Jesień pomaga nam odkrywać siebie. Rozmowa mistrza z uczniem

Czy ją lubimy, czy nie – może nas doprowadzić do głębokiego duchowego doświadczenia.

27.09.2023

Czyta się kilka minut

Boska feeria
/ ANDRZEJ SIDOR / FORUM

Uderzył go nagle brak jerzyków. A zaraz potem myśl, że nie zauważył, kiedy zniknęły spomiędzy obłoków: na pewno nie dziś ani nie wczoraj. Smutek, że poleciały, i wstyd, że nie dostrzegł momentu odlotu, wślizgnęły się nie wiadomo skąd między łopatki a mostek, ściągając swoim ciężarem ramiona i kąciki ust ku ziemi...

– Coś taki smętny, młody? – cichy głos wyrwał go z zamyślenia.

– Jest po przesileniu, mistrzu. Ciemności już więcej niż światła. Chłód idzie, wilgoć. Liście żółkną i kruszeją, a jeszcze tak niedawno zielone były, sprężyste, pełne życia...

– Bóg i ciemność tworzy, dotyka jej z tą samą życzliwą uwagą, z jaką gładzi światło. Nie lubisz tego przesilenia, nie chcesz go, rozumiem, nic w tym złego. Pomyśl jednak może o ludziach w Patagonii: u nas więcej nocy – u nich więcej dnia; u nas więcej dnia – u nich więcej nocy...

– To prawda, mistrzu, ale co mi po niej...

– Czyż nie na jednej ziemi żyjemy, my i oni? Na kuli, bryle doskonałej, która nigdzie, a więc wszędzie ma wierzchołek – a fakt ten pozwala każdej i każdemu za górę uznać miejsce, w którym właśnie stoi, jako dół postrzegając punkt po przeciwległej stronie...

– Mistrzu, wiem, dokąd zmierzasz. Wygrałeś, ujawniłeś mój egoizm. Ale właśnie dlatego nie lubię tej ćwiartki roku, kiedy światła jest nie tylko mniej niż nocy, lecz w dodatku z każdą kolejną datą dzień przegrywa coraz bardziej. Potem, gdy minie najkrótszy, zacznie przybywać nadziei. Tak, pamiętam, Patagonia. Ale ja w gruncie rzeczy nie o braku słonecznego światła, tylko o tej ciemności, która we mnie się rozplenia i panoszy: to ona mnie męczy, jej się boję. Postępująca przewaga nocy nad dniem budzi moją niechęć, gdyż o tamtej przypomina: o ciemności, która rozsnuwa się we mnie i zacieśnia pole widzenia do moich własnych potrzeb, interesów, nie pozwala widzieć ludzi wokół (bywa, że łatwiej mi dostrzec tamtych w Patagonii!). O mroku podwójnie perfidnym, bo gdy zobaczę mój egoizm – choćby w takiej rozmowie, jak ta dzisiaj z tobą – ciemności przybywa jeszcze, jak wtedy, gdy listopad zamienia się w grudzień. Gdy bowiem rośnie świadomość, że dbam głównie o siebie – wstyd więzi mi duszę, smutek ją przytłacza, złość na siebie szarpie, i gniew na takich jak ty – wskazujących, że nie dorastam do ideału, że...

– Niejasno się wyraziłem. Gdy mówiłem, że Bóg równie życzliwie gładzi ciemność, co światło, nie miałem na myśli po prostu czasu między zmierzchem a świtem. Choć ten również – bo księżycowa poświata na rudym dywanie bukowych liści, leżącym między nagimi srebrnymi pniami, piękna jest. Podobnie jak Orion, gdy niebo bezchmurne i nie ma księżyca. A nawet i wówczas, gdy gęsty deszcz siąpi z niskich chmur, można poczuć, jak chłodna gleba zbiera zapasy wody i siłę, by za kilka miesięcy karmić przylaszczki, pokrzywy, pnie buków i źdźbła trawy. Ale ja nie tylko o tym. W gruncie rzeczy chciałem powiedzieć, że Bóg z taką samą czułością gładzi tę ciemność, o której mówisz, że rozsnuła się w tobie. Że cieszy się z nawet niewielkiego zasięgu twojego współczucia, nie porównując go wcale z nieskończoną przestrzenią, która rozciąga się dalej...

– Skąd to wiesz, mistrzu?

