Kto idzie do czyśćca?

W encyklice "Spe salvi", w dużej części poświęconej temu, co będzie z nami po śmierci, Benedykt XVI pisze o dwóch grupach ludzi. Jedni to tacy, którzy "całkowicie zniszczyli w sobie pragnienie prawdy i gotowość do kochania. Ludzie, w których wszystko stało się kłamstwem; ludzie, którzy żyli w nienawiści i podeptali w sobie miłość". Ich - jak mówi Papież - "nie można uleczyć, a zniszczenie dobra jest nieodwołalne: to jest to, na co wskazuje słowo »piekło«". Drugą grupę stanowią "ludzie całkowicie czyści, którzy pozwolili się Bogu wewnętrznie przeniknąć (...) i których droga ku Bogu prowadzi jedynie do spełnienia tego, czym już są".
Czyta się kilka minut

Trzymając się analogii, można by powiedzieć, że to jest to, na co wskazuje słowo "niebo". Ale - jak przypomina Papież - ani pierwsza (dzięki Bogu!), ani druga sytuacja (niestety!) nie jest normą. Ogromna większość z nas to, jeśli można tak powiedzieć, trzeci stan, do którego większość pewnie chętnie się przyzna. To ludzie, w których jest gorące pragnienie Boga, ale raz po raz zdarza się im upadek w drodze do wieczności.

Dla nich właśnie jest czyściec. Dla tych, którzy niosą ciężar grzechu, jakiego - co zrozumiałe - sami zrzucić już nie mogą, a muszą się jeszcze oczyścić. Czyściec nie jest jednak stanem, w którym jeszcze można coś dla siebie "zrobić", jeszcze na coś zapracować. Wszystko, co się miało dokonać między człowiekiem a Bogiem, dokonało się za życia. Teraz działać może tylko Bóg. Ocalenie człowieka w czyśćcu najczęściej nazywamy przejściem przez "ogień" lub - jak śpiewa się w pewnej pieśni - "przez czyśćcowe upalenia". Trzeba przez ten ogień przejść, aby definitywnie stać się otwartym na Boga i móc zająć miejsce przy Jego stole na wiekuistej uczcie weselnej.

Czyściec jest spotkaniem z Bogiem miłosiernym. "Pod Jego spojrzeniem - pisze Benedykt XVI - topnieje wszelki fałsz. Spotkanie z Nim przepala nas, przekształca i uwalnia, abyśmy odzyskali własną tożsamość. To, co zostało zbudowane w ciągu życia, może wówczas okazać się suchą słomą, samą pyszałkowatością, i zawalić się. Jednak w bólu tego spotkania, w którym to, co nieczyste i chore w naszym istnieniu, jasno jawi się przed nami, jest zbawienie. Jego wejrzenie, dotknięcie Jego Serca uzdrawia nas przez bolesną niewątpliwie przemianę, niczym »przejście przez ogień«. Jest to jednak błogosławione cierpienie, w którym święta moc Jego miłości przenika nas jak ogień, abyśmy w końcu całkowicie należeli do siebie, a przez to całkowicie do Boga".

Trzeba jednak uczciwie przyznać, że nie zawsze teologia i pobożność obchodziły się dobrze z czyśćcem. Przez całe wieki istniała tendencja do infernalizacji czyśćca, który z przedsionka nieba stawał się bez mała przedsionkiem piekła, a cierpieniami czyśćcowymi, miast pocieszać - straszono. A przecież czyściec powinien być przede wszystkim znakiem nadziei, zadatkiem przyszłego, ostatecznego i wiecznego triumfu. I choć sam w sobie jest jeszcze stanem doczesnym, tzn. czasowym, bo przecież skończy się - jak wierzymy według klasycznej teologii - w momencie paruzji i Sądu Ostatecznego, to przecież czyściec jest bardziej przedwiecznoscią niż poegzystencją. Nieco trywializując, można by więc powiedzieć: byleby do czyśćca, dalej już jakoś to będzie...

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 11/2008