Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Jawność jest konieczna

Jawność jest konieczna

14.09.2018
Czyta się kilka minut
Anne Barrett Boyle, działaczka na rzecz ofiar nadużyć seksualnych: Kościół chce, by mu wybaczono bez pełnego wyznania winy. To po prostu nie zadziała.
Spotkanie papieża z przedstawicielami episkopatu USA w sprawie skandali seksualnych z udziałem amerykańskich księży i biskupów, Watykan, 13 września 2018 r. / Fot. Vatican Media / AFP Photo / East News
Spotkanie papieża z przedstawicielami episkopatu USA w sprawie skandali seksualnych z udziałem amerykańskich księży i biskupów, Watykan, 13 września 2018 r. / Fot. Vatican Media / AFP Photo / East News
Z

Zuzanna Radzik: Czy możemy cofnąć się do 2002 r.?

Anne Barrett Boyle: Byłam wtedy zwykłą katolicką matką, co niedziela prowadzącą wraz z mężem naszą czwórkę dzieci do kościoła. W styczniu 2002 r., gdy „Boston Globe” ujawnił skandal nadużyć seksualnych, dowiedziałam się, że mój biskup, kard. Bernard Law, ukrywał księży pedofili. Uderzyło we mnie silne przekonanie, że trzeba protestować przed katedrą, choć jest to coś, czego nigdy nie robiłam: nigdy nie protestowałam w katolickich, ani w żadnych innych sprawach. Wtedy poczułam jednak taką potrzebę.

Trwało to około roku. Wkrótce poznałam innego katolickiego rodzica, który też uważał, że najważniejszą sprawą jest zachować dokumenty wydobywane z tajnych kościelnych archiwów: stworzyć trwałą, publiczną ewidencję tego, jak przywódcy Kościoła postępowali z oskarżeniami o nadużycia seksualne dokonywane przez księży. Wtedy nie zdawaliśmy sobie sprawy, że to nie tylko nasz problem, ale krajowy, czy wręcz globalny. To miał być szybki projekt, po którym wrócimy do normalnego życia. Szesnaście lat później wciąż się tym zajmujemy i nie widać końca.

Czemu jawność jest taka ważna?

W odpowiedzi na kryzys techniką Kościoła w krajach rozwiniętych jest wyrażanie troski o ofiary i przepraszanie. Jednak ostatecznym wyrazem współczucia powinno być ujawnianie informacji.


Czytaj także: Zuzanna Radzik: Ujawniane przypadki tuszowania nadużyć seksualnych wobec dzieci oraz wykorzystywania osób pełnoletnich zależnych od duchownych pokazują, że Kościół czeka jeszcze długa droga.


Kryzys dotyczy przecież tego, jak zachowuje się ten, kto kontroluje informacje o przestępstwach. Czy Kościół powinien zachować je w sekrecie, czy też ofiary i społeczeństwo powinny mieć do nich dostęp? Jeśli Kościół naprawdę chce to zakończyć, najbardziej efektywnym sposobem jest ujawnienie całej dokumentacji. Prawda przecież wyjdzie na jaw tak czy inaczej. Pytanie, czy zostanie wymuszona przez dziennikarzy i prokuratorów, czy Kościół dobrowolnie się oczyści.

Papież mówi o solidarności z ofiarami. To mógłby być jeden ze sposobów jej wyrażenia. Co jeszcze możemy zrobić?

To jedyny sposób. Jedyne, co ma znaczenie. Wyrażanie solidarności bez podejmowania efektywnych działań, by zakończyć samo wykorzystywanie i jego tuszowanie, jest gołosłowne. Solidarność z ofiarami nie jest możliwa, jeśli ukrywamy informacje o naszej własnej winie. Jako katolicy wiemy, że sakrament spowiedzi i pojednania zaczyna się od pełnego wyznania, co złego zrobiliśmy. Kościół chce, by mu wybaczono bez pełnego wyznania winy. To po prostu nie zadziała.

