki rakietowe prowadzone na to miasto. Drugi, Abd Doumany fotografuje ich najbardziej bezbronne ofiary czyli dzieci. To przerażające, ociekające krwią  i grozą materiały, za pomocą których fotografowie i jury realizują jedną z podstawowych misji fotograficznego dziennikarstwa – zmuszają do patrzenia. Stosy martwych dzieci w mieście Douma wryją się w pamięć każdego, kto odważy się na te zdjęcia spojrzeć. Odwrócimy od nich wzrok. I o to właśnie chodzi jurorom. Bo tegoroczny wybór ma wyraźnie zaznaczoną intencję, której prędzej czy później każdy musi się poddać.

Motywem wiodącym w tej edycji konkursu jest oczywiście temat uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, którzy wszelkimi sposobami próbują się dostać do Europy. To ich drodze i ich dramatowi poświęconych jest kilka materiałów nagrodzonych w tym roku. To także zdjęcie zawiniętego w becik dziecka podawanego sobie nocą z rąk do rąk przez zwoje kolczastego drutu zostało uznane najlepszym obrazem minionego roku. Wykonał je australijski fotograf Warren Richardson, który latem dokumentował wydarzenia na serbsko-węgierskiej granicy. Jest w tym zdjęciu bezbronność dziecka skontrastowana z brutalnością realiów, w których przyjdzie mu żyć. Ta fotografia odbiera argumenty tym, który krzyczą o hordach islamskich fundamentalistów szturmujących europejskie granice. Nie zamyka jednak dyskusji na temat losu tych, którzy do Europy się dostają i tych, którzy już tu są.

Tegoroczne World Press Photo opowiada jednak także o innych przyczynach wojen. Często niebezpośrednio, alegorycznie, i w drugim, a nawet trzecim planie. Tego wątku można się doszukiwać w zdjęciach poświęconych nierównościom społecznym (Sebastián Liste z Rio de Janeiro) a nawet sielskim fotoreportażu Daniela Berehulaka o komercyjnych badaniach poszukiwawczych prowadzonych przez rządy Chile, Chin i Rosji w Arktyce. Rozbawieni polarnicy w kolorowych kombinezonach są przecież forpocztą w wielkim wyścigu po surowce jaki prowadzą największe mocarstwa świata. Czym takie wyścigi się kończą widzieliśmy choćby w Iraku.

Zdjęciem podsumowującym doskonale tegoroczny wybór jest natomiast fotografia Rohana Kelly’ego wykonana na plaży w… Sydney. Przedstawia złowrogie, ciemne chmury ciągnące zwartą ścianą od strony morza. Na pierwszym planie, na plażowym ręczniku leży kobieta i beztrosko robi sobie kolejne selfie. Zagrożenie nadchodzi, jest realne. Jesteśmy po prostu zbyt zajęci sobą, by zwrócić na nie uwagę.

Galeria zdjęć

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Smutne to wszystko, lecz niestety nie zaskakujące. Media koncentrują się przede wszystkim na aspektach politycznych konfliktu syryjskiego, jedynie raz lub dwa (tyle zauważyłem) padła wzmianka o kontekście ekologicznym tejże wojny (susza/ wyjałowienie gleby, a co za tym idzie poważne ograniczenie możliwości egzystencji). Syrię, jako pole konfliktu w tym kontekście, przewidział Harald Welzer w "Wojnach klimatycznych" (2008, wyd. polskie 2010). Nie jest istotne, czy wierzymy w efekt cieplarniany, czy przyjmujemy tezę o naturalnej cykliczności zmian klimatycznych - klimat się zmienia, a skutki odczują wszyscy. Migracja LUDZI (nie: muzułmanów/chrześcijan/Afgańczyków/..."innych") spowodowana niemożnością egzystowania na ojczystej ziemi, jest i będzie rzeczywistością, której wszyscy doświadczymy i doświadczać będziemy, niezależnie od siły protestów osób dla których jest/ będzie to nie do zaakceptowania.

nie selfie tylko czyta Springera albo Pudelka. A chmury są w hdr albo w fotoszopie.

A serio, różnica w natężeniu światła między jasnym niebem z tyłu a spodem cumulonimbusa nie wymaga dodatkowego podkręcania w edytorze.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]