Kwestia upadkowa

Dziś, w ponurym upale tutejszych wizji, zajmiemy się niestety upadkiem cywilizacji. Nie ukrywamy, że unikaliśmy tematu jak ognia.

30.07.2019

Czyta się kilka minut

Znajdowaliśmy tysiące wykrętów, by pokusie wieszczenia w tym guście się nie oddawać. Do niechętnego zsumowania i rekapitulacji jakże powszechnych dziś dyskusji w tym guście zmusza nas dojmująca powszechność i obecność tych dywagacji na każdym kroku. Jest to – zważmy – jedyna niemal treść, z jaką mamy teraz do czynienia, gdy wertujemy prasę, penetrujemy toksyczny świat internetu i spacerujemy po ulicy, na której króluje tak olśniewająca cudzoziemców polska szarmancja i tolerancja.

Problem końca świata – to wstępna uwaga – jest niesłychanie odstręczający pisarsko. Z naszych doświadczeń czytelniczych wynika, iż jest on szalenie wyeksploatowany. Podejmowany – zważmy – od stu wieków przez większość z tych, którzy kiedykolwiek próbowali przelać swe najwątlejsze mniemania na dowolny nośnik. Tematyka jest arcyłatwa w obróbce, w obrazowaniu, lepieniu narracji i w stylistyce. Zaiste rzec trzeba, czy gibki czy sztywny, o końcu świata każdy coś naskrobać umie i chce, zwłaszcza gdy wyrósł pośród odgłowionych i dziuplastych wierzb, w aurze powszechnego łaknienia selfie z własnego zmartwychwstania, które obowiązkowo i uroczyście odbyłoby się pośród dymiących zgliszcz, oświetlonych mrowiem czarnych słońc, pośród lądujących spodków z galaretowatymi stworkami, spodków cumujących od Gdańska po Świnoujście do zaparkowanych wszędy niemieckich pancerników z ruskimi załogami.

Tym spisem chcielibyśmy zasygnalizować, że na temat końca cywilizacji czy świata jesteśmy w stanie pisać w dowolnym stylu, a to tradycyjnie ludowym, kościelnym, bardzo prawicowym i bardzo lewicowym, w stylu tzw. amerykańskich naukowców, ale też na modłę naukowców – za przeproszeniem – polskich, w stylu humanistycznym, matematycznym, w oszałamiającym swym tragizmem stylu Beaty Szydło, czyli poza geometrią euklidesową, a poza arytmetyką w ogóle, że umiemy bredzić identycznie jak najstarszy dzidziuś polskiego historyzowania, czyli Mateusz Morawiecki. Umiemy archaizować o upadku cywilizacji jak Gospodarz Rzeczypospolitej Tragicznej. Umiemy nawet opowiedzieć o końcu świata pasującą do zjawiska furmańską manierą Ryszarda Terleckiego. Oto potrafimy wszystko powiedzieć o upadku białej rasy, na każdą nutkę i półnutkę mazura, krakowiaczka i kujawiaczka. To jednak, jak się okazuje, nie wystarczy. W jednej jednakże, ale dominującej kwestii cywilizacyjno-upadkowej mamy braki. „Jakiej, do stu tysięcy beczek zjełczałego tranu??? – zapytają wzrastające lawinowo masy czytelnicze – W jakiejżeż!?”.

Rzecz wymaga pierw drobnego wprowadzenia na poziomie stereotypu. Co wpisują rzesze rodaków w formularzach wizowych do Ameryki, w rubryce „sex”? Wpisują „yes”. To pokazuje istotę tutejszych zainteresowań, ale bynajmniej nie tylko relaksacyjnych. Seks – mówiąc poważnie – jest tu powodem nieleczonych nigdy lęków, co widać świetnie po zachowaniach młodych mężczyzn i kobiet, gdy dać im się wykrzyczeć, na co obecne Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i jego pardon – organy łaskawie pozwalają. Z tego, co krzyczą, wynika, że upadek cywilizacji i koniec świata w każdym zakątku Rzeczypospolitej Szarmancji i Tolerancji jest kanwą jedynie do apokaliptycznych rozważań na temat technik erotycznych na poziomie niemiecko-sowieckiego pornocha. Uprawia to z zapałem nie tylko przestraszony tłum pozornie nieprzestraszonych pań i panów, ale takoż państwo i jego urzędnicy, głównie tutejsze duchowieństwo, politycy centralni i lokalni, kibic piłkarski, który stał się modelem autorytetu moralnego i naukowego, oraz – by pójść na ilustrującą mistrzowsko całość – ludzie zarówno wytatuowani, jak i nie. Oto wyobrażenia seksualne są tu najbardziej podstawowym elementem dyskusji na temat przyszłości świata, cywilizacji, a zwłaszcza jej końca. Tymczasem zaś jest nieco powodów realnych i serio, by w ramach problemu porozmyślać, na jaką to planetę trzeba nam będzie niebawem polecieć. Nie ulega chyba żadnej dyskusji, że tamtejsze warunki grawitacyjne i atmosferyczne zdezaktualizują na sto procent tradycyjne polskie wyobrażenia i sposoby utrzymywania rasy panów w pionie i sterylnej czystości. ©℗

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Felietonista „Tygodnika Powszechnego”, pracuje w Instytucie Literackim w Paryżu.

Artykuł pochodzi z numeru Nr 31/2019