Reklama

Ładowanie...

Miałem zostać „wtyką”

Miałem zostać „wtyką”

13.11.2016
Czyta się kilka minut
Ameer Alkhawlany: Powiedzieli, że sam jestem sobie winien.
Fot. Facebook.com / Solidarni z Ameerem
B

BARTOSZ KLIMAS: Jak Pan trafił do Polski?

AMEER ALKHAWLANY: Szukałem studiów dotyczących ochrony środowiska – w Iraku pracowałem w stacji monitorowania zanieczyszczeń. Na UJ znalazłem program, który mnie zainteresował. Rozmowa kwalifikacyjna odbyła się przez Skype’a i zostałem przyjęty. Zacząłem studia na początku października 2014 r., w następnym roku zostałem przyjęty na studia doktoranckie, dostałem stypendium od Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Planował Pan zostać w Polsce?

Dostałem stypendium na cztery lata, nie myślałem o tym, co będzie dalej, skupiałem się na studiowaniu.

Jak doszło do kontaktu z ABW?

Ktoś do mnie zadzwonił przed Światowymi Dniami Młodzieży, zaprosili mnie na rozmowę. Zapisałem adres instytucji i poszedłem. Zadawali mnóstwo pytań – o mnie, o moją rodzinę, o moich braci – odpowiedziałem na wszystkie. Powiedzieli: świetnie, teraz chcemy, żebyś poszedł do krakowskiego meczetu. Ja na to, że nie jestem religijny i nie chodzę to meczetu. A oni: ale chcemy, żebyś zaczął chodzić i zebrał trochę informacji o tym, co ludzie tam mówią. Odmówiłem. Powiedziałem, że mogę opowiedzieć tylko o sobie. Zażądali więc haseł do poczty, Facebooka i PIN-u do telefonu. Przekazałem to wszystko, bo nie mam nic do ukrycia – nigdy nie miałem problemów z prawem ani w Iraku, ani w Polsce, ani w żadnym innym kraju.

Na tym się skończyło?

Powiedzieli, że jeszcze się spotkamy. Wezwali mnie jeszcze raz, żeby powiedzieć, że są rozczarowani, bo nie chcę współpracować. Powtórzyłem, że mogę mówić jedynie o sobie, a wypytywanie ludzi o ich sprawy to nie moje zadanie. Jesienią dzwonili do mnie jeszcze kilka razy: z informacją, że wszystko w porządku, że nie będzie problemu z przedłużeniem prawa mojego pobytu w Polsce, i z propozycją kolejnego spotkania. A w październiku mnie zatrzymali.

Powiedziano Panu, dlaczego? 

Najpierw mówili, że dowiem się tego podczas przesłuchania. Podczas przesłuchania powiedziano, że zostanę deportowany do Iraku, o powodach dowiem się w sądzie. A sędzia powiedział, że to tajna informacja.

W Przemyślu też odwiedziło Pana ABW?

Drugiego dnia wezwano mnie na przesłuchanie, byli tam ci sami ludzie, z którymi spotykałem się wcześniej.

Zapytali, jak się miewam. Odpowiedziałem, że oszaleję, bo nie rozumiem, dlaczego tu jestem. No to mi powiedzieli: my to zrobiliśmy, ale sam jesteś sobie winien. Jesteś tu, bo nie chciałeś współpracować. Nie zasługujesz, żeby być w Polsce, za dwa tygodnie zostaniesz deportowany. I znów zadawali mnóstwo pytań, ale nie miałem już siły odpowiadać.

Grozili Pańskiemu bratu?

Powiedzieli, że jak skończą ze mną, deportują też moich braci – tego, który studiuje w Krakowie, i tego, który studiuje w Niemczech. Kiedy pytałem, jakim prawem, powtórzyli: mogłeś łatwo zebrać informacje, a zamiast tego powtarzałeś, że nic nie wiesz.

Złożył Pan wniosek o azyl.

Krótko po zatrzymaniu wnioskowałem o ochronę międzynarodową, bo w Iraku jest niebezpiecznie, nie mogę tam wrócić.

Jak wygląda teraz Pański dzień?

Przez cały czas siedzę w celi, mogę wyjść na papierosa, mogę korzystać z internetu przez 15 minut dziennie oprócz świąt, można do mnie zadzwonić... To chyba wszystko. ©


CZYTAJ TAKŻE:

Jeśli polskie służby postanowią zatrzymać albo wydalić cudzoziemca, nie muszą mu nawet ujawnić, dlaczego stanowi zagrożenie.

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]