Kobiety Idlibu: wojna zabrała nam siłę

Tygodniami nie biorą prysznica, z powodu prywatności. Ograniczają jedzenie i picie, by jak najrzadziej korzystać z toalet. Dla uciekinierek z syryjskiego Idlibu skończyła się ucieczka, dotarły do granicy. Także granicy wytrzymałości.
Czyta się kilka minut
Uciekinierzy w Idlibie, luty 2020 r. / BURAK KARA / GETTY IMAGES
Uciekinierzy w Idlibie, luty 2020 r. / BURAK KARA / GETTY IMAGES

Salwa ma 46 lat. W Idlibie, mieście w północno-zachodniej Syrii, mieszka od urodzenia. Nie pamięta takiego eksodusu jak ten. W ciągu czterech miesięcy w tym regionie – ostatnim kontrolowanym przez syryjską opozycję i atakowanym dziś przez armię prezydenta Asada oraz jego sojuszników – swoje domy musiało porzucić 960 tys. ludzi. Prawie 80 proc. z nich to kobiety i dzieci. Przebywają teraz na małym obszarze przy tureckiej granicy. Tu też jest niebezpiecznie. Mówi się o tym miejscu: „nowa Strefa Gazy”.

– Szczególnie ostrożne jesteśmy nocą – opowiada Salwa, która podczas wojny straciła męża. – Ryzyko napaści jest wysokie. Dlatego nie wychodzimy wtedy na zewnątrz.

Pod turecką granicą ok. 200 tys. ludzi koczuje pod drzewami, na drogach lub w prowizorycznych schronieniach. Nieformalne obozy uciekinierów są przeciążone, ich zagęszczenie widać nawet na zdjęciach satelitarnych. ONZ alarmuje, że bezpieczeństwo kobiet, dziewcząt i chłopców jest zagrożone. Zdarza się, że nastolatkowie są wykorzystywani przez właścicieli nieruchomości, którzy oferują dach nad głową lub pieniądze w zamian za seks. W ostatnich tygodniach odnotowano też przypadki gwałtów.

– Większość kobiet w ciąży, jakie tu widzę, to nieletnie – opowiada Salwa. Szacuje się, że aż 260 tys. kobiet i dziewcząt nie ma dostępu do opieki przedporodowej czy ginekologicznej. Dlatego wiele opóźnia terminy porodu, ryzykując zdrowie i życie. Z kolei po porodzie młode matki nie mają miejsca, gdzie mogłyby opiekować się dziećmi, a jeśli nie mogą karmić, nie są w stanie zapewnić im wyżywienia. To zwiększa zachorowalność i umieralność. Według ONZ, troje na dziesięcioro dzieci w wieku poniżej 5. roku życia cierpi na karłowatość. W całej północnozachodniej Syrii brakuje żywności dla ponad 400 tys. ludzi.

To nie koniec złych wiadomości. W minionym tygodniu władze w Damaszku potwierdziły już 9 przypadków COVID-19 w Syrii (jedna osoba zmarła). Nieoficjalnie mówi się już o setkach infekcji. O tym, co stanie się, gdy koronawirus dotrze do uchodźców stłoczonych pod turecką granicą, nie chce myśleć nikt.

Salwa sama żyje w napięciu, ale wciąż mówi w imieniu wszystkich: – Wojna zabrała nam siłę. Żadne słowa nie oddadzą bólu, nie opiszą tragedii, z jaką mierzą się kobiety w tych obozach. One już są ofiarami wojny, a teraz ich sytuacja z dnia na dzień tylko się pogarsza. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 14/2020