Milczeć czy dyskutować?

Nie trzeba było wielkiej wyobraźni, by przewidzieć, że prędzej czy później coś takiego się wydarzy i że będzie to polityczna "bomba". Nie wiadomo było tylko, kiedy. A także: co stanie się najpierw. Czy polski batalion w Afganistanie stoczy regularną bitwę z talibami, ponosząc straty? (Kto oglądał film Mela Gibsona "Byliśmy żołnierzami", o pierwszej bitwie Amerykanów z armią północnowietnamską, ten wie, o czym mowa). Czy w Iraku w zamachu zginie już nie jeden-dwóch, ale kilkunastu żołnierzy? Czy też, wreszcie, w czasie walki Polacy zabiją cywilów, może nawet kobiety i dzieci?
Czyta się kilka minut

Nie trzeba było też wielkiego wysiłku, by odpowiednio wcześnie opracować (na szczeblu rządu, MON i parlamentu) procedury postępowania w tak kryzysowej sytuacji, a także założenia polityki informacyjnej. Zwłaszcza że jest się od kogo uczyć: to, co nam długo było oszczędzane, stawało się nieraz udziałem innych krajów, także biorących udział w wojnach w Afganistanie i Iraku (np. Kanady, Niemiec itd.). Nie, nie chodzi o to, by rząd - obojętne, przez kogo tworzony - miał w zanadrzu zestaw propagandowy. W naszym świecie propaganda ma krótkie nogi. A świat ten, dzisiejsza Polska, to kraj demokratyczny, który bierze udział w wojnach, choć większość społeczeństwa z faktem tym się nie godzi i nie jest do końca świadoma jego skutków. Tyle że polityk nie może się obrażać na obywateli, że ich świadomość nie jest dostosowana do zagrożeń i międzynarodowych zobowiązań; Afganistan i Irak są daleko; zresztą niedawno kilka narodów wyrzynało się blisko, w Europie, a reszta kontynentu długo patrzyła na to z obojętnością.

No i stało się: w Afganistanie od polskich kul zginęli cywile. I co zrobili politycy? Zarówno ci po stronie rządowej, jak i ci po stronie opozycji pogrążyli się w wymianie ciosów: z jednej strony histeryczna konferencja prasowa byłych ministrów Komorowskiego i Szmajdzińskiego, z drugiej epitety ("sępy" - minister Szczygło o opozycji) i apel, by w kampanii wyborczej nie dyskutować o Iraku i Afganistanie, bo to zagrozi życiu żołnierzy. Ale minister Szczygło ma rację i nie ma zarazem: owszem, przykłady Hiszpanii (Madryt 2004) czy teraz Niemiec (coraz częściej atakowanych w Afganistanie) pokazują, że przeciwnik umie definiować politycznie najsłabsze "ogniwa" i świadomie w nie uderza. Ale też to, co stało się 16 sierpnia w Afganistanie, dowodzi, że w demokracji nie da się nie dyskutować. Pytanie, jak to robić, nie wciągając tematu w logikę kampanii wyborczej.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 35/2007