Reklama

Miłość na scenie

Miłość na scenie

23.11.2015
Czyta się kilka minut
Przebiegam myślami spektakle, które dane mi było reżyserować, i przypominam sobie sceny cielesnej miłości.
Jan Klata
W

W sobotę rano jedno z pięciu setek dziatwy wczesnonastoletniej wypełniającej swą dynamiczną obecnością widownię Starego Teatru w ramach zajęć Uniwersytetu Dzieci zadało mi pytanie, jakim dzieci rozdzierają powierzchowność rzeczywistości: „Proszę pana, jak pokazać miłość na scenie?”.

Cała Polska, od wicepremiera w dół, zadaje sobie ostatnimi czasy to pytanie, ale w sposób, który niekoniecznie wnosi coś poza wzmaganiem wzajemnej nienawiści maksymalnie spolaryzowanych obozów. Równo dwa lata temu subtelność mediów wyrażała się cięciem dziennikarską brzytwą Ockhama: „Dobrze, dobrze, panie dyrektorze, ale kopulowali czy nie kopulowali? Tak czy nie? Proszę naszym widzom odpowiedzieć na pytanie! Kopulowali czy nie kopulowali?!”. Odpowiedź, że oczywiście nie, zwłaszcza nieco bardziej rozwinięta, nie satysfakcjonowała przedstawicieli czwartej władzy.
Czwarta władza teraz wreszcie...

