Japońskie Drezno, 70 lat późnej

10 marca 1945 roku, w ciągu jednej nocy zginęło ok. 100 tys. mieszkańców Tokio – więcej niż w Nagasaki od bomby atomowej.
Czyta się kilka minut
Zniszczona dzielnica Tokio po amerykańskim nalocie dywanowym, po 10 marca 1945 r. / fot. domena publiczna
Zniszczona dzielnica Tokio po amerykańskim nalocie dywanowym, po 10 marca 1945 r. / fot. domena publiczna

Nigdy wcześniej – ani też nigdy później – w „konwencjonalnym” nalocie bombowym nie straciło życia tak wielu ludzi.

Dokładnie 70 lat temu ponad 300 amerykańskich bombowców B-29 zrzuciło na Tokio 1667 ton bomb zapalających. W ciągu jednej nocy piąta część miasta zamieniła się w zgliszcza. Pod gruzami budynków i w pożarach zginęły dziesiątki tysięcy ludzi. Dokładna liczba ofiar jest trudna do ustalenia, ale w poświęconym im parku w centrum japońskiej stolicy czci się dziś pamięć 105 400 mieszkańców.

Był to jeden z pierwszych nalotów dywanowych na japońskie miasta (celami amerykańskiego lotnictwa było w sumie ok. 60 miejscowości w całym kraju), zwiastun najgorszego dla cywilów okresu wojny, zakończonego, pięć miesięcy później, zrzuceniem bomb atomowych na Hiroszimę i Nagasaki.

To właśnie dwa ataki nuklerane w sierpniu 1945 r. sprawiły, że o dywanowym nalocie na Tokio mówiło się po wojnie mniej niż wynikałoby to z jego tragicznego bilansu. Także przypadającą w tym roku 70. rocznicę tego zdarzania obchodzono stosunkowo skromnie.

Ze zrozumiałych względów o nalocie chcieliby zapomineć Amerykanie – między listopadem 1944 r. a sierpniem 1945 r., w czasie kampanii nalotów dywanowych na japońskie miasta, zginęło ok. 300 tys. cywilów. O ile jednak w Niemczech trwa wciąż dyskusja podważająca zasadność alianckich nalotów dywanowych na Drezno (luty 1945 r.), o tyle o ataku na Tokio niechętnie zdają się mówić nawet sami Japończycy. Dlaczego?

Jednym z powodów jest fakt, iż rozmowa o japońskich ofiarach wojny siłą rzeczy prowadzi też do dyskusji na temat japońskiej winy – dyskusji, której rząd premiera Shinzō Abe stara się już od kilku lat unikać.

Stało się już tradycją, że w okrągłe rocznice zakończenia wojny na Pacyfiku szefowie japońskich gabinetów publicznie deklarują skruchę z powodu szkód, które spowodowała dawna polityka imperialna. – Musimy ze wszystkich sił starać się o utrzymanie pokoju, z pokorą pamiętając własną historię i tragedię II wojny światowej – powiedział w tym roku Shinzō Abe podczas obchodów rocznicy nalotów na Tokio. Wiele jednak wskazuje na to, że 15 sierpnia, w 70. rocznicę zakończenia walk, japoński premier skoncentruje się w swoim przemówieniu na pozywtywnej roli, którą Japonia odgrywa na Dalekim Wschodzie po 1945 roku.

Choć zapewne wywoła to protesty Chin (od kilku lat sprzeciwiających się „rozmywaniu” – jak ujmują to politycy z Pekinu – japońskich win z okresu wojny), może spotkać się ze zrozumieniem Stanów Zjednoczonych. 70 lat po tragicznych nalotach na Tokio Waszyngton postrzega bowiem Japonię jako swojego najważniejszego sojusznika w regionie.

Przeczytaj więcej:

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”