Reklama

Jean Vanier wykorzystywał seksualnie kobiety

Jean Vanier wykorzystywał seksualnie kobiety

22.02.2020
Czyta się kilka minut
Z opublikowanego właśnie raportu Międzynarodowej Federacji Wspólnot Arki (L’Arche) wynika, że zmarły niedawno założyciel tego ruchu ukrywał przez lata przed swoim otoczeniem, iż prowadzi drugie życie. To szok. I wielki cios.
Jean Vanier / fot. TIZIANA FABI / AFP / East News
Jean Vanier / fot. TIZIANA FABI / AFP / East News
W

W tym drugim życiu Jean Vanier nawiązywał seksualne relacje z dorosłymi kobietami, które zwracały się do niego jako do autorytetu w sprawach dotyczących religii i duchowości. Raport wspomina o sześciu tego rodzaju historiach, które miały miejsce w latach 1975-2005; w każdej chodzi o kobiety pełnoletnie i niedotknięte niepełnosprawnością intelektualną. Relacje te noszą jednak wszystkie znamiona wykorzystania: Vanier stosował wobec kobiet pokrętną religijną argumentację, która miała rozwiać ich wątpliwości. „Niektóre z kobiet”, piszą autorzy raportu, „zostały głęboko zranione tym doświadczeniem”.

Sprawa ma też szersze tło. Podobne zarzuty sformułowano – a następnie udowodniono ich prawdziwość – w stosunku do o. Thomasa Philippe’a, który był opiekunem duchowym Vaniera i jednym ze współzałożycieli Arki. Odpowiedzialni za ruch, dowiedziawszy się w 2014 roku (blisko ćwierć wieku po śmierci Philippe’a), że dopuścił się on tego rodzaju czynów, postanowili przeprowadzić wewnętrze śledztwo, by zbadać, czy nadużycia nie dotyczyły również członków wspólnot. Przy okazji chciano wyjaśnić, czy Jean Vanier wiedział o postępkach swego duchowego ojca. Vanier zawsze publicznie występował w jego obronie; także pod koniec życia nie zmienił zdania i nie złożył żadnych wyjaśnień, choć dziś wiadomo już, że wiedział, iż o. Philippe manipulował kobietami i za pomocą dziwacznych teologicznych argumentów skłaniał je do współżycia.

Trzy elementy tej sprawy sprawiają ból tym, którzy – jak niżej podpisany – dali się porwać ideałom głoszonym przez Vaniera, mieli okazję wielokrotnie z nim rozmawiać i wiele napisanych stron poświęcili jego osobie i działalności. Pierwszym źródłem bólu jest fakt, że poszkodowane kobiety zostały wykorzystane. Wszystko wskazuje na to, że w opisanych sytuacjach – choć dotyczą osób dorosłych, wobec których nie użyto fizycznej przemocy – nie można mówić o dobrowolności, ale właśnie o manipulacji i wykorzystaniu. Drugim źródłem bólu jest to, że sprawcy wobec swoich ofiar posługiwali się argumentami religijnymi. Wykorzystując kobiety, wykorzystali też religię, a w ten sposób nadużyli zaufania także wielu innych ludzi, którzy traktowali ich jak autorytety w tej dziedzinie. Trzecim źródłem bólu jest uparte milczenie Jeana Vaniera: to, że w żadnym momencie swego życia ktoś, kto wydawał się tak bardzo dojrzały, obdarzony niepospolitą wrażliwością i przenikliwością, nie zdobył się na publiczne powiedzenie prawdy. Ani w sprawie o. Philippe’a, ani w swojej. A to rzuca cień na wszystko inne, niestety.