2771

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

„Prowokacja! Pornografia! Wolność sztuki! Nie za publiczne pieniądze! Wielcy Artyści!” – słyszymy różne głosy, po szumie jaki zrobił się w związku ze „Śmiercią i dziewczyną”. Rozgorzała dyskusja, czy minister może ingerować w „wolność artystycznej wypowiedzi”. Dla mnie najbardziej zastanawiające jest, dlaczego nie rozgorzała dyskusja o godności człowieka i w tym kontekście kondycji sztuki. W mojej ocenie cała wrzawa sprowadza się tak naprawdę do tych dwóch kwestii. Godność człowieka Współczesna cywilizacja Zachodu, w centrum swoich wszystkich idei, stawia ideę niezbywalnej godności człowieka. W dużym skrócie, każdy człowiek posiada ją od urodzenia i wynikają z niej wszystkie prawa człowieka. Wystarczy zacytować naszą konstytucję (art. 30) „Przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych.” oraz cytat z artykułu 31, punkt 3 „Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.”. Podobne zapisy obecne są w innych deklaracjach praw człowieka. Powstaje pytanie, skąd godność człowieka bierze swoje źródło? Jednym z najważniejszych poglądów na ten temat wyraża filozofia chrześcijańska, wskazując na Boga jako, źródło godności człowieka, dlatego, że człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo tegoż Boga. Szczególnie ważnym elementem jest tzw. Nowe Przymierze, w którym Bóg wcielił się w człowieka, przez co uświęcił wszystkich ludzi. Wszyscy(współcześni, oświeceni Obywatele Świata) natomiast wiemy, że jest to przestarzały pogląd, wyznawany tylko przez ludzi ciemnych i zakompleksionych, gdyż „Bóg umarł”. Teraz wiadomo, że człowiek ma godność, tylko dlatego, że tak się umówiliśmy w ramach umowy społecznej. Z tego względu godność człowieka jest pojęciem relatywnym, które można definiować w sposób dowolny. Rola sztuki W historii sztuki, wszelkie próby jej zdefiniowania, okazały się nietrafione. Jesteśmy w takim momencie historii, gdzie wszystko może być sztuką. Penis w teatrze, aktor spełniający się na widownię, czy choćby performance, w którym na rynku pali się kukłę Żyda. Powstaje kolejne pytanie, o co chodzi w sztuce, po co ona jest? Większość osób związanych z szeroko pojętą sztuką, mówi, że sztuka jest po to, żeby „coś” pokazać. Taka odpowiedź nie jest oczywiście satysfakcjonująca, bo co to jest to „coś” i jak to pokazać? Przejdźmy do formy teatralnej. W skrócie można powiedzieć, że idąc do teatru umawiamy się, że to wszystko jest „na niby”. To, co i jak, pokazuje się w ramach tej formy, zależy tylko od decyzji osób tworzących spektakl. W przypadku wrocławskiego spektaklu widzimy, że reżyser w ramach swój artystycznej wizji, chce pokazać miłość(seks?,relacje?) z innej perspektywy. W tym celu wychodzi poza formę teatralną, w co najmniej dwóch wymiarach. Pierwszym jest wymiar marketingowy. Do wiadomości publicznej dochodzi informacja, że na deskach teatru, za publiczne pieniądze, będzie wystawiana pornografia. Jak się później okazuje, reżyserka postanowiła wyjść poza formę teatralną i zrobić swego rodzaju happening. Szum w mediach i postawa organów państwa pokazała, że cała akcja odniosła sukces marketingowy. Nasuwa mi się pytanie, czy można postawić znak równości, między wartością marketingową, a wartością artystyczną? Nie odpowiem na to pytanie, bo nie widziałem spektaklu, śmiem jednak twierdzić, że wychodząc poza konwencję teatralną, aktorka artystycznie strzeliła sobie w kolano. Pornografia niby była, niby jej nie było, ale w mojej ocenie sam pomysł, by spowodować całą tę szopkę i wprowadzić do formy teatralnej element wykraczający poza odgrywanie, jest żałosny. By zilustrować, co mam na myśli posłużę się analogią. Wyobraźmy sobie reżysera, który pragnie pokazać w teatrze, że człowiek jest istotą śmiertelną, która umiera i cały proces umierania pozbawia człowieka godności. W tym celu owy reżyser dogaduje się z grupą chorych osób, które chcą wykonać zabieg eutanazji. Zabieg ten zostaje wykonany na scenie, a następnie truposz służy za scenografię oraz za rekwizyt lądując na koniec w koszu na śmieci. Przyjmując rozumowanie wielkich współczesnych artystów, takich jak autorka spektaklu, nie dzieje się nic złego, gdyż wszyscy zainteresowani wyrażają na to zgodę, tzn. osoby uśmiercane wyrażają chęci, by odbyło się to na scenie. Jest oczywiście druga strona medalu, która uwzględnia konsekwencje społeczne, takiego eksperymentu artystycznego. Czy w takim wypadku nie ucierpi nasza umowa społeczna, przyjmująca godność człowieka jako nadrzędne „źródło wolności i praw człowieka”? Czy autor nie osiągnął celu przeciwnego do zamierzonego? W przypadku wrocławskiego spektaklu, można powiedzieć, że w końcu nie wiadomo, czy był stosunek, czy go nie było(różne są relacje po spektaklu). Jeśli był, to czy uznajemy, że „aktorzy” zostali pozbawieni godności, czy nie? Pisze „aktorzy”, ponieważ trudno mówić o odgrywaniu, w sytuacji tak naturalistycznej. Poza tym kiedyś ktoś napisał, że „świat jest teatrem, aktorami ludzie”, co stawia każdego człowieka w jakiejś roli i nie robi to różnicy, czy człowiek jest pozbawiany godności na ulicy, czy na deskach teatru. Jeśli stosunku nie było, to wychodzi, na to, że mogła być to po prostu prowokacja. Tylko, w jaki sposób ta prowokacja została zapamiętana w świadomości społecznej? Może być tak, że dla wielu osób, „w teatrze polskim się ruchajo”, co będzie przykładem, że wszystko wolno. W takim przypadku, całe wydarzenie artystyczne(spektakl i zabiegi marketingowe) wpływają negatywnie na fundamentalne zasady współżycia społecznego. Rola państwa Rolą państwa, w uproszczeniu sprowadza się do koordynowania wolności obywateli. W dużej mierze wolności te są opisane w dokumentach prawnych państwa, np. Konstytucji. Najważniejsze pytanie jakie się rodzi, to czy państwo powinno wpływać, na procesy odbywające się w społeczeństwie? W końcu, to społeczeństwo decyduje, jakie wartości będzie wyznawać. Czy państwo może wpływać na kształtowanie się światopoglądu społeczeństwa, czy jest to wbrew jego uprawnieniom, nawet gdy nowe wartości mogą mieć dla tego państwa i społeczeństwa charakter destrukcyjny? Pozdrowienia i życzenia Autorce spektaklu życzę sukcesów zawodowych oraz szybkiego rozwoju. Może kiedyś w podręcznikach, przyszłe pokolenia artystów zobaczą jej nazwisko, obok takich osób jak Różewicz, Grotowski, Sofokles i innych wielkich ludzi teatru. Jak powiedziałem, może, bo przezwyciężenie parcia na szkło i skupienie się na prawdziwej sztuce jest zadaniem niezwykle trudnym. Życzę też pozostałym twórcom teatralnym, by z trochę mniejszym zapałem szastali piersiami i jądrami biednych aktorów, bo często ma być fajnie, szokująco, a jest po prostu żałośnie(traktowanie ludzi jak nastolatków). Drodzy Państwo, wybierając nagość i dosłowność, rezygnujecie z subtelności i wyrafinowania, jakie ma do zaoferowania forma teatralna. Może się okazać, że niedługo teatr będzie sztuką tworzoną dla motłochu. Mówiąc motłoch, mam na myśli zarówno ludzi idących na spektakl, by zobaczyć goliznę oraz „znawców”, którzy w swojej nowoczesności stracili granice zdrowego rozsądku.

