Reklama

Mur kontra Stocznia

Mur kontra Stocznia

10.11.2009
Czyta się kilka minut
Wczoraj Europa świętowała rocznicę końca komunizmu. Dlaczego Mur Berliński wygrywa z polskim 4 czerwca ’89? Zdjęcia rozbijania i demontażu Muru są - na naszą niekorzyść - bez porównania lepszą demonstracją triumfu wolności niż zdjęcia z wyborów 4 czerwca. Czy możemy - i czy musimy - coś z tym robić?
Mur berlinski, listopad 1989 r. /fot. Robert Maass / Corbis
Z

Zaczęło się w Polsce. W tym roku polskie instytucje państwowe, organizacje społeczne oraz media zrobiły naprawdę dużo, aby  wielu Europejczykom, w tym Niemcom, przypomnieć, iż wielka europejska przemiana w 1989 r. i trwałe, pokojowe odejście od komunizmu rozpoczęło się od szybkich zmian w Polsce, które symbolizują Solidarność,  wybory 4 czerwca i powołanie pierwszego w krajach imperium radzieckiego rządu niekomunistycznego Tadeusza Mazowieckiego. Bez tych wydarzeń - o czym zresztą przypominał wiele tygodni Berlińczykom gigantyczny plakat z napisem "Zaczęło się w Polsce" na alei Unter den Linden - nie byłoby zburzenia Muru Berlińskiego oraz zjednoczenia Niemiec.

Musimy się jednak przyzwyczaić do faktu, że upadek Muru, dokładnie 20 lat temu, wieczorem 9 listopada 1989, jest i będzie głównym symbolem rozkładu komunizmu. Dla wielu Polaków to przykre, irytujące, wręcz nie do przyjęcia, ale tak po prostu jest, a naszym wspólnym, narodowym zadaniem jest cierpliwie prezentowanie Europie polskiej "narracji  pamięci".

***

Przyczyny, dla których to Berlin, a nie Warszawa, są symbolem upadku systemu realnego komunizmu w stylu sowieckim, są różne. Z pewnością nowe, post-zimnowojenne Niemcy wiele zrobiły, aby utrwalić wizerunek, że praźródłem zjednoczenia obu państw niemieckich jest pokojowa, demokratyczna rewolucja w NRD, a nie - jak podczas pierwszego zjednoczenia państw niemieckich w XIX wieku - wojny rozpętywane przez Berlin. Obywatele NRD wyszli na ulice żądać najpierw reformy skostniałego NRD, potem swobody podróżowania do siostrzanej RFN, następnie zaczęli się domagać wolności i demokracji, wreszcie okrzykiem zawołania demonstracji antyrządowych stało się "zjednoczenie" - "Jesteśmy jednym narodem - Wir sind ein Volk".

Inną przyczyną traktowania upadku Muru w Berlinie jako centralnego wydarzenia Jesieni Ludów 1989, jest niezwykle mocny "fotograficzny" i "telewizyjny" przekaz tego jednostkowego wydarzenia. Oto tysiące ludzi, w nienaturalny sposób zamkniętych w państwie wschodnioniemieckim, ruszają na przejścia graniczne i burzą równie nienaturalną granicę państwa i systemu, przebiegającą od lat w poprzek ich miasta-stolicy, w poprzek ich kraju i w poprzek ich społeczeństwa. Późniejsze zdjęcia rozbijania i demontażu Muru są - na naszą niekorzyść - lepszą demonstracją triumfu wolności niż zdjęcia z wyborów 4 czerwca 1989 r.  Media zachodnioniemieckie i światowe w ogóle, i trudno się dziwić, uczyniły z 9 listopada moment kluczowy roku 1989, choć równie istotne były wydarzenia w Gdańsku, Warszawie czy Budapeszcie.

