Jak najbardziej być

Głupi ten, kto idąc do Ireny Jun na spektakl, spodziewa się teatru. Tu idzie o rozmowę, wspólne wyłuskiwanie sensów z tekstu, o sztukę konwersacji, która w swym najlepszym wydaniu teatrem się staje, ale nie teatr jest jej celem.
Czyta się kilka minut
 /
/

Do współpracy nad “Filozofią po góralsku" Józefa Tischnera Irena Jun zaprosiła Wiesława Komasę. Razem idą, skacząc po górach gęstego i lekkiego zarazem tekstu księdza Tischnera, w którym udowodnione zostaje nie tylko, że “na początku byli górale", ale przede wszystkim, że wszyscy najważniejsi filozofowie starożytni tak naprawdę byli góralami.

W bliskim kontakcie z widownią, siedzącą we foyer po dwóch stronach niewielkiego podestu, grając często wprost do widzów, dwójka aktorów wspieranych przez parę młodych górali w pięknych ludowych strojach, kłócąc się trochę i przekomarzając, prowadzi nas przez świat efektownie i dowcipnie uproszczonej Tischnerowskiej myśli. Ona - oscylująca między twardą góralką a Ksantypą, podszyta jednak dobrocią i lekko melancholijną skłonnością do kontemplacji urody świata. On - marzycielski, zżyty z naturą, czasami nieobecny duchem we własnym ciele, z którym usiłuje dialogować Ksantypa.

Skrzydlatych słów w tym przedstawieniu nie da się wyliczyć. Tekst Tischnera roi się od złotych myśli góralskich. Niektóre filozoficzną prawdę ukrywają w dowcipie. “Dusza trzyma człeka w kupie". “Ciałem się zajmuj, bo dusza i tak nieśmiertelna". Inne wprost przekazują życiową mądrość, a czasem nawet wskazówkę, jak żyć. “Jak najmniej mieć, jak najbardziej być". Spektakl jest zaproszeniem do spekulacji, ale nie pojmowanej po cepersku, tylko po góralsku, a więc do myślenia, rozważania, medytacji, roztrząsania, wreszcie filozofowania. Kiedy Ona pyta Jego: “o czym tak myślisz?", otrzymuje jedyną możliwą odpowiedź: “jak bym wiedział o czym, to bym nie myślał". Jednocześnie toczy się nieprzerwanie przyjazny wykład filozoficzny o podstawowych zagadnieniach dotyczących ontologii istoty ludzkiej i boskiej.

W pewnym momencie w przedstawieniu pojawiają się też odniesienia do dzisiejszej sytuacji w państwie. Gdy mowa o uczciwości i polityce, góralska mądrość sprzeciwia się zepsuciu świata przez pieniądz. Bo wszak nie on powinien rządzić światem, skoro rządzi nim Pan Bóg. A “fundamentem władzy jest sprawiedliwość", w każdym razie być powinna. Że nie jest, to czas na złośliwy komentarz: zza uchylonych drzwi góralskiej chaty dobiega chóralne beczenie baranów. Aktorzy wyraźnie podzielają naukę Tischnera, że trzeba żyć ponad zgiełkiem świata, by pojąć zawartą w nim tajemnicę.

Kształt sceniczny przedstawienia pomyślano skromnie, by nie zagłuszał tekstu. Po każdej sekwencji poświęconej jednemu filozofowi pojawiają się intermedia: góralskie przyśpiewki, częstowanie oscypkiem, robienie zdjęć z białym niedźwiedziem z Krupówek (nawet trochę zbyt białym i czystym!). Wszystko po to, by nie znużyć widzów i utrzymać ich w nastroju. Wszak i tak najważniejsze jest, jak aktorzy mówią tekst, precyzyjnie cyzelując góralską gwarę, majeutycznie wydobywając z naszych rozklekotanych głów początki sensów, kawałki myśli.

Chodziłem na wykłady księdza Tischnera na Uniwersytecie Jagiellońskim. To była jedna z największych atrakcji studiowania. Świadomie używam słowa “atrakcja", bo obok wiedzy, którą przekazywał wykładowca, obok mądrości, którą dzielił się z tłumnie przychodzącymi słuchaczami, mistrzowsko dodawał tym spotkaniom waloru rozrywkowego. Opowiadał góralskie dowcipy, czasem anegdoty o swoich przyjaciołach-góralach. Nigdy nie nużył, mówił pięknie, klarownie i dobitnie. W małym przedsięwzięciu Ireny Jun i Wiesława Komasy to właśnie podoba mi się najbardziej, że przenieśli do swojego spektaklu część tamtej niepowtarzalnej atmosfery radosnego filozofowania na najpoważniejsze tematy.

Józef Tischner, “Filozofia po góralsku", reż.: Irena Jun i Wiesław Komasa, współpraca scenograficzna: Aleksandra Semenowicz, premiera w warszawskim Teatrze Studio 8 września 2005.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 39/2005