Jean Vanier stworzył wspaniałe dzieła – wspólnoty Arki i ruch „Wiara i Światło”, skupione wokół osób z niepełnosprawnością intelektualną. Napisał też kilkadziesiąt niezwykle inspirujących książek, z których całe pokolenia czerpały (by użyć znanej formuły soborowej) „motywy życia i nadziei”. Po tym, co usłyszeliśmy, po książki sięgać będzie trudniej; nie wyobrażam sobie, żeby można było z nich teraz ot tak, po prostu, coś zacytować, nawet jeżeli byłyby to niezwykle trafne obserwacje… Ale tamte dzieła – wspólnoty – zostają i dostarczają „motywów życia i nadziei” tysiącom osób, które bez nich prowadziłyby życie w samotności i desperacji.

Jestem członkiem „Wiary i Światła” od przeszło 30 lat. Co mam teraz powiedzieć? Drogowskaz upadł, ale drogę wskazywał dobrą. Odtąd trudniej będzie nią iść – to nie ulega wątpliwości. Ale w imię tego, co połączyło nas z naszymi niepełnosprawnymi przyjaciółmi, nie wolno nam zawrócić. To, co nas połączyło, na pewno było i jest prawdziwe.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Wojciech Bonowicz / Fot. Grażyna Makara
Poeta, publicysta, stały felietonista „Tygodnika Powszechnego”. Jako poeta debiutował w 1995 tomem „Wybór większości”. Laureat m.in. nagrody głównej w konkursach poetyckich „Nowego Nurtu” (...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

to przykościelne szambo wydaje się nie mieć dna - i tak się ciekawie składa, że na czasy pontyfikatu Wojtyły przypada największe nasilenie perwersji i bezeceństw w tym konsekrowanym towarzystwie wzajemnej adoracji

Do eddiepolo - przyznaj ,że to wielka odwaga opisać w Tygodniku tak okropną dla zaangażowanych religijnie sprawę.Przeproś za tak mocne słowa.

tak, zgadzam się - sprawa j e s t okropna; z odwagą to Pan/i grubo przesadza, to kwestia uczciwości raczej, wobec siebie i świata - a przeprosić owszem, powinienem i to uczynię - ofiary księżych gwałtów i perwersji przepraszam za to, że w swym życiu długie lata byłem posłusznym temu kościołowi i jego funkcjonariuszom b a r a n e m łykającym jak leci obłudne i fałszywe teksty przez nich rozpowszechniane z wysokości ambon, wspierającym swą obecnością, poparciem i datkami tę pełną patologii instytucję - na swe usprawiedliwienie tylko tyle mam, że jak wszyscy byłem od niemowlęctwa w tym bezwzględnym posłuszeństwie tresowany, i żem się z pęt tej na strachu opartej tresury zdołał uwolnić

Każdy baran potrzebuje jednak Pasterza. Nie podejmuję polemiki.

jak wszyscy Polacy i ja byłem oszołomiony i oczarowany Wojtyłowym sukcesem, i także w głowi mi się nie mieściło..., nie dopuszczałem..., ostro reagowałem... itede - oczy zacząłem otwierać po spotkaniu z młodym, dobrze wykształconym księdzem, który wtedy, jeszcze za życia JP II wprawdzie nie chronienie pedofilów, ale inne poważne zarzuty stawiał temu pontyfikatowi - od tamtego czasu zacząłem bardziej uważnie obserwować i myśleć zamiast bezkrytycznie wielbić, dziś JP II pozostaje dla mnie ikoną w walce Polaków o niepodległość z jednej strony, i klasycznym wytworem konsekracyjnej jarmarcznej propagandy z drugiej - mało kto ma już dziś na poważnie wątpliwości w kwestii jego "zasług" w kwestii pedofilii, i też wszyscy doskonale znamy jego do bólu zębów u k i c z o w i o n ą w tysiącach wizerunków sylwetę - i choćby nasz dzisiejszy episkopat biorąc pod uwagę, pomijając ewidentną patologię MM Degollado, Legionów Chrystusa itepe, śmiało można powiedzieć, że biskupie kadry to nam Wojtyła bardzo k i e p s k i e i szemrane w kościele na "po sobie" zostawił

