Jeszcze raz

Nie raz i nie dwa nachodzi człowieka dręcząca myśl - po co to wszystko? Po co ta niekończąca się nigdy praca? Owszem, pieniądze, satysfakcja, pozycja społeczna, ale i tak wakacje to jest to, za czym tęsknimy. Nawet miłość, małżeństwo, dzieci, rodzina, owszem, tak, ale, podobnie w przypadku kapłaństwa, celibatu, zakonu. Wierni po przysłowiowy grób, pod koniec życia stwierdzają, że warto było i nie warto. Nadzieje spełniły się po części, obawy w nadmiarze.
Czyta się kilka minut

Tak czy inaczej, po przeżytym szczęściu i nieszczęściu pozostaje w człowieku osad - a lepiej powiedzieć: głód. Całe życie wysilając się ponad wszelką miarę, łowił szczęście i na starość widzi, że nawet te najdorodniejsze jego okazy, które udało się pochwycić, to nic innego jak małe płotki. Na dodatek i sieć się porwała, i łódź spróchniała, i wiosła gdzieś się zapodziały.

Na niewiele przydaje się też ludzka wdzięczność, szacunek, poważanie. Owszem, milej jest żyć pośród ludzi przyjaznych, kochających, ale i tak nie zmienia to faktu, że jest się dla tychże ludzi właśnie ciężarem - bywa, że nie do dźwignięcia. Mimo wszystko "większa jest radość w dawaniu niźli w braniu".

I wreszcie pytanie o odpowiedzialność Boga za to, co Bóg robił i robi. Skoro do pomyślenia jest taka rzeczywistość, w której jest miłość, ale nie ma zła, jest wolność i nie ma konieczności wybierania między dobrem a złem, to dlaczego wciąż musimy zmagać się ze słabością, głupotą, nienawiścią własną i cudzą? To prawda, my ludzie choć jesteśmy tak bardzo ograniczeni, określeni, zdeterminowani przez czas i miejsce w którym żyjemy, odpowiadamy za to, gdzie i jak, i jaką zarzucamy sieć. Nie od rzeczy więc jest pytać Boga, przecież wszechmogącego, o jego odpowiedzialność za zło w świecie, również wtedy gdy przyjmuje się, że Bóg zła nie stworzył, a jedynie je dopuścił.

Nasz rozum, a także serce, zarzuca więc swoje sieci i każe nam w imię uczciwości wobec siebie i Boga szukać wśród wyłowionych odpowiedzi tej, która choć trochę rozświetli mrok rzeczywistości, tego oceanu, w którym, a raczej na którego brzegu żyjemy. Mimo wysiłku, wciąż znajdowane odpowiedzi nie zadawalają nas. Mało tego, coraz wyraźniej widzimy, że nie zadowolą nas nigdy.

I może dopiero teraz, w tym momencie, gdy wypowiemy słowo "nigdy", zaczynamy podejrzewać, że zarzuciliśmy sieć we właściwym czasie i właściwym miejscu. Skoro pytamy, pytajmy do upadłego. Skąd bowiem wiadomo, że odpowiedzi nie otrzymamy nigdy? Sprawiedliwiej jest twierdzić coś wprost przeciwnego, że taka odpowiedź być musi. Któregoś dnia zarzucona czy postawiona sieć jednak się napełni, skoro po części napełniała się już nieraz. Kiedy to nastąpi? Pewnie wtedy, gdy nie pozostanie nam już nic innego, jak jeszcze raz, wzorem Piotra Apostoła i jego towarzyszy, wbrew nadziei, wsiąść do łodzi.

Jeśli więc jako chrześcijanie nie chcemy zawieść Boga i rozczarować ludzi, powinniśmy umieć łowić ryby również w wyschniętych oceanach.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 06/2010