***

Ale najważniejszym powodem "specjalnego" traktowania upadku Muru Berlińskiego w światowej pamięci historycznej jest kluczowe miejsce, jakie podział Niemiec zajmował w polityce globalnej po pokonaniu III Rzeszy. Autentyczna zimna wojna rozpoczęła się właśnie w Berlinie, wraz z sowiecką blokadą Berlina Zachodniego i powstaniem dwu skrajnie odmiennych państw niemieckich. To istnienie RFN i NRD ilustrowało światu, na czym polega różnica i starcie kapitalizmu z komunizmem. Zaś upadek Muru i przyłączenie NRD do Zachodnich Niemiec oraz zachodniego sojuszu były prawdziwym końcem dominacji radzieckiej w Środkowej Europie i końcem epoki Jałty i Poczdamu. Wiem, że to nas zaboli, ale dopiero po przełomie w Niemczech i po zgłoszeniu przez Helmuta Kohla w końcu listopada 1989 r. - bez konsultacji z Moskwą, Paryżem i Londynem a nawet własnym szefem MSZ, ale za zgodą Waszyngtonu - 10-punktowego planu zjednoczenia Niemiec, stało się oczywiste, że przemiany w Europie Środkowej i Wschodniej, także w Polsce, stały się trwałe i nieodwracalne. Doskonale rozumiały to elity Solidarności w 1989 r. Lech Wałęsa, Tadeusz Mazowiecki czy Bronisław Geremek zgodnie podkreślali, że Polska przesuwa się na Zachód dzięki likwidacji NRD. Gdyby nie załamał się reżim Honeckera, polskie przemiany mogły najwyżej doprowadzić do jakiejś formy finlandyzacji Polski, z większym czy mniejszym marginesem swobody wewnętrznej, ale przecież przy zachowaniu moskiewskiej dominacji strategicznej nad naszym krajem.

***

Skalę tektonicznego wstrząsu po 9 listopada 1989 r. szybko pojęli liderzy Francji i Wielkiej Brytanii, dla których stało się jasne, że  powojenne status quo w Europie autentycznie dożywa swoich dni. Dlatego i Mitterand i Thatcher podjęli otwartą próbę wstrzymania zjednoczenia. W Londynie i Paryżu pojawił się strach przed nową potęgą nad Renem, strach, który miał oparcie w doświadczeniach I i II wojny światowej, i którego nie usunęła 40-letnia era współpracy z prozachodnią Bundesrepubliką Adenauera, Brandta, Schmidta i Kohla. Gorąco polecam właśnie teraz lekturę książki "329 dni" Horsta Teltschika, prawej ręki Kohla w dniach zjednoczenia. Jak pisze Teltschik, Mitterand - bojąc się utraty przewagi nad Niemcami - apelował do Gorbaczowa o blokowanie zjednoczenia, Busha seniora wzywał do zachowania silnej obecności amerykańskiej w Niemczech (przypominam - robił to prezydent niechętnej Ameryce Francji!), a w grudniu 1989 pojechał nawet do NRD i rozmawiał z premierem wschodnioniemieckim Modrowem z postkomunistycznej PDS-SED. Całkiem niedawno w Londynie ujawniono część zapisów o wydarzeniach z jesieni 1989 r. Wynika z nich jasno, że celem brytyjskiej i francuskiej polityki zagranicznej było zachowanie podziału Niemiec. Kiedy zjednoczenie stało się nieuchronne na skutek sprawnej polityki rządu Kohla, poparcia Waszyngtonu oraz ustępstw Moskwy, Londyn i Paryż wstrzymały blokadę połączenia RFN i NRD. Ale szybko wystawili rachunek Niemcom - likwidację niemieckiej marki i głębsze wtopienie nowych Niemiec w układ europejski poprzez Traktat z Maastricht. Zaś kiedy w 1992 r.  Duńczycy odrzucili we referendum ten układ, znowu w Europie Zachodniej zapanował strach, że nie uda się Niemiec wpisać w nowy porządek. Dlatego wymuszono na Danii powtórkę referendum, we Francji i w parlamencie Wielkiej Brytanii traktat przeszedł mikroskopijną większością głosów, ale w końcu zaledwie trzy lata po zjednoczeniu powstała Unia Europejska w miejsce luźniejszej EWG. Likwidacja NRD znacznie ułatwiła Polsce dobijanie się do zachodnich instytucji, choć dalekim echem podziału Niemiec była amerykańska obietnica, dana ponoć Moskwie, że zachodni sojusz NATO nie rozszerzy się poza Odrę. Szczęśliwie, upór Clintona i niemieckiego rządu w latach 90 doprowadził do przełamania i tej bariery oddzielającej nas od Zachodu.

**

My, Polacy, mamy swoje powody, aby ciągle bronić naszej narracji o pierwszeństwie polskiego zrywu wolnościowego nad niemieckim. Obrona tej narracji to zobowiązanie dla kolejnych rządów, prezydentów, kolejnych pokoleń. Jednak przy okazji rocznicy upadku Muru Berlińskiego powinniśmy także poczuć atmosferę święta - zjednoczenie Niemiec zaczęło się przecież w Polsce, dzięki naszej ofensywie historyczno-politycznej elity niemieckie o tym pamiętają, a ponadto rozerwanie muru w Berlinie i stalowej kurtyny na granicy niemiecko-niemieckiej wyciągnęło nas trwale z orbity moskiewskiej.

Upadek Muru zaczął się w Polsce.

JACEK STAWISKI jest komentatorem TVN24, stale współpracuje z "Tygodnikiem Powszechnym"

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]