– Czyż nie zapisano w Księgach: „Nie dogasi tlącego się knota”? A poza tym, przeżyłem znacznie więcej jesieni niż ty. Z roku na rok, choć wzrok mi słabnie, widzę coraz wyraźniej nie tylko, jak On (Ona?) rozsypuje gwiazdy i wprawia w ruch Ziemię, ale że tworzy także to, czego często doświadczać nie chcemy i co widzimy jako ciemną część siebie. Ale to wszystko ma swój czas i miejsce: smutek, byśmy czuli, co ważne, kiedy tracimy przemijalne rzeczy; gniew, kiedy walczyć trzeba, i strach, kiedy czas uciekać; nawet wstyd, który daje sygnał, że patrzymy na swoją niedoskonałość oczami innych ludzi. Jeśli czas po przesileniu, gdy liście żółkną w świetle coraz niższego słońca, otwiera cię na tę część duszy, którą nazywasz ciemną, wykorzystaj go...

– Nie jestem pewien, mistrzu, czy twoje słowa są dla mnie jakąś pociechą. Lęk pozostaje lękiem, a smutek smutkiem. Oba są trudne. Z roku na rok – sam o tym wspomniałeś. Z roku na rok ja też jestem starszy, bliżej końca, tak jak każdy liść na gałęzi: wyrósł z pączka, szumiał w słońcu na ciepłym wietrze przez lato, teraz żółknie i wkrótce spadnie na ziemię. Tu twoja pochwała przyrody wydaje mi się naiwna. Zapewne powiesz mi bowiem o cyklu i o odrodzeniu. Ale przecież ten właśnie liść, który teraz tu spada, nigdy nie wróci do życia...

– Zdumiewająca jest twoja zdolność rozpoznawania, co chcę powiedzieć, zanim jakakolwiek myśl przyjdzie mi do głowy. Bo widzisz, przyszła mi myśl inna. Liść, który teraz tu właśnie spada, piękny był, gdy wiosną przechodzący tą ścieżką ludzie cieszyli się na widok nabrzmiałych pąków. Piękny był również świeży, jasnozielony; piękny także przyszarzały w lipcowym upale. I pięknie teraz tańczy, jak płomyk, na wietrze. I jeszcze ci chciałem powiedzieć o owocowaniu. I o zrywaniu śliwek, winogron, zbieraniu orzechów. O tym, jak z ziemi wydobywa się dorodny seler albo pietruszkę.

– Nie jestem ogrodnikiem, mistrzu...

– Mówię tylko o tym, o czym sam wspominałeś: że jesień otwiera twoją świadomość na to, co dzieje się w tobie, także w głębinach ducha. I próbuję ci pokazać, na co zwracasz uwagę, a co pomijasz...

– Ach! „Po owocach ich poznacie”. Przypominasz mi, mistrzu, kryterium osądu, czy jestem dobry, czy zły, czy moje dotychczasowe życie miało jakąś wartość...

– Skąd u ciebie ta skłonność do wydawania wyroków na siebie samego? Jeśli już się mamy przerzucać świętymi cytatami, to wolę cisnąć w ciebie takim: „Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni”. Ciekawe, co z nim zrobisz?

– Czyli źle robię, że wymagam od siebie i siebie osądzam?

– Czyż napisano: „Sądzenie jest złe”? Czy raczej: „Nie sądźcie”? Próbuję pokazać ci coś, czego uczę się stale od mojej mistrzyni. Ona też od dziecka nie lubiła tej pory roku, gdy światła i ciepła ubywa, pochmurne niebo, a do wyboru: zimny wiatr albo mgła. Co roku nadejścia tego czasu nawet trochę się bała. Dlatego wydawało mi się, że jestem od niej mocniejszy, że bardziej wyćwiczyłem zdolność przyjmowania tego, co trudne. Nieco narcystyczne złudzenie, niewarte osądu, raczej uśmiechu. Nigdy bowiem nie potrafiłem znajdować tylu prawdziwków i rydzów, co ona, rozpoznawać najlepszych śliwek, tak smażyć powideł, gotować tak pysznej dyniowej zupy, ozdabiać domu, do którego można było wrócić, gdy jest się zmokniętym i przemarzniętym. W pewnym momencie rozpoznałem to i doznałem – tak mi się zdawało – olśnienia, że nigdy nie byłem tak blisko boskiego dotyku, jak ona. A potem, którejś kolejnej jesieni, przyszło olśnienie drugie i właśnie ono prowadzi mnie do końca: każdy liść spada z drzewa inaczej, a wszystkie niesie ten sam wiatr...©℗

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
89,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Filozof i teolog, publicysta, redaktor działu „Wiara”. Doktor habilitowany, kierownik Katedry Filozofii Współczesnej w Akademii Ignatianum w Krakowie. Nauczyciel mindfulness, trener umiejętności DBT®. Prowadzi też indywidualne sesje dialogu filozoficznego.

Artykuł pochodzi z numeru Nr 40/2023

W druku ukazał się pod tytułem: Boska feeria