Jako osoba niewierzącą, ale nie umiem zrozumieć, dlaczego dobrowolny stosunek płciowy miałby pozbawiać kogoś godności? Rozumiem ze to dowód złego smaku, złamania obyczaju może być ( ale tu bardzo wiele zależy od formy i kontekstu i mogę sobie wyobrazić taki sposób pokazania stosunku, ze wręcz przeciwnie, natchnie widzów podziwem i pięknem). Ale ze pozbawia godności? Dlaczego,? Co porównania z pokazywaniem śmierci człowieka. Ale przecież nie mówimy o pokazywaniu śmierci. BTW. Czy w kościele, na każdym kroku, nie doświadczamy właśnie tego widoku - i jest to scena tortur i dobrowolnej ( tak mówią dogmaty wiary) śmierci człowieka ( o którym wierzący wierzą ze jest bogiem). I jakoś nie pozbawia to Jezusa godności, pomimo, ze to też jest i sztuka, i trochę teatr bo wizerunki Chrystusa na krzyżu tylko go udają, przedstawiają, a nie są Nim. Ja rozumiem ze upadek ludzkości trwa juz tyle tysięcy lat, ze sie człowiek może niecierpliwić, ale doprawdy, trochę mniej rozdzierania szat tam gdzie to zbyteczne..

Nie twierdzę, że dobrowolny stosunek pozbawia człowieka godności(nawet w przypadku prostytucji, czy pornografii), tylko mówię, że w dzisiejszych czasach to co pozbawia godności jest w ogólności relatywne. Każdy musi sam w swoim własnym sumieniu o tym zdecydować. Natomiast sprawa ma się inaczej, gdy chodzi o dobro publiczne. Państwo jest zobowiązane dbać o rozwój i stan społeczeństwa. By to osiągnąć, TRZEBA przyjąć jakiś punkt odniesienia. Większość takich punktów odniesienia wywodzi się z filozofii chrześcijańskiej, ale też np. Kant mówiąc o godności twierdził, że człowiek powinien być celem samym w sobie, a nie jedynie środkiem do celu. Pozwalanie, by w miejscu publicznym, za publiczne pieniądze pokazywano aktywności, które sprowadzają seks do roli instrumentu jest nie na miejscu. Uważam, że nie powinna być deprecjonowana rola, jaką pełni on w zdrowym społeczeństwie. W takim wypadku wyjście poza formę teatralną i zatrudnienie osób, które w rozumieniu biologicznym, faktycznie będą odbywać stosunek jest nie na miejscu. Z analogią do śmierci, chodziło mi także o to, że teatr jest właśnie do ODGRYWANIA pewnych scen, a nie ich naturalistycznego "odbywania się". W kościele przy ołtarzu nie wiszą PRAWDZIWE zwłoki, tylko PRZEDSTAWIENIA tych zwłok. Wydaje mi się, że różnica między rzeczywistością, a obrazami rzeczywistości, jest dość oczywista.

