Milczenie Donalda Tuska

Czasem brak słów mówi więcej niż ich nadmiar. Dawno temu, 3 lutego - w polityce to epoka - Władimir Putin zadzwonił do Donalda Tuska i zaprosił go do Katynia. Odtąd premier nie zabrał głosu w kwestii podstawowej: czego oczekuje po tym spotkaniu?
Czyta się kilka minut

Kilka minut po tamtej rozmowie Kreml - zwykle powściągliwy wobec mediów - poinformował o niej agencje, nie konsultując tego ze stroną polską. Nie dał Tuskowi szansy poinformowania prezydenta Kaczyńskiego. Znając ciąg dalszy, można sądzić, że o to chodziło. Ale, być może, nie tylko o to. Minęły dwa miesiące i można zaryzykować tezę, że ów zabieg wymierzony był także w Tuska: Kreml pozbawił premiera narzędzia, które w dyplomacji stosuje się rutynowo przy mniej ważnych sprawach. Mowa o poufnych konsultacjach merytorycznych, które zwykle poprzedzają spotkania szefów rządów; sonduje się w nich zamiary drugiej strony i rozmawia - np. o tym, co Putin chce powiedzieć, czy zamierza odtajnić rosyjskie śledztwo w sprawie Katynia (to najprostsza rzecz, jaką mógłby zrobić) albo czy rosyjskie sądy muszą traktować zamordowanych jak przestępców. Pytania można mnożyć; wiele padło w niedawnym specjalnym wydaniu "TP", poświęconym zbrodni katyńskiej i temu, czy pojednanie polsko-rosyjskie jest możliwe.

Konsultacje pozwoliłyby polskiemu rządowi wypracować stanowisko - i stawiać warunki. Ale Kreml postawił premiera przed faktem dokonanym - kreując sytuację, która może skończyć się tym, że Tusk będzie musiał żyrować każde postępowanie Putina. Tymczasem jeśli spotkanie w Katyniu sprowadzi się do samej obecności premiera Rosji, bez gestów realnych (a nie pozorowanych), wówczas - uwzględniając kontekst, czyli to, jak sprawa Katynia traktowana jest w Rosji - byłaby to kpina. I z ofiar Katynia, i z polskiego premiera.

Czasem brak słów mówi więcej niż ich nadmiar. Od dwóch miesięcy Tusk nie zabrał głosu w najważniejszej chyba dziś sprawie z politycznej agendy. Co mówi to milczenie?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 14/2010