No nie!

W uchwalonej przez Sejm ustawie podatkowej znalazła się decyzja, której sensu zrozumieć nie sposób. Mam na myśli drastyczne ograniczenie ulgi związanej z darowiznami. Dotąd była to możliwość odliczenia od dochodu dziesięciu lub piętnastu procent, gdy je płatnik przeznaczał (w sposób dający się udowodnić) na cele społeczne, w tym charytatywne. Obecnie, według pierwszych informacji, kwota darowizn zwolniona od podatku nie może przekroczyć... 350 PLN (słownie trzystu pięćdziesięciu złotych polskich rocznie). Żeby zaś było jeszcze bardziej dziwnie i niezrozumiale, w zapisie tym ma figurować wyjątek: dalej pozostaje dziesięć procent dochodu zwolnione od podatku, jeśli darowizna przeznaczana jest na cele kultu religijnego...
Czyta się kilka minut

Zdaję sobie sprawę, że dotykam problemu niesłychanie delikatnego. Bo dlaczegóżbym nie miała ze wszystkimi ludźmi dobrej woli ucieszyć się, że Kościół został tu oszczędzony i będzie mógł być wspomagany równie hojnie jak dotychczas? Sęk w tym, że tylko na pozór jest to decyzja przyjazna i obiecująca kościelnym instytucjom charytatywnym i pomocowym nie zagrożoną egzystencję. A naprawdę wpycha ona Kościół bez jego woli na pozycję bardzo, ale to bardzo niedobrą. Stawia go w sytuacji wątpliwego uprzywilejowania.

Co bowiem oznacza owa restrykcja sejmowa w odniesieniu do ofiarodawców? Że oczekuje się od nich teraz najwyższego stopnia bezinteresowności, którego oczywiście wszyscy w takim stopniu nie wykażą, albo nie potrafiąc, albo zwyczajnie nie będąc w stanie, albo i - to ludzkie przecież - nie chcąc. Ale - sugeruje ustawodawca - w odniesieniu do Kościoła możecie być hojni z korzyścią dla siebie, możecie okazać wielkoduszność, która się opłaca i wam. Dlaczego niby? Miałżeby ustawodawca Kościół chcieć z jakiegoś powodu protegować? Bardzo wątpliwe.

Nadto z decyzji tej wynika, pośrednio, ale bardzo jaskrawo, zróżnicowanie wartości dzieł pomocowych. Jedne zasługują na względy państwa, inne - już nie. Tych innych jest cały legion. Ustawodawca zademonstrował, że nie obchodzi go zmniejszenie się wsparcia nawet dla PCK, nawet dla Polskiej Akcji Humanitarnej, nawet dla Monaru czy tym bardziej dla setek fundacji ratujących zdrowie i życie dzieciom dotkniętym niepełnosprawnością, ludziom zepchniętym na marginesy egzystencji, najnieszczęśliwszym, wykluczonym. Już nie mówię o fundacjach oświatowych, wspomagających szkoły czy uczących zawodu. One wszystkie staną teraz w nowej sytuacji, o wiele trudniejszej. Dlaczego? Ustawodawca zdaje się mówić: bo nie są tak ważne, jak te z szyldem kościelnym. I to jest najgorsza przysługa, jaką wielkiej pracy Kościoła można było wyrządzić. A z punktu widzenia ludzi, którym służą wszystkie uczciwe organizacje pomocy, jest to niczym nie uzasadniona demonstracja nihilizmu.

Sejmowa decyzja to nie jest jeszcze decyzja ostateczna i wiążąca. Mam nadzieję, że coś tu zasadniczo się zmieni. Wszystkie uwagi i sprostowania w tej mierze obiecuję upowszechnić.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 44/2003