Od bardzo wielu lat nad Europą panoszy się stereotyp w którym mordowanie jest OK, sceny przemocy można śmiało pokazywać dzieciom, natomiast pocałunki, pieszczoty to zgroza, ohyda, coś strasznego, niegodnego. Cywilizacja w której zabójstwo bywa chwalebne, a seks traktuje się jako hańbę jest cywilizacją śmierci, a nie życia.

Zgadzam sie z przedmowca - tym bardziej , ze nagosc ma rozne konteksty. W kraju gdzie prawie w kazdym domu , kosciele wisza obrazy lub ikony Matki Boskiej Karmiacej – przeszkadza widok kobiety karmiacej piersia. Pomimo, ze nagosc nam spowszedniala, wciaz sie jej wstydzimy, wrecz boimy sie wlasnej nagosci. Wychowanie katolickie uczy, ze cialo jest grzeszne, dlatego tak czesto kojarzone jest z nieprzyzwoitoscia czy wrecz wulgarnoscia.

Jezus świetnie bawił się na weselu,miał kochajacych i dobrych rodziców, miał ciekawe i treściwe życie, pozwalał bez oporu by nierządnica namaściła go drogimi olejkami, a pełnym cierpienia był wyłącznie jego ostatni dzień życia, potem co? Triumf, zmartwychwstanie i "królewska godność", a jak się go nam przedstawia? Jako wiecznie cierpiącego oderwanego od rzeczywistości cierpiętnika. Jego idee zostały zdeptane i wykorzystane do manipulowania tłumem. Z manicheizmu zaczerpnięto wszystko to co ułatwiało ten paskudny zabieg, a odrzucono to co było godne uwagi i być może słuszne i mamy skutki wielowiekowego szczytu hipokryzji i manipulacji.

Każdy, kto mówi, że jest katolikiem, i jednocześnie twierdzi, że ciało jest złe i grzeszne, jest heretykiem. Taki mały manichejczyk tkwi w każdym katoliku, ze względu na Augustyna z Hippony, który przeszedł z manicheizmu na chrześcijaństwo i został Ojcem Kościóła. "Duch" manicheizmu unosi się nad jego dziełami. Inny sposób widzenia człowieka widzimy już np. u Tomasza z Akwinu, który widzi człowieka całościowo, nie jako ciało i duszę, ale bardziej jako duszę, która spaja materię i tworzy człowieka. Osobną kwestią jest nieudolność i nieuctwo katechetów i ludzi związanych z Kościołem, którzy sami mają blade pojęcie o prawdach swojej wiary. Zmartwychwstanie Chrystusa w pewnej mierze uświęciło Stworzenie, ale nie pozbawiło, go całkowicie grzechu. Twierdzenie, że Stworzenie-materia, ciało jest złe jest bluźnierstwem. Wystarczy powołać się chociażby, na Księgę Rodzaju, w której napisane jest, że Bóg stwarzając widział, że tworzy dobrze. Należy pamiętać, że Bóg ciągle stwarza świat, w każdej chwili. To później grzech wkradł się do świata. Dlaczego Bóg pozwolił na grzech? Who knows...

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]