Też jestem w szoku, ale nie z powodu odkrycia, że przywódcy sekt za ofiarną służbę niebu, ludzkości, czy innej idei lubią się nagrodzić pieniędzmi i seksem, a że najłatwiej jest im skorzystać z tego, co na wyciągnięcie ręki... Ludzkie to, arcyludzkie. Mój szok wynika z czegoś zupełnie innego. Powszechnie wiadomo, że Jean Vanier był od 1950 roku "duchowym synem" i akolitą o. Thomasa Philippe'a, założyciela L'Eau Vive, który "po uznaniu w kręgach zarówno dominikańskich jak i kurialnych jego teologii maryjnej za nieortodoksyjną i niebezpiecznie "mistyczną" oraz po kontroli przez przełożonych został zdjęty ze stanowiska w Eau Vive i wezwany do Rzymu w 1952. Vanier odwiózł go do Wiecznego Miasta i zastępował go - aczkolwiek nie bez poważnych wątpliwości i sporów natury politycznej i kanonicznej - jako dyrektor Eau Vive dopóki sam nie został usunięty przez Święte Oficjum w 1956 roku". Nie znalazłem tego w tajnych archiwach watykańskich, tylko w książce wydanej w 2016 roku - Michael Higgin "Jean Vanier: Logician of the Heart". Pisanej z autentycznym uwielbieniem wobec bohatera, jak łatwo się domyślić po tytule. Obecne oświadczenie L'Arche pozwala na doprecyzowanie pewnych rzeczy, ale zapewne też nie chodzi o sprawy nieznane w kręgu wspólnoty. Kościelne postępowanie zostało wszczęte po skargach kobiet na przedziwne religijno-erotyczne praktyki o. Philippe'a. Święte Oficjum w 1956 roku nie tyle zdjęło Vaniera z zastępczej funkcji, co w ogóle rozwiązało L'Eau Vive, zakazało jej członkom ponownego zrzeszania się, a jej założycielowi - nauczania, służby bożej i udzielania sakramentów. Vanier okazał się jednak niezłomny. Kiedy w 1963 roku pozwolono zakonnikowi wrócić do Francji (czyżby oznaka soborowej odnowy?) i zostać kapelanem w zakładzie psychiatrycznym w Trosly, jego najwierniejszy uczeń zaraz doń dołączył i w 1964 roku założył L'Arche. Rozumiem, że seksualno-mistyczne praktyki, jakim oddawał się wraz z Wielkim Mistrzem kosztem emocjonalnie zmanipulowanych kobiet, mogły pozostawać tajemnicą "wewnętrznego kręgu". Raczej nie chodziło też o nic nielegalnego w świetle ówczesnego prawa. Ale przecież bliskie i nigdy nie zerwane związki Vaniera z - nazwijmy to wprost - oficjalnie potępionym heretykiem powinny chyba dać do myślenia katolickim intelektualistom, zachwycającym się dziełem L'Arche. Chyba że dla nich takie potępienie to rekomendacja.

Jak ta stosowana przez Vanier'a "pokrętna religijna argumentacja wobec kobiet, która miała rozwiać ich wątpliwości" mogła wyglądać?

