Lustracja: Nabroiło się. I co z tego?

Ustawodawca, Instytut Pamięci Narodowej, sąd lustracyjny - to nie monady. Wszystkie te instytucje razem współtworzą państwo. A państwo - skoro wymaga od swoich mieszkańców postawy obywatelskiej - powinno się o nich troszczyć. Tymczasem decyzja sądu lustracyjnego o odrzuceniu wniosków o autolustrację Andrzej Przewoźnika i Henryka Szlajfera to krzywda wymierzona obywatelowi przez państwo. Tym bardziej, że były wcześniej precedensy: w podobnych sprawach sąd zawyrokował na korzyść Małgorzaty Niezabitowskiej i Henryka Karkoszy.
Czyta się kilka minut

Sąd lustracyjny jest niezależny, więc trudno się obrażać na jego decyzje, jakkolwiek nie byłyby dziwne. Ale decyzja sądu stanowi element ciągu wydarzeń, które arcybiskup Józef Życiński nazywa “uberracją". Pierwszym elementem jest ustawa lustracyjna, uniemożliwiająca - jak się okazuje - obronę przed pomówieniem osobom formalnie nieobjętym lustracją. Za tę sytuację winę ponoszą ówcześni ustawodawcy, a więc także Władysław Frasyniuk, który dziś oskarża klasę polityczną o grę teczkami, ale nie chce przyznać się do popełnionego przez siebie i kolegów błędu. Kolejnym ogniwem jest IPN, który z niewyjaśnionych powodów przekazuje “obciążającą" Przewoźnika notatkę sporządzoną przez kaprala Pawła Kosibę osobie, która nie występuje w tym kontekście jako pokrzywdzona. IPN nie miał też podstaw, by w czerwcu udostępnić dokument Zbigniewowi Fijakowi jako badaczowi, bo decyzją prezesa IPN ze stycznia “badaniem inwigilacji krakowskiej opozycji w latach 80. przez SB zajmie się Instytut Historii UJ, a nie - jak to było dotąd - Fundacja Centrum Dokumentacji Czynu Niepodległościowego". Decyzja ta została podjęta po tym, jak Fijak - członek zespołu badawczego Fundacji - zapowiedział upublicznienie “listy agentów". Ale dziś krakowski IPN w osobie dyrektora Janusza Kurtyki umywa ręce i całą odpowiedzialność przerzuca na Fijaka (inna rzecz, że to on niegdyś przekazał notatkę Kosiby IPN).

Żeby nie wspomnieć o dzienniku “Rzeczpospolita", który najpierw powiela esbeckie oskarżenie, a potem, jak gdyby nigdy nic, pyta piórem Macieja Łukaszewicza: “Kto i dlaczego wykopał kwit na Andrzeja Przewoźnika?", albo oględnie informuje, że Przewoźnik i Szlajfer “wskazani zostali przez media" jako tajni współpracownicy.

Jak zwykle nie ma winnych, są tylko sprawiedliwi.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 30/2005