W Irlandii, mimo skali molestowania, wciąż nie ma pełnej jawności nazwisk sprawców.

Zdumiewające, prawda? Myślałam, że mam jakieś zrozumienie skandali w Irlandii. Tymczasem okazuje się, że przedstawiono skalę przestępstw bez nazywania ich sprawców. Dziwne i niepokojące. Jeśli nie poznasz nazwisk winnych księży, nie możesz zidentyfikować ich winnych przełożonych.

A ofiary, które nigdy nie powiedzą o doznanej krzywdzie, nie znajdą ukojenia.

Dokładnie. Prowadzimy naszą amerykańską bazę danych od 2003 r. i wiemy, jak ważne jest dla ofiar zobaczyć ujawnione nazwisko swojego prześladowcy. Wiemy, że moment upublicznienia nazwiska daje ulgę ofiarom, które zrzucają brzemię wstydu i obwiniania samego siebie. Słyszeliśmy to od nich wiele razy. Dostawaliśmy też wiadomości od ludzi, którzy zamierzali popełnić samobójstwo do momentu, gdy zobaczyli nazwiska w naszej bazie. Więc jeśli papież Franciszek chce być solidarny z ofiarami, powinien zacząć od ujawnienia nazwisk tysięcy księży, których sam Watykan uznał za winnych. Byłby to najbardziej znaczący gest solidarności.

Czy – patrząc z globalnej perspektywy – jest miejsce, które może posłużyć za wzór jawności?

Model, który wskazałabym, to raport z Pensylwanii, z jego 300 nazwiskami i pełnym opisem tego, co robili winni księża. Ale jeśli chodzi o przejrzystość w Kościele, w samych Stanach Zjednoczonych jest co najmniej 40 biskupów i przełożonych zakonnych, którzy opublikowali listy wiarygodnie oskarżonych księży i zakonników. Zwykle robią to pod presją.


Czytaj także: O. Adam Żak: Nie mam żadnych przesłanek, by uznać, że w polskim Kościele postępowano inaczej niż w amerykańskim albo irlandzkim.


Np. wszystkich sześciu biskupów z Pensylwanii zrobiło to w ciągu ostatniego miesiąca lub dwóch – pod presją opinii publicznej. Czasem jest to nacisk prawny lub propozycja ugody ze strony ofiar, które są gotowe odstąpić od sprawy sądowej, jeśli ujawnione zostaną wszystkie nazwiska. Chilijski episkopat też ostatnio wydał zaktualizowaną wersję takiej listy, wciąż zresztą bardzo niekompletną – rejestr wszystkich skazanych w procesach kanonicznych i karnych. Nie jest modelowa, ale to zawsze coś.

Taka lista jednak nie uwzględnia spraw przedawnionych.

Tak, poza nią są nazwiska, o których wiadomo, że są podstawy do oskarżenia, ale upłynęło zbyt wiele czasu. Mamy więc do czynienia z jakimś rodzajem oszustwa. Jeśli sprawca wciąż żyje, chodzi o sprawę bezpieczeństwa publicznego. Nawet, gdy nie jest już księdzem, przyciąga go taki rodzaj pracy, która daje dostęp do dzieci. Gdy nie żyje, to żyją wciąż jego ofiary. A nawet, gdy nie żyją lub popełniły samobójstwa albo uciekły w narkotyki, wciąż żyją ich matki, które zdają sobie pytania, co zrobiły nie tak. Kościół jest im winny wiedzę o sprawcach.

Odpowiedzialność biskupów to nazwa Państwa organizacji, ale też temat, który powrócił wraz z sytuacją w Chile, raportem z Pensylwanii i sprawą McCarricka. Jak to się stało, że lekcja z 2002 r. nie wystarczyła i teraz trzeba się z tym mierzyć na nowo?