Nie wiem jak wygladała tam. Wiem jak wyglądała w podobnej sytuacji, która jest mi znana. Mniej więcej tak. Więź między nami jest ogromnym darem od Boga, jest czymś absolutnie wyjątkowym i jedynym. Zostaliśmy stworzeni i przeznaczeni dla siebie by stworzyć głęboką duchową więź. To jest ogromny dar. Bóg połączył nasze dusze, ale żyjemy na ziemi więc ta wielkie, mistyczne wręcz zjednoczenie między nami domaga się cielesnego wyrazu. Łaska Boża/Duch św. przepełnia i Ciebie i mnie i kieruje nas ku sobie nawzajem. Z tego wyniknie ogromne dobro. Wsłuchaj się w swoje serce i odkryjesz tą prawdę, która już przeze mnie została odkryta. Ta prawda tam jest, na dnie Twojego serca. Wszysko co robimy pod wpływem tej łaski/Ducha świętego jest święte. Nie ma w tym ani cienia zła. Duch św. jaki nas ku sobie kieruje jest źródłem samego dobra i nie może kierować kieruje nas ku dobru a nie ku złu. Niech to zostanie w tajemnicy, bo jest to tajemnica niezrozumiała do konca nawet przez nas. Ludzie tego nie zrozumieją. To święta tajemnica, sprawa między mną, Tobą i Bogiem. Kobieta, dla której taki człowiek jest autorytetem i go podziwia a równocześnie nawiązał z nią bliską więź psychiczną, jest dla niej powiernikiem, oparciem itd. w szczególnej atmosferze może być podatna na coś takiego szczególnie gdy poczuje się wtedy wyróżniona, wyjątkowa. Nie sądzę, że Jean Vanier czy Thomas Philippe cynicznie wykorzystywali kobiety. Im samym się po prostu wszystko im się pomieszało... (tak było w przypadku, który znam). Tak myślę.

@Vespa mandarinia w poniedziałek, 24.02.2020, 07:18. Cóż, raczej typowo w takich przypadkach. https://www.larche.org/documents/10181/2539004/Inquiry-Summary_Report-Final-2020_02_22-EN.pdf/6f25e92c-35fe-44e8-a80b-dd79ede4746b

Czyli, że: "mystical experience" and "special graces" that no one could understand? Jeśli tak, to z racjonalnego punktu widzenia źle świadczy o kobietach, ale z kolei z emocjonalnego dobrze :)

A może chodzi o tą argumentację z Last Supper, z Jana, o której tam mowa. Choć do końca chyba trudno wybrać co to znaczy "typowo" w tym przypadku.

Wpadka z Charamsą a teraz autorytet i przewodnik nawet ks. Adama. Patrz https://www.tygodnikpowszechny.pl/spotkania-ze-swietym-158736

„źródłem bólu jest to, że sprawcy wobec swoich ofiar posługiwali się argumentami religijnymi” Ejj, no, to jakieś jajca są. Jak świat stoi, a ludziska wymyśliły religię, służy ona do manipulacji maluczkimi i naiwnymi. Przepraszam bardzo, niby kogo boli, że argumenty religijne służą do zadawania cierpienia, oprócz oczywiście tych, których się rani. Proszę przeanalizować dlaczegóż to ukrzyżowano Chrystusa - nosił za długą brodę czy co. Kogo boli milczenie tego gościa, miał wszem i wobec ogłaszać, że kawał z niego gnoja. Ta laurka o tym jaki to był wrażliwy i cacy, oj jakie wspaniałe dzieła stworzył - drugi Polański. Po jego książki sięgać będziemy teraz częściej, wszak reklama dźwignią handlu, a chłopisko nie był jeno teoretykiem, gołymi babami nie gardził, w sumie normalny, choć popieprzony. W komentarzach jest sugestia, jak mogło wyglądać to wykorzystywanie, nic tam raczej subtelnego nie zaistniało, zwyczajne porno w realu. Co do powoływania się na jego cytaty, to nikt dziś przy zdrowym umyśle, nie będzie się upierał, że Jan Paweł II o pedofilii księży nic nie wiedział, a cytuje się go do bólu i bez opamiętania. Coś zanadto tej fanfaronady, jak na tekst o człowieku upadłym. Za moich młodych lat, popularne było powiedzenie o harcerzu, co to nie pije, ani nie pali - aż go złapali. Marny drogowskaz oparty na bezkrytycznym zaufaniu do drugiego człowieka, na cóż więc obdarzeni zostaliśmy wolną wolą i zdolnością analitycznego samodzielnego myślenia. Każdy z nas ma kilka twarzy, jedną prywatną tajną, drugą dla żony, dzieci, wnuków, inna dla kochanki, szefa i przyjaciół. Zawsze coś i kogoś gramy, jeśli my to robimy, to robią to wszyscy, dlatego od dziecka uczymy się zasad ograniczonego zaufania. Zadanie tej edukacji spoczywa na każdym rodzicu i opiekunie i można nauczyć tego prawie każdego. Tu pojawia się religia, robi wyłom w tym mechanizmie, a gdy się już ten wyłom utrwali, można sączyć truciznę, ta zaś jest zawsze pięknie opakowana w wielkie słowa. Jakież to cenne przemyślenia i dokonania mógł mieć człowiek, żerujący na nieszczęściu innych? Gdy spaceruje sobie starymi uliczkami miast, zwiedzam zamki, warownie, katedry, patronami tych miejsc są wielcy ludzie, królowie, władcy, biskupi, generałowie. Nie uświadczysz szarego człowieka, zaszczutego, gnębionego, zniewolonego. Nie pisze się ile istnień pochłonęła budowa bazyliki, skąd brano środki na jej budowę. Stoi sobie taka budowla, czasem w lepszym, lub gorszym stanie i sławi swego fundatora, patrona, ciemiężcę ludu bożego - i tyle.

@oportunista w poniedziałek, 24.02.2020, 20:37. Ile istnień pochłonęła budowa Bazyliki Świętego Piotra, którą zapewne masz na myśli? Trudno ocenić. Dzisiaj budownictwo przoduje w statystyce śmiertelnych wypadków przy pracy: 48 w zeszłym roku plus 45 w budownictwie przemysłowym. Taka branża, mimo nowoczesnego sprzętu wyręczającego ludzi przy najcięższych pracach. Bramante zatrudnił około 2500 rzemieślników i robotników, ale zmarł w 1514, a budowlę ukończono dopiero w 1590 roku. Na pewno jednak nie da się tego porównać z tysiącami ofiar masakr urządzonych Rzymianom w antrakcie, w 1527 roku przez wojska cesarskie ani z liczbą ofiar mistrzostw świata w piłce nożnej w Katarze (1200 do tej pory, przewidywane 4000 do rozpoczęcia imprezy w 2022). Mnie te mistrzostwa nie są do niczego potrzebne, ale jeśliś kibic, to pomyśl o tym, kiedy zasiądziesz przed telewizorem.

"Czy ktoś widział, żeby drogowskaz podążał drogą, którą wskazuje?". Powiedzenie pewnie znane, ale może nie wszyscy wiedzą, że jego autorem jest Max Scheler, którego w gronie redaktorów i czytelników TP nie trzeba i nie wypada przedstawiać. Odpowiedział tak na zarzut, że jego poglądy etyczne są jakby nie do końca zgodne z jego własnym, niezbyt uporządkowanym życiem seksualnym i małżeńskim. Rzecz w tym, że znaczenie myśli etycznej Schelera wynika z tego, co wyraził językiem dyskursywnym, a więc nadającym się do dyskusji. Nie trzeba być od razu Karolem Wojtyłą, żeby z nim polemizować, nie narażając się na zarzut podważania autorytetu. Jean Vanier natomiast to pewna liczba książek pełnych pięknych, gotowych do cytowania zdań, popartych wyłącznie tzw. świadectwem życia. Jeśli ze świadectwem coś jest nie w porządku, to faktycznie robi się dramat dla tych, którzy nie wiedzieli, a bezgranicznie uwierzyli. Wbrew Oportuniście sądzę, że po książki założyciela Arki będzie się sięgać rzadziej, o ile w ogóle. Na pewnym katolickim blogu widziałem, że jego właściciel wywalił wszystkie wpisy o JV. Error 404. ;) Red. Bonowiczowi powiem na pocieszenie, że nie należy mylić genezy z istotą, i jeśli czuje, że robił i robi dobrze, to nie ma powodu zagryzać się złymi myślami. Na pewno dla wszystkich jest to przestroga, żeby nie walić autorytetem bliźniego po głowie (https://www.tygodnikpowszechny.pl/comment/18709#comment-18709). Następnym razem, kiedy nadmiesz się, żeby uraczyć rozmówcę złotą myślą, w której jest tyleż moralnego samozadowolenia, co ukrytej pogardy (mój ulubiony przykład: "warto być przyzwoitym"), zastanów się nad smutnym przypadkiem o mało co nie kanonizowanego za życia Jeana Vaniera.

"Po owocach ich poznacie."A te owoce to istne robaczywki. Gdy przed laty wstępowałam do Kościoła katolickiego, nie spodziewałam się, że wpadnę do szamba.Dużo górnolotnych słów, teatrzyku przy ołtarzu i zupełne niezrozumienie słów i wymagań Mistrza...Za moją naiwność [tak, tak...zaufałam tzw. autorytetom religijnym...] zapłaciłam wysoką cenę. Poznałam niezbyt ciekawą galerię postaci, strojących się w szatki nieomylności, kryjących się za parawanem sakramentu kapłaństwa: zdzierców, sodomitów, kłamców, pedofilów [bywalcem u Wesołowskiego na Dominikanie był nawet mój proboszcz], erotomanów, tw SB, zdradzających tajemnice spowiedzi, mobberów, opętanych przez złe duchy...Ślepi przewodnicy ślepych.Teraz w Kościele małopolskim, zgodnie z nakazem arcybiskupa Jędraszewskiego, modlimy się do św. Jana Pawła II. Małopolski Kościół nie ma pomysłu na oczyszczenie własnych szeregów z wilków w owczej skórze, więc zastosował dość prymitywną socjotechnikę, która ma odnowić zaufanie wiernych do Kościoła, a właściwie uśpić ich czujność...Cóż, ja proszę Jana Pawła II o pomoc w oczyszczeniu Kościoła, zwłaszcza z hierarchów, których grzechy wołają o pomstę do nieba.

Trudno się czyta takie informacje, szczególnie, że w Polsce są stowarzyszenia, które opierają swoją dzialalność na tym co mówił Jean Vanier. Szkoda, że takie fakty są tuszowane i ukrywane do momentu, kiedy ich nie odkryją i ujawnią media. Jak muszą się teraz czuć wolontariusze, którzy słuchali o szczytnych ideach Jeana Vanier. Mam tylko nadzieję, że materiał jest rzetelny i przygotowany w oparciu o fakty. https://www.spes.org.pl/aktualnosci,381,swieto-doswiadczenie-wiezi https://www.spes.org.pl/aktualnosci,493,pierwsza-dama-w-stowarzyszeniu-spes

@Batmenel w wtorek, 25.02.2020, 09:59. No i co z tego? Czy teraz każdy, kto niesie pomoc potrzebującym, bo (jak powiedział Jean Vanier) "miłość to nie tylko radość w chwili spotkania, lecz także wola podtrzymywania drugiego, niesienie go na rękach i udzielanie mu pomocy w chwili próby", będzie podejrzany o molestowanie kobiet? Paranoja jakaś. Jeśli chodzi o Vaniera, problem polega nie na tym, co mówił, ale na tym, co jakoby robił. Wątpliwości mogą budzić wyłącznie wewnętrzne stosunki we wspólnocie, w której przebywał i na którą wywierał osobisty, przemożny wpływ. Rzeczywiście trudno będzie ludziom dobrej woli, których JV jedynie z daleka inspirował (nie licząc okazjonalnych osobistych spotkań), dalej czerpać natchnienie z jego osoby, ale stać ich na pewno na autonomię w czynieniu dobra. Głupio natomiast muszą czuć się ci, dla których Vanier nie był żadną inspiracją, tylko kontrastem (po angielsku mówi się na to "foil") do atakowanych przez nich osób - czyli przeważnie kościoła "skostniałego", "tradycjonalistycznego" itp.

Raczej jak Edi czy raczej jak polo?

raczej jak cymbał brzmiący

Takie czasy,że lepiej być cymbałem brzmiącym niż guru religijnym, co zrobić.. Ps. Już się przyzwyczaiłem do Twojego poczucia humoru :-) PS2. Prawie :)))
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]