Nim odwiedzę Besarabię

Ze smutkiem przeczytałem esej o Mołdawii pana Andrzeja Stasiuka (“Moldova", “TP" nr 2 i 3/04). Nigdy nie byłem w postsowieckiej części Mołdawii i nie wiedziałem, że może tam być - i jest - tak źle. Bywałem za to w Rumunii i znam język rumuński, którym i w Mołdawii się mówi, pozwolę więc sobie na dwa sprostowania i optymistyczną puentę.
Czyta się kilka minut

Co do legendy o Mołdawianinie, który zaspał: nacji mołdawskiej nie ma. Mołdawianin to Rumun, tak jak np. Krakus czy Poznaniak są Polakami. Może podana wersja legendy została wypaczona przez mołdawskich Rosjan? W opowiadaniu rumuńskiego klasyka XX w., Mihaila Sadoveanu, “Baltagul", co znaczy ciupaga (1930; w polskim przekładzie Rajmunda Floransa z 1961 r. tytuł brzmi “Zaginiony") jest za to przekazana ludowa gadka o: Cyganach, Żydach, Węgrach, Turkach, Serbach, Rusinach i... góralach, czytaj: góralach rumuńskich. W polskim przekładzie opuszczono zdanie o Rusinach, którym Pan Bóg przeznaczył rolę “największych pijaków oraz dziadów żebrzących po jarmarkach". Zdanie to, co ciekawe, zachowało się w wydaniu rumuńskim z 1969 r. (“epoka Geniusza Karpat" - Nicolae Ceausescu).

W tekście podano informację, że Mołdawię po aneksji przez Rosję w 1812 r., nazwano Besarabią. Tymczasem historyczna Mołdawia to kraina od Karpat do Dniestru, a Besarabia - od Prutu do Dniestru i to ona jest częścią Mołdawii historycznej. Nazwa Besarabia (rum. Bas(s)sarabia) jest rumuńska pochodzenia tureckiego i istniała już w XIV w.

I optymistyczna puenta. W październiku 2003 r. przebywałem w Uniwersytecie Paryż-XIII, w Pracowni Lingwistyki Komputerowej. Obroniła tam wtedy wspaniałą pracę doktorską piękna pani z Kiszyniowa (rum. Chisinau) o rosyjskim imieniu a rumuńskim nazwisku. Mówiła literacką rumuńszczyzną i takoż po francusku, choć nigdy we Francji dłużej nie mieszkała. Z doskoku pojawiała się u paryskiego promotora, a dwa dni po obronie wsiadła w autobus do Kiszyniowa (od pół roku są takie połączenia). Rozmowa z panią doktor w obu językach była rozkoszą. Odtąd myślę o odwiedzeniu Besarabii, czyli według terminologii politycznej: Republiki Mołdawii, i zazdroszczę panu Stasiukowi.

JACEK PLECIŃSKI (Poznań/Toruń)

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 05/2004