Myślę, że teraz odpowiedzialność znaczy coś innego niż kiedyś. W 2002 r. mówienie, że powinno się odbyć postępowanie przeciw biskupowi, byłoby dla większości szokujące i nie do pomyślenia. Dzięki ruchowi #metoo większość by się z tym zgodziła, przynajmniej tu, w Stanach Zjednoczonych. Widzimy też w innych miejscach świata, że idea oskarżania tych, którzy zawiedli w raportowaniu organom ścigania molestowania dzieci,  zaczyna się przyjmować. Na proces czeka kilku biskupów we Francji, skazany został biskup australijski, a potężny niegdyś kard. Pell wciąż czeka, jak się skończy jego sprawa. Chilijscy prokuratorzy wkroczyli do diecezjalnych archiwów i skonfiskowali dokumenty, co jeszcze rok temu byłoby niemożliwe. Widzimy ruch na rzecz odpowiedzialności i jawności.

To wszystko będzie musiało wydarzyć się również w Polsce. Wiem, że ofiary w waszym kraju czują się osamotnione. Nie ma społecznej presji na Kościół. Wciąż brakuje odwagi i znaczących działań na rzecz jawności i odpowiedzialności.

 

Anne Barrett Boyle jest współdyrektorką BishopsAccountability.org, internetowej grupy badawczej śledzącej sprawy molestowania przez księży na świecie. W 2002 r. współzakładała Coalition of Catholics and Survivors, koalicję skupiającą katolików i aktywistów w diecezji bostońskiej.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Teolożka, publicystka i blogerka („Żydzi i czarownice”). Zajmuje się dialogiem chrześcijańsko-żydowskim oraz teologią feministyczną. Studiowała na Papieskim Wydziale Teologicznym w...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

wg P Zuzanny teorii polega na jak najszybszym przyznaniu sie do prawdy ale nie wzgledem tylko BOGA samego , lecz nas wszystkich TU i TERAZ: Kazda spozniona sekunda z przyznania sie do winy - jest CZASEM STRACONYM- i tu sie zgadzam ,bowiem P Zuzanna ubolewa nad sprawami "PRZEDAWNIONYMI": P Zuzanno prosze sie NIE MARTWIC czasy zaprzeszle. nasz Pan Bog zreszta NIEZMIERNIE MILOSIERNY zatrudnia tak wspaniala ksiegowa ,ze wszystko przemilczy w czasie Krzyza Swego Sna Jedynego. My musimy dzialac jedyni na przyszlosc globalistycznie a wiec bez przytyczek czy to Amerykanom,Chilijczykom,czy nawet Irlandczykom. Wiadomo Polski kler nie jest swiety a P dodaje Mu ZENSKIEGO tupetu.Moze cos z tego bedzie,zobaczymy po uplywie wody w Wisle?

w kościele katolickim, zresztą w innych podobnie - to instytucje o typowo mafijnej strukturze i charakterze, skrywające pod fasadą maryjek i jezusików, ornatów i bazylik grę interesów wielu rywalizujących ze sobą grup, brutalną nieraz bardzo walkę o wpływy, władzę i pieniądze - rozsypałyby się w oka mgnieniu jak domek z kart przy pierwszej próbie ujawnienia ich mrocznych i brudnych tajemnic - wystarczyło, by świat dogrzebał się do teczki z napisem " pedofile w sutannach", a już cały kościół drży w posadach, baranki masowo odwracają się od pasterzy - a to jedna z wielu niejawnych teczek hańby tej firmy

KK w swietle ostatnich faktow jawi sie jako wylegarnia pedofilow i przestepcow seksualnych. Jest tak nasiakniety patologia i jako siedlisko zla nie ma prawa do kogokolwiek kierowac moralnych kazan. Przeraza nie tylko sama ilosc roznego rodzaju zboczencow w Kosciele, a przede wszystkim permanentne ukrywanie przez Episkopat skali dewiacji oraz samych przestepcow (bo gwalt na nieletnich jest przestpstwem) . Czytalam, ze powstaje interaktywna mapa pedofilii w kosciele polskim. Episkopat nie chce udzielac informacji, czyli bardziej lezy im na sercu dobro braci-pedofili, niz potencjalnych ofiar